Denko luty - marzec 2016

Jedno małe śmietnisko i tyle radości! ;) Bo właśnie denkowanie sprawia mi ogromną frajdę :) 
Od niepamiętnych czasów dążę do minimalizmu kosmetycznego i chyba jestem na całkiem dobrej drodze ;) Wszelkie zalegujące zapasy staram się zużywać jak szalona, a oto i wyniki moich starań z ostatnich dwóch miesięcy:






  • fluid pielęgnacyjny pod oczy marki Lierac z serii Magnificence - bardzo lekki produkt w formie pędzelkowej, która nie należy do moich ulubionych. Fluid używałam jako serum pod oko, nakładając dodatkowo krem. Ten egzemplarz dostałam jako gratis do kremu
  • tusz do rzęs Gosh Catchy Eyes - moim zdaniem najlepszy drogeryjny tusz, jeśli zależy Wam na podkręceniu i wydłużeniu rzęs! Piękny efekt i super trwałość spowodowały, że mam już kolejne opakowanie :) 
  • tusz do rzęs Helena Rubinstein Lash Queen Fatal Blacks - miało być tak pięknie, a wyszło trochę gorzej... Tusz bardzo mocno pogrubiał, lecz cóż z tego, skoro niemiłosiernie się osypywał... Raz na zawsze wyleczyłam się z helenkowych tuszy...
  • tusz do brwi MAC - niezastąpiony, o czym świadczy kolejne zużyte opakowanie :) 
  • krem do rąk Caudalie - mimo mojej wielkiej sympatii do marki Caudalie muszę stwierdzić, że ten krem to cienki zawodnik... Nawilżenie na bardzo krótką chwilę, zero efektów, nie polecam, niestety...


  • żel pod prysznic Pat&Rub - uwielbiam ich żele! Są bardzo pielęgnacyjne i wydajne! Mój ulubiony jest z serii otulającej, ale ten relaksujący również należy do faworytów :) 
  • pianka pod prysznic Rituals - mnie akurat te pianki nie ruszają... Wolę ich olejki pod prysznic ;) 
  • mydła w kostce ze Sztuki Mydła - uwielbiam te kostki, przy czym jednak Kozimilk mnie trochę rozczarował, bo strasznie szybko się rozpuszczał... Za to Kokomak z zatopionymi ziarenkami maku fantastycznie się spisywał :)


  • serum antycellulitowe Collistar - świetny produkt! To moje drugie opakowanie i pewnie będą następne, jeśli tylko trafię na jakąś fajną promocję ;) 
  • balsam dla dzieci z Pat&Rub - to również stały bywalec w mojej łazience. Lubię bezzapachowe smarowidła do ciała, a ten balsam bardzo fajnie nawilża i pielęgnuje nawet dorosłą skórę :)


  • masła do ciała Organique Sensitive oraz kawowe - wielokrotnie zachwycałam się masłami tej marki, nie bez powodu! Po ich użyciu skóra jest długotrwale nawilżona i wypielęgnowana


  • pianka do mycia rąk Bath & Body Works - dzięki kochanemu Eskowi mogłam wreszcie sama doświadczyć, jak świetne są te pianki! Jeśli kiedyś będę miała okazję zakupów w B&BW, na pewno skuszę się na kolejne! 
  • peeling do ciała Rituals - uwielbiam scruby tej marki i obecnie posiadam jeszcze inny wariant zapachowy, który bardziej mi odpowiada, niż pomarańczowy ;)


  • fluid pielęgnujący do cery mieszanej z Origins - niestety rozczarował. Do mojej mieszanej cery absolutnie się nie nadawał. Pozostawiał połyskującą warstewkę, właściwości pielęgnujacych nie zauważyłam... Nie udało mi się go całkowicie zdenkować... 
  • micel z Biodermy - koniecznie Sensibio AR :) Uwielbiam i używam od lat!
  • tonik bezalkoholowy marki Estelle & Thild - ta szwedzka firma produkująca ekologiczne kosmetyki jest w Polsce jeszcze mało znana, a szkoda... Zarówno tonik, jak i pianka, którą jeszcze mam, są fantastyczne! Z pewnością jeszcze skuszę się na kolejny zakup.


