Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

Mgiełka utrwalająca do makijażu Inglot / Makeup Fixierspray Inglot

Nie jest to kosmetyk pierwszej potrzeby, jednak dobrze mieć go w zasięgu ręki.
Wprawdzie to raczej gadżet, ale za to bardzo przydatny! 

Obwohl es kein kosmetisches Must-Have ist, ist es trotzdem gut, wenn man es zur Hand hat :)



Zazwyczaj stosuję mineralne bądź bardzo lekkie płynne podkłady. Makijaż wykonuję o 5:30 i na ogół nie przeszkadza mi to, że popołudniu i wieczorem nie jest on już tak perfekcyjny. 
Zdarzają się jednak sytuacje, gdy ten makijaż powinien wyglądać przez cały dzień nienagannie i wtedy z pomocą przychodzi mi utrwalacz makijażu Inglot. 

Normalerweise verwende ich Mineral- bzw. sehr leichtes flüssiges Foundation. Unter der Woche schminke ich mich um ca. 05:30h morgens und es ist klar, daß am Nachmittag bzw. Abend das Make-Up nicht mehr so perfekt ist.
Es stört mich eigentlich nicht, aber manchmal gibt es Tage, an denen ich am Nachmittag immer noch frisch aussehen möchte. Da kommt die Make-Up-Fixierung von Inglot zum Einsatz! 



Wiele kosmetycznych marek ma w o ofercie utrwalacze do makijażu, ja sama nie mam z nimi jednak żadnego doświadczenia - Inglot to mój pierwszy produkt tego typu. Idealnie spełnia swoje podstawowe zadanie - trzyma makijaż w ryzach aż do momentu demakijażu! 

Viele Kosmetikmarken haben Fixierungssprays im Angebot, zu denen ich aber keinen Vergleich habe, da das Spray von Inglot mein erstes Produkt dieser Art ist. Es erfüllt perfekt seine Aufgabe - Es hält das Make-Up in Schach, bis es entfernt wird!


Mgiełka gwarantuje ochronę i świeżość makijażu, jednocześnie jest tak delikatna i lekka, że w ogóle nie czuć jej na twarzy! Nie ma mowy o jakimkolwiek zapchaniu czy też podrażnieniu. 

Na uwagę zasługuje fakt, że mgiełka nie posiada w swoim składzie alkoholu, a to rzadkość w tego typu kosmetykach. 

Inglot garantiert den Schutz und den Erhalt der Frische des Make-Ups den ganzen Tag über. Das Produkt ist so leicht und fein, dass man es gar nicht auf der Haut spürt, und verursacht weder verstopfte Hautporen noch Hautreizungen.

Bemerkenswert ist die Tatsache, dass das Spray keinen Alkohol enthält, was für diese Art von Produkten selten der Fall ist.



Makeup Fixer Inglota dostępny jest w dwóch pojemnościach - ja mam wersję 50 ml, ale jeśli ktoś sięga częściej po utrwalacze, odpowiedniejsza będzie wersja o pojemności 150 ml. 

Der Make-Up-Fixierer von Inglot ist in zwei Größen erhältlich - Ich habe die 50ml-Version. Wenn man so etwas aber öfter braucht, gibt es auch eine 150ml Flasche. 


Mgiełka nie kosztuje fortuny - zapłaciłam za nią zaledwie 21 złotych. 
Mała niepozorna buteleczka o wielkiej mocy! :)  

Das Spray kostet kein Vermögen - ich hab dafür ca. 5€ in Polen bezahlt. 

Lakierowy pojedynek - Inglot kontra Chanel

Bardzo dawno nie pisałam na moim blogu o kolorówce, co oczywiście nie oznacza, że jej nie używam ;-) Dlatego też chciałabym napisać kilka słów o dwóch przepięknych lakierach do paznokci, jakie udało mi się zakupić w ostatnich tygodniach: 
Lakier marki Inglot z serii oddychającej nr 694 oraz lakier Chanel o nazwie Sunrise Trip z limitowanej serii L.A. Sunrise. 

Na pierwszy rzut oka lakiery te są do siebie dosyć podobne, dlatego postaram się je porównać. Chciałabym Wam pokazać, że ten oto lakier z Inglota jest bardzo fajną alternatywą dla dużo droższego Chanela ;-) 

Jeśli chodzi o kolory, to jak już wspomniałam są one bardzo podobne, ale nie identyczne! Chanel jest mocnym, nasyconym ciemnym fioletem, przypominającym kolor kalki biurowej ;-) Przy odpowiednim świetle fiolet ten staje się soczystym granatem. 
 