  • maska do włosów Energizing marki Organique - polubiłam ją przede wszystkim dlatego, że jest bardzo lekka i nie obciąża moich cienkich kosmyków. Produkt absolutnie wart polecenia!
  • olejek do skóry głowy Thin Hair z Phenome - kupuje go regularnie mimo wysokiej ceny... Jedyny olejek, który tak dobrze się sprawdza, mimo, iż mam cienkie włosy skłonne do przetłuszczania. Używany regularnie wzmacnia cebulki włosowe i przyczynia się do zahamowania wypadania
  • szampon Phenome na objętość - kiedyś go lubiłam, z czasem ta sympatia nieco zmalała... Moim zdaniem szampony z Yves Rocher sprawdzają się znacznie lepiej, a kosztują dużo mniej :)


  • krem Lierac Magnificence - wersja do cery mieszanej - jak dla mnie rewelacja! Niedawno zachwycałam się nim na blogu. W tym kremie odpowiada mi dosłownie wszystko. To już mój drugi zużyty słoiczek. Obecnie robię sobie od niego przerwę, ale z pewnością jeszcze do niego wrócę
  • krem pod oczy La Roche Posay Redermic C - to także drugie zużyte opakowanie. Fajny lekki kremik, który nie podrażnia. Jeśli chodzi o działanie to na efekty trzeba poczekać, ale ten krem rzeczywiście rozświetla okolice oczu i niweluje w jakimś stopniu widoczność cieni
  • olejek do twarzy Caudalie Polyphenol - moja mieszana cera średnio go polubiła... Miałam wrażenie, że olejek słabo się wchłania, a i stopień nawilżenia pozostawiał trochę do życzenia...
  • Caudalie Vinosource - jeden produkt w dwóch formułach - nawilżający sorbet oraz matujący fluid. Obydwie formuły bardzo dobrze sprawdziły się u mnie i z pewnością skuszę się na ponowny zakup!


A na koniec trzy wyrzutki... Niestety nie dało się ich zdenkować... Największe rozczarowanie ubiegłego roku, tym bardziej, że zwłaszcza produkty Aveda są drogie... 
  • Aveda odżywka oraz szampon do włosów cienkich - nie zauważyłam żadnych właściwości pielęgnujących, szampon niemiłosiernie plątał włosy a o objętości mogłam sobie tylko pomarzyć... 
  • Origins odżywka miętowa do włosów - to jakieś nieporozumienie! Uwielbiam wszystko, co miętowe, a ta odzywka miała być idealna do włosów tłustych... Tymczasem odżywka miała konsystencję niczym rzadki szampon, a co najdziwniejsze - przy wmasowywaniu we włosy zaczynała się pienić! Nie robiła nic, nie ułatwiała rozczesywania... jedynie pięknie pachniała, ale to zdecydowanie za mało... 
Jak widać większość pustaków dobrze się sprawdziła, choć znalazło się i miejsce na parę bubelków ;) 
Oby do następnego denka! :)


Maseczka oczyszczająco-matująca Sephora

Mud Mask z Sephory nie jest żadną nowością na rynku kosmetycznym, za to jest bardzo popularną maską, którą z pewnością większość z Was ją zna i lubi. Pisząc post o tym błotku nie wniosę tu niczego nowego i odkrywczego. Dla mnie jest to jednak kosmetyk wyjątkowy :)  

Nigdy nie byłam szczególną wielbicielką maseczek do twarzy, owszem, zawsze miałam jakieś w swoich zbiorach, ale sięgałam po nie od czasu do czasu, gdy tylko mi się przypomniało ;) 

Mud mask od Sephory jest zupełnie inna - to moja pierwsza maseczka, po którą sięgam regularnie i z wielką przyjemnością :) Dlaczego? Bo widzę efekty jej działania :) I tak już od trzech miesięcy w każdy piątkowy wieczór powtarzam ten dobroczynny oczyszczający rytuał. 

Skład maseczki oparty jest głownie na białej glince (kaolin), która absorbuje zanieczyszczenia skóry, posiada właściwości ściągające, oczyszczające i regenerujące. Maska zawiera także miedź, cynk, witaminy E, C, A, F oraz B5. 

Według producenta maseczka przyczynia się do zmniejszenia wydzielania sebum, usuwa zanieczyszczenia, pozostawia skórę matową, idealnie oczyszczoną, jednocześnie jej nie wysuszając. Oczyszcza pory i redukuje niedoskonałości. 