 
W przypadku lakieru Inglot kolorem bazowym jest granat, który w świetle sztucznym przybiera lekko fioletową barwę. Uwielbiam takie odcienie, które są nie do końca zdefiniowane. Obydwa lakiery są przepiękne i kwestię tego, który jest ładniejszy, pozostawię Wam :-) 
 
 
Kiedyś z wielką chęcią sięgałam po lakiery Chanel. Wąski precyzyjny pędzelek, świetna konsystencja umożliwiająca bezproblemową aplikację - niestety to już przeszłość. W przypadku tego lakieru konsystencja jest bardzo gęsta, jakby żelowo-gumowa, ciągnąca się! Niestety kiepsko się z nim pracuje. Na dodatek lakier tworzy bąbelki, trzeba nakładać bardzo cięką warstwę, aby tego uniknąć. Jednak przy takiej konsystencji lakieru jest to dosyć trudne! 
 
Dla odmiany oddychający lakier Inglot sprawia dużo mniej problemów! Właściwie nie mam mu nic do zarzucenia. Lakier łatwo i równomiernie sie rozprowadza, nie bąbelkuje, wysycha szybciej, niż Chanel (nie używam lakieru nawierzchniowego, jedynie kropli przyspieszających wysychanie). 
 
 
Obydwa lakiery mają podobną trwałość, około 4-5 dni. No może Chanel wytrzymuje 1 dzień dłużej w nienaruszonym stanie w porównaniu do Inglota ;) 


Oddychający lakier Inglota bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Mam ochotę na więcej odcieni z tej serii! Tym samym rozczarowała mnie ta nowa formuła Chanela - nieprędko skuszę się na kolejny lakier tej marki...

Denko i wyrzutki września i października 2015

Druga połowa listopada to chyba już najwyższy czas na pokazanie Wam wrześniowo-październikowego denka! Motywację do denkowania mam sporą, gdyż koniecznie chcę uszczuplić moje i tak już dużo za duże zapasy ;)
Przyznaję, że znalazło się tym razem u mnie kilka kosmetycznych wyrzutków, których już nie byłam w stanie zużyć, które po prostu najzwyczajniej w świecie się zestarzały... Nie jestem z tego dumna, dlatego też do kolejnych zakupów staram się podchodzić bardziej z głową, co nie zawsze jest łatwe ;)
W każdym razie moje denko prezentuje się tak:



A tutaj szczegółowo:


  • peeling do stóp Collistar - sam peeling jest fajny, ale moim zdaniem zbyt drogi. Znam równie dobre i jednocześnie dużo tańsze... Pumeksowa końcówka była dla mnie zbędnym gadżetem... W tej cenie już się nie skuszę...
  • peeling malinowy The Body Shop - przyjemny ździerak, ale ja wolę cukrowe. Jeśli kiedyś ponownie pojawi się wersja marakujowa, to może się skuszę... 
  • peeling Sakura z Rituals - fantastyczny cukrowy ździerak, kolejne wersje są już w użyciu :) 
  • maska oczyszczająca do włosów Phenome - jak już wiele osób wspominało nie jest to produkt pierwszej potrzeby, ale bardzo przyjemny umilacz w pielęgnacji skóry głowy :) Rzeczywiście fajnie oczyszcza i dlatego mam już kolejne opakowanie. 
  • peeling do stóp Phenome - jeden z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... peeling zawiera mnóstwo drobinek, które są moim zdaniem bardzo łagodne. Dlatego też niezbyt chętnie po niego sięgałam... Z pewnością nie kupię ponownie.
  • kawowy peeling do ust Pat&Rub - niestety szybko zaczął śmierdzieć niczym stara kawa. Zapach stał się nieznośny, tak więc nie byłam w stanie zużyć peelingu do końca... Mimo to mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową!

  • olejki myjące pod prysznic Rituals - bardzo je polubiłam i z pewnością kiedyś się skuszę na ponowny zakup, szczególnie czerwonej wersji,która zapachowo bardziej mi odpowada :) 
  • Lactacyd - niezastąpiony od lat... 
  • miodowy żel pod prysznic Yves Rocher - pięknie pachnący łagodny żel. Świetny produkt w dobrej cenie! Chętnie kupię kolejne opakowanie. 

  •  odżywka do włosów Kerastase Cristalliste - kolejny z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... Lubię kosmetyki Kerastase, ale ta odżywka nie wyróżniała się niczym szczególnym... 
  • pianka do stylizacji włosów L'oreal Professional - ten kosmetyk również niestety zmarnował się... Jakiś czas temu przestałam sięgać po tego rodzaju produkty do stylizacji... 
  • maska do włosów Collistar podkreślająca kolor - po udanej przygodzie z wersją w kolorze kasztanowym postanowiłam wypróbować wersję ceimnobrązową... I tu wielkie rozczarowanie... O ile kasztanowa wersja pięknie odświeżała kolor, to ciemna wersja nie robi u mnie kompletnie nic... Sama odżywka fajnie pielegnuje i nadaje połysk kosmykom, ale mnie głównie chodzi o kolor, którego tutaj niestety brak... Wróciłam do wersji kasztanowej... 
  • mgiełka do układania włosów Pat&Rub - zastąpiła mi wszystkie produkty do stylizacji. Mgiełka ta nie obciąża moich cienkich włosów, za to nadaje im trochę struktury i objętości. Na co dzień zadawala mnie taki efekt! Jedynie opakowanie tej mgiełki jest fatalne... Psikacz niestety szybko się zacina. Dlatego ja przelewam mgiełkę do butelki po innym spreju. 
  • maska do włosów L'oreal Elseve Fibralogy - nie zauważyłam, żeby ta maska pogrubiała włosy ;) Ale była całkiem przyjemna, lekka, ładnie pachniała. Możliwe, że kiedyś kupię ponownie. W tej chwili jedank wystarczają mi lekkie odżywki. 


  •  pianka do oczyszczania twarzy Phenome - w tej chwili używam już trzeciej z kolei butelki, dlatego pianka zdążyła mi się trochę znudzić ;) Niemniej jednak jest to bardzo łagodny i skuteczny kosmetyk, po który kiedyś ponownie sięgnę. 
  • płyn micelarny Garnier - kupiłam z czystej ciekawości, bo znalazłam w DM-ie małą wersję. Przyznaję, że to fajny micel. Dla mnie jednak najlepszym micelem pozostaje w dalszym ciągu Bioderma :)
  • ukochana Bioderma, nie ma sobie równych :) Nie wiem sama, która to już butelka! Od jakiegoś czasu kupuję wersję AR i bardzi jestem z niej zadowolona :) 
  • Żel pod oczy Yves Rocher Elixir 7.9 - fajny lekki nawilżacz pod oko. Bardzo łagodny, wydajny. Być może kiedyś kupię go ponownie. 
  • Krem do cery naczynkowej Hildegard Braukmann - bardzo przyjemny łagodny krem, którego używałam na noc. Nie mam mu niczego do zarzucenia. Może kiedyś się jeszcze spotkamy :) 


  •  migdałowe masło do ciała Annemarie Börlind - przyjemne masło, aczkolwiek znam lepsze, dlatego raczej nie kupię ponownie. 
  • olejek do ciała Super Slim Evree - przyjemnie pachnący olejek, który bardzo ładnie nawilżał. Nie wiem, czy wpływał na cellulit, ale mimo to polubiłam go i pewnie kiedyś kupię ponownie :) 
  • krem do stóp Balea z 10% mocznikiem - zużyłam już kilka tubek tego kremu i zawsze do niego wracam. Bo rzeczywiście zmiękcza i nawilża skórę stóp. A na dodatek jest bardzo tani! 
  • krem do rąk Nuxe - lekki krem nawilżający, który szybko się wchłania, jednocześnie pielęgnuje skórę w sposób zadawalający. Na zimę może okazać się zbyt lekki. 
  • krem do rąk Ananne - ta szwajcarska marka produkująca naturalne kosmetyki jest mi zupełnie nieznana... Dostałam ten krem w prezencie, chętnie zużyłam, byłam zadowolona. Jednak nie sądzę, żebym go keidyś kupiła. Cena jest bardzo wysoka, a efekt podobny, jak przy tańszych kremach... 
  • L'occitane krem do rąk z 20% masłem shea - to mój pewnik na zimę. Nic tak nie troszczy się o skórę moich dłoni, jak ten krem. A że zima za pasem, pora kupić kolejne opakowanie :) 
  • balsam stopniowo brązujący do ciała Gosh - naturalnie brązowił skórę bez plam, zacieków, bez samoopalaczowego smrodku. Niestety z tego co wiem balsam ten jest już niedostępny... Szkoda... 
  • Masło do ciała Organique z serii Sensitive - rozpływam się nad masłami tej marki... To był mój pierwszy egzemplarz, który otrzymałam od Eska Floreska :) W tej chwili używam kolejnego słoiczka tego cudeńka :) 