W tych obietnicach jest sporo prawdy :) Jestem posiadaczką skóry mieszanej z rozszerzonymi porami w strefie T, jednocześnie płytko unaczynionej, na której pojawiają się rozszerzone naczynka. Maseczka już po pierwszym użyciu pozostawia skórę niezwykle gładką i miękką w dotyku, oczyszczoną, odświeżoną. 
W żadnym wypadku nie podrażnioną i nie przesuszoną. 
Maska z pewnością nie spowoduje, że rozszerzone pory znikną, ale z pewnością przyczynia się do ich dogłębnego oczyszczenia i odblokowania. 

Producent zaleca stosować maskę 1-2 razy w tygodniu na oczyszczoną skórę. Już po chwili od nałożenia maska zastyga na skórze, a po upływie 10 minut można ją bezproblemowo usunąć za pomocą ciepłej wody, wykonując jednocześnie delikatny masaż za pomocą farfocli ukrytych w maseczce. 


Kiedyś miałam już słynną czarną maseczkę oczyszczającą od GlamGlow. Dzisiaj muszę przyznać, że Sephora jest idealną alternatywą dla GG, która kosztuje 4 razy więcej, a jej działanie i efekt są bardzo zbliżone. Mnie osobiście Sephora odpowiada bardziej, niż GG. Lubię w niej wszystko! Błotną konsystencję, świeży zapach, wygodne opakowanie, cenę, ale przede wszystkim działanie. Skóra staje się gładka, odświeżona, rozświetlona, wolna od zanieczyszczeń i nadmiaru sebum, a przez to mniej podatna na niedoskonałości i inne niespodzianki :) 


Bardzo się cieszę, że skusiłam się na tą maskę, bo dzieki temu odkryłam kolejny kosmetyk, którego nie może u mnie zabraknąć! 



Ukojenie w kremie: Toleriane Fluid z La Roche Posay

Nawet jeśli mamy już swój ulubiony sztab kosmetyków niezadownych, to czasem zdarzają się sytuacje, kiedy skóra się buntuje, kiedy mamy wrażenie, że nawet sprawdzone produkty nam nie służą. Wysypka, podrażnienie, zaczerwienienia bądź inne zmiany spowodowane uczuleniami, chorobą, warunkami atmosferycznymi, eksperymentami kosmetycznymi itp. 
Kiedy mnie przydarzy się taka "niespodzianka", odstawiam na jakiś czas wszystkie "codzienne" kremy, nie rezygnuję jednak całkowicie z pielęgnacji. Na pomoc przychodzi mi sprawdzony kosmetyk - fluid Toleriane marki La Roche Posay. 

O tym produkcie nie trzeba się zbytnio rozpisywać - po prostu działa, jak obiecuje producent. Lekki, kojący kosmetyk, w moim przypadku wersja do cery mieszanej i tłustej, uspokaja, koi podrażnioną i wrażliwą skórę, głównie za sprawą wody termalnej. Produkt nie zawiera substancji zapachwych ani konserwantów, a także alkoholu, barwników. Nie bez znaczenia pozostaje stosunkowo krótki skład produktu:

Niespodzianką było dla mnie bardzo dobre działanie nawilżające tego fluidu - oprócz ukojenia otrzymujemy świetne nawilżenie skóry, i to bez zapychania, bez świecenia, bez tłustej warstwy. Cera staje się gładka, aksamitna, a wszelkie podrażnienia znikają. 

W tym wygodnym i higienicznym flakonie ze sprawnie działającą pompką znajduje się 40 ml. kosmetyku. Jak już wspomniałam posiadam wersję do cery mieszanej i tłustej, ale na rynku dostępna jest również wersja o bardziej kremowej konsystencji, idealnej dla cery suchej. 

Warto sięgnąc po ten kremik, gdy cera kaprysi. Można go także używać jako stałej codziennej pielęgnacji w przypadku cery wrażliwej :)


Lakierowy pojedynek - Inglot kontra Chanel

Bardzo dawno nie pisałam na moim blogu o kolorówce, co oczywiście nie oznacza, że jej nie używam ;-) Dlatego też chciałabym napisać kilka słów o dwóch przepięknych lakierach do paznokci, jakie udało mi się zakupić w ostatnich tygodniach: 
Lakier marki Inglot z serii oddychającej nr 694 oraz lakier Chanel o nazwie Sunrise Trip z limitowanej serii L.A. Sunrise. 

Na pierwszy rzut oka lakiery te są do siebie dosyć podobne, dlatego postaram się je porównać. Chciałabym Wam pokazać, że ten oto lakier z Inglota jest bardzo fajną alternatywą dla dużo droższego Chanela ;-) 

Jeśli chodzi o kolory, to jak już wspomniałam są one bardzo podobne, ale nie identyczne! Chanel jest mocnym, nasyconym ciemnym fioletem, przypominającym kolor kalki biurowej ;-) Przy odpowiednim świetle fiolet ten staje się soczystym granatem. 
 
 
W przypadku lakieru Inglot kolorem bazowym jest granat, który w świetle sztucznym przybiera lekko fioletową barwę. Uwielbiam takie odcienie, które są nie do końca zdefiniowane. Obydwa lakiery są przepiękne i kwestię tego, który jest ładniejszy, pozostawię Wam :-) 
 
 
Kiedyś z wielką chęcią sięgałam po lakiery Chanel. Wąski precyzyjny pędzelek, świetna konsystencja umożliwiająca bezproblemową aplikację - niestety to już przeszłość. W przypadku tego lakieru konsystencja jest bardzo gęsta, jakby żelowo-gumowa, ciągnąca się! Niestety kiepsko się z nim pracuje. Na dodatek lakier tworzy bąbelki, trzeba nakładać bardzo cięką warstwę, aby tego uniknąć. Jednak przy takiej konsystencji lakieru jest to dosyć trudne! 
 
Dla odmiany oddychający lakier Inglot sprawia dużo mniej problemów! Właściwie nie mam mu nic do zarzucenia. Lakier łatwo i równomiernie sie rozprowadza, nie bąbelkuje, wysycha szybciej, niż Chanel (nie używam lakieru nawierzchniowego, jedynie kropli przyspieszających wysychanie). 
 
 
Obydwa lakiery mają podobną trwałość, około 4-5 dni. No może Chanel wytrzymuje 1 dzień dłużej w nienaruszonym stanie w porównaniu do Inglota ;) 


Oddychający lakier Inglota bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Mam ochotę na więcej odcieni z tej serii! Tym samym rozczarowała mnie ta nowa formuła Chanela - nieprędko skuszę się na kolejny lakier tej marki...

Denko listopad, grudzień 2015 + styczeń 2016

Co za ulga, gdy mogę wreszcie pozbyć się kosmetycznych śmieci, które gromadziłam skrzętnie przez ostatnie 3 miesiące :) Moje denko nie jest może duże, ale mimo to w przyszłości chciałabym chwalić się zużyciami co miesiąc. Zobaczymy, jak to potoczy się w praktyce, a tymczasem oto moje jesienno-zimowe zużycia:




  • Micel Sensibio z Biodermy - zawsze w moich denkach! Najbardziej lubię wersję AR do cery naczynkowej. Skuteczny i delikatny micel, który nigdy mnie nie zawiódł!


  • Żel do mycia twarzy Rosaliac z La Roche Posay - bardzo delikatny, niepieniący się kosmetyk, którego z przyjemnością używałam do porannego oczyszczania twarzy - z pewnością kupię go jeszcze nie raz!
  • Żel pod prysznic marakujowy z The Body Shop - odpowiadał mi pod każdym względem, nawet SLS w składzie nie przeszkodziło mi w polubieniu tego kosmetyku. Kiedyś jeszcze ponownie kupię :)
  • Płyn do higieny intymnej Lactacyd - jestem mu wierna od lat :)




  • Pasty do zębów Meridol i Himalaya Sparkly White - w tej chwili to moje dwie ulubione pasty i nie zamierzam kupowac innych ;)



  • Peeling do twarzy z Caudalie - stosunkowo łagodny drapak, którym nie można sobie zrobić krzywdy! Możliwe, że kiedyś skuszę sie ponownie na zakup
  • nawilżająca maska GlamGlow - bardzo przyjemna maska,która na prawdę świetnie nawilża, ale moim zdaniem jej cena jest zbyt wygórowana! Jeśli ją kiedyś kupię, to tylko w ramach super promocji ;)

  • Balsam do rąk Phenome z serii Anti-Aging - moim zdaniem absolutnie nie wart swojej ceny. Bardzo lekki i delikatny nawilżał na chwilę. Zdecydowanie nie kupię ponownie.
  • Krem do rąk Nuxe - ten spisywał się na szczęście dużo lepiej, niż jego kolega z Phenome ;) W tej chwili z wielką przyjemnością używam kremów Evree, ale do Nuxe na pewno jeszcze wrócę :)



  • Kremowy szampon z Yves Rocher - świetne rozwiązanie, gdy nie chcemy zastosować odżywki. Bardzo dobrze oczyszcza, nie plącze włosów. Jeden z moich ulubionych szamponów! Mam już kolejne opakowanie.



  • Balsam do ust Tisane - tani jak barszcz i niezawodny :) Nie może go u mnie zabraknąć ;)
  • Krem pod oczy Redermic C z La Roche Posay - miał pojawić się w poprzednim denku, ale zapomniałam o nim ;) Obecnie uzywam drugiej tubki, więc jak łatwo się domyśleć krem mi odpowiada :) Mam jednak ochotę na zmiane i chciałabym wypróbować jakiegoś bardziej treściwego kremu pod oko, więc po wykorzystaniu zapasów zrobię sobie od niego przerwę. 
  • Krem matujący Vinosource z Caudalie - mój ulubiony krem na dzień, który rzeczywiście matuje, jednocześnie nie wysuszzając skóry! Teraz uzywam drugiej tubki :)



  • Tonik Norel do cery wrażliwej - niedanwo pisalam o nim recenzję :) Fajny i delikatny :) Obecnie używam drugiego opakowania. 
  • Tonik Aox z Pat&Rub - bez rewelacji, osobiście wolałam ten "standardowy" tonik P&R. Aox nie kupię ponownie.



  • Balsam po opalaniu Posthelios z La Roche Posay - fantastycznie spisywał się w lecie, a jego resztkę z powodzeniem wykorzystałam jako balsam do ciała w okresie jesiennym. Z pewnością kupię go ponownie. 
  • Lano-balsam do ciała Ziaja-Med - kupuję ten balsam już od lat! Jest lekki, bezzapachowy. W zimie wolę treściwe masła, ale kiedy zrobi się cieplej, chętnie sięgnę ponownie po ten balsam. 

Jeśli znacie któryś kosmetyk z mojej gromadki, koniecznie dajcie znać :)

Krem-żel do cery mieszanej - Lierac Magnificence

Moje pierwsze skojarzenie z tym kremem to słowo "otulenie".
Krem ten działa niczym puchowa kołderka, zapewniająca komfort i relaks, jak i lekkość. Idealna porcja nawilżenia, blask i jednocześnie satynowo-matowe wykończenie, uczucie odżywionej i zadbanej skóry - ta charakterystyka zakrawa na opis kremu idealnego! 



Mogę z całą pewnością stwierdzić, że krem Magnificence marki Lierac jest jednym z najlepszych kremów, jakie miałam! Używam aktualnie drugiego słoiczka i na pewno będę jeszcze do niego wracać. 

Posiadam wersję krem-żel, przeznaczoną do cery mieszanej. O dziwo jego konsystencja wcale nie jest klasycznie żelowa, jak można by się spodziewać. Mimo to krem jest bardzo lekki, nie obciąża skóry, idealnie się wchłania, a jego wykończenie sprawia, że idealnie nadaje się pod makijaż. 



Używam tego kremu na noc, ale z powodzeniem można go stosować także jako pielęgnację dzienną. Moja skóra jest po przebudzeniu wypoczęta, zrelaksowana, idealnie nawilżona. 



Kremik ten z założenia jest kosmetykiem działającym przeciwstarzeniowo.
Dzięki jego nowoczesnej formule krem ma za zadanie niwelować efekty upływu czasu u samej przyczyny, przywracając młody wygląd skóry.  Z pewnością to dobra propozycja pielęgnacji skóry po trzydziestce :)

Wegług zapewnień producenta krem zawiera bogate składniki aktywne, jak:
  • opatentowany kompleks przeciwstarzeniowy D-Glyox 3,5%
  • ekstrat z kwiatu granatu, drzewa jedwabnego i peptydu liposomalnego, zapewniające efektywne działanie przeciwstarzeniowe
  • roztwór kwasu hialuronowego 5%
  • matujący puder ryżowy
  • składniki nawilżające
  • witaminy C i E

Krem-żel należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od jego otwarcia. I właśnie na 3 miesiące wsytarcza mi ten kremik przy używaniu go jedynie na noc.

Wprawdzie liczy się wnętrze, ale na uwagę zasługuje także samo opakowanie kremu - masywny szklany słoiczek w czerwonym kolorze. Jego bardzo efektowny wygląd przemawia do mnie :) 



Kremik nie jest bezzapachowy, zapach jest bardzo przyjemny, nie pozostaje zbyt długo po nałożeniu, co moim zdaniem jest atutem :)

Kosmetyki Lierac można nabyć w aptekach. Zazwyczaj w aktekach internetowych można trafić na fajne zestawy promocyjne z tym kremem! 



Jak wspominałam wcześniej chętnie będę wracać do tego kosmetyku, gdyż posiada on wszystkie cechy kremu idealnego!

Lista polskich zakupów obowiązkowych

Zakupy - któż z nas ich nie lubi? Szczególnie, jeśli są to kosmetyczne zakupy :)
A zakupy w Polsce to już w ogóle nielada gratka! Ci z Was, którzy mieszkają za granicą rozumieją doskonale, co mam na myśli :) Za każdym razem wyjeżdzam z Polski naładowana nie tylko pięknymi wspomnieniami i pozytywną energią, ale także udanymi sprawunkami ;)
Z czasem wypracowałam sobie taki spis zakupów obowiązkowych - produktów, które zawsze zawsze przywożę sobie z każdego pobytu w ojczystym kraju, których nie może u mnie zabraknąć, bez których nie mogę się obyć. Są do głównie polskie produkty - poza jednym wyjątkiem.
Przedstawiam Wam moją osobistą listę zakupów obowiązkowych :) 


  • Pat&Rub balsam nawilżający do ciała dla dzieci i niemowląt

Fantastycznie nadaje się także dla dorosłych :) Wielokrotnie wspominałam już, że w pielęgnacji najchętniej wybieram smarowidła, które bardzo delikatnie pachną bądź w ogóle nie posiadają zapachu. Ten oto balsam świetnie pielęgnuje skórę, nawet zimą, jest całkowicie bezzapachowy i ma bardzo przyjazny skład!

  • Masło do ciała Organique - kawowe
Najlepsze smarowidło do ciała, jakie znam! Moim zdaniem masła Organique są bezkonkurencyjne!  Idealnie radzą sobie z przesuszeniami, podrażnieniami. A w dodatku pachną przepięknie i zarazem delikatnie.


  • Mgiełka do układania włosów Pat&Rub
Prawie rok temu zrezygnowałam z licznych produktów do stylizacji włosów na rzecz jednego kosmetyku - tej oto mgiełki. Nadmiar nie służy moim cienkim włosom, dlatego postanowiłam ograniczyć się do minimum.Ta mgiełka delikatnie utrwala, a przy tym ma fajny skład! 


  • Phenome olejek do włosów i skóry glowy 
Jestem przekonana o skuteczności tego olejku! Wzmacnia cebulki włosów, pielęgnuję skórę głowy. Nakłada się go przed myciem włosów, można go również pozostawić na noc. Olejek w żadne sposób nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania włosów! 


  • Balsam do ust Tisane
Absolutny klasyk i mój ulubieniec w dziedzinie pielęgnacji ust. Kosztuje grosze, a działa cuda! Niestraszne mu suche i popękane wargi. Tego balsamiku nie może u mnie zabraknąć! 


  • Waciki Bella
Na rynku nie brakuje dobrych płatków, ja używam tych z Belli już od wielu lat. Trochę z przywiązania, ale przede wszystkim dlatego, bo się nie rozwarstwiają, nie są ani za grube, ani za cienkie, za to są bardzo miękkie i przyjemne w użyciu :) 


  • Suche chusteczki jednorazowe Tami
Używam ich od prawie roku do osuszania twarzy zamiast tradycyjnego ręcznika. Chusteczki Tami wykonane są z bawełny, w związku z czym są mięciutkie i przyjemniejsze, niż celulozowe. Te chusteczki to jedno z moich największych odkryć minionego roku! 


  • Płyn micelarny Bioderma Sensibio AR
Jedyny nie polski produkt w tym zestawieniu. O samym micelu nie muszę chyba się rozposywać - jest to jeden z najbardziej popularnych kosmetyków nie tylko w blogosferze. Za granicą nigdy jednak nie uda mi się go kupić w tak atrakcyjnej cenie, jak w Polsce. Ostatnio na przykład za dwupak zapłaciłam 39 zł :) Dlatego też w Biodermę zaopatruję się tylko w Polsce! 

Tak przedstawia się moja bezkonkurencyjna gromadka. Mam nadzieję, że ta lista trochę się poszerzy, jako że jestem otwarta na wszelkie nowości. Ostatnio na przykład kupiłam świetny krem do rąk Evree - jestem pewna, że powtórzę jego zakup. Przywiozłam sobie także krem matujący marki Norel - jeszcze o nie używałam, ale jeśli tylko spełni moje oczekiwania, z pewnością trafi na listę :) 

Czy Wy także robicie sobie takie listy? Znacie któryś z tych produktów?