  • woda perfumowana Escada Especially - to już drugie opakowanie tej wody, które zdenkowałam. Chętnie używam także zimą, choć zapach jest dosyć świeży :) Oczywiście mam już kolejny flakon :) 
  • Inglot zmywacz do paznokci - najlepszy ze wszystkich, jakie znam!
  • Dezodorant Eisenberg - mimo wysokiej ceny używam tego dezodorantu od dłuższego czasu. Bo jako jeden z niewielu dezodorantów bez aluminium i alkoholu jest skuteczny.
  •  Dior Nude Air płynny podkład - tutaj również mam same powody do zachwytu - naturalny efekt, taki, jak lubię! Satynowo-matowe wykończenie, niesamowita wydajność, lekkość. Nie czuję, że ma mam na twarzy podkład. Jak dla mnie ideał :) 
  • pasta do zębów Meridol - bardzo ją polubiłam i jak na razie jestem jej wierna.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że wytrwaliście do końca :)
Do następnego razu! :)

Pędzelkowa rodzinka

Moja pędzelkowa familia wprawdzie nie jest jeszcze zbyt liczna, ale ostatnio całkiem szybciutko się rozrasta. W 2013 wzbogaciłam sie o kilka ciekawych członków tejże rodzinki, stąd też dzisiejsza krótka prezentacja :)





Zacznę od pędzli, którymi nakładam puder oraz róż: 




Moimi pierwszymi pędzlami są te z Bobbi Brown - ich jakość jest moim zdaniem znakomita. 
Z lewej strony na fotce powyżej znajduje się pędzel do różu, a za nim do pudru, który jest z jednej strony lekko ścięty, dzięki temu dokładnie dociera we wszystkie zagłębienia twarzy. 

Trzeci z lewej to pędzelek z Inglota, nr 15BJF, którego używam do pudru jak również do różu czy bronzera :) Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tego pędzla i kiedy tylko będę w Polsce, kupię sobie na pewno jescze kilka innych Inglotowych modeli :) 

Za Inglotkiem znajdują się dwa identyczne pędzle z MACa - model 134. Tak bardzo polubiłam ten pędzel, że sprawiłam mu brata bliźniaka :) Pędzle są dosyć szerokie, niczym miotełki, u mnie idealnie sprawdzają się do sypkich pudrów, a także do kamiennego Les Beiges od Chanel. 

Na szarym końcu leży sobie pędzel do różu z The Body Shop. Jest to mój jedyny pędzel do twarzy wykonany z włosia syntetycznego. Niezbyt chętnie sięgam po tego pędzlaka, jest on dosyć sztywny, a włoski są zbite i nie rozkładają się tak, jak powinny... 


2x MAC 134, pędzel do pudru Bobbi Brown



Pędzle do różu TBS, Bobbi Brown, Inglot 15BJF


A oto moi specjaliści od robienia makijażu oczu i ust:


Pierwszy z lewej to dwustronny pędzelek z Bobbi Brown, który był dołączony do paletki cieni. Z jednej strony mięciutki i puchaty - do cieni jak znalazł, z drugiej strony płaski i nieco sztywniejszy - używam go chętnie do brwi. 

Drugi pędzel z lewej jest typowym pędzelkiem do makijażu brwi, wykonanym ze sztywniejszego, ukośnie ściętego włosia. 

Trzeci pędzel przeznaczony jest do eylinera - obecnie jednak nie używam żadnego eylinera, a pędzelek ten służy mi do nakładania cienia do brwi. Czasem używam go także do konturowania ust. 

Dalej znajduje się pędzelek do ust nieznanej mi niemieckiej marki Da Vinci, którym bardzo dokładnie można zaaplikować pomadkę. 

Kolejne pędzelki przeznaczone są do cieni i pochodzą z MACa: klasyk 217 - okrągły, puszysty i mięciutki, oraz 239 - bardziej płaski, idealny zwłaszcza do kremowych tekstur, których ostatnio tak chętnie używam. 

Na końcu pędzlak z MACa przeznaczony do makijażu brwi, nr 266. Jest podobnie ścięty jak ten z Bobbi Brown, ale jego włoski sa nieco krótsze - osobiście wolę go od Bobbiego :)



Od góry: MAC 217, MAC 239, Bobbi Brown pędzelek z paletki do cieni




MAC 239




MAC 217




Pędzle do brwi: Bobbi Brown, MAC 266




Pędzelek do eylinera Bobbi Brown


Pędzelek do ust Da Vinci

Bardzo ważna jest pielęgnacja oraz czyszczenie włosków, abyśmy mogły cieszyć się naszymi pędzlakami przez długie lata.
Ja w tym celu używam naprzemiennie najtańszego szamponu dla dzieci z DM oraz płynu dezynfekującego do czyszczenia pędzli z MACa. 


Jeśli chodzi o jakość, to chyba najbardziej przekonują mnie pędzle Bobbi Brown, przynajmniej te do pudru i różu - mam je juz od kilku lat i nie straciły jeszcze ani jednego włoska, czego nie moge powiedzieć o MACowych. 
Z drugiej strony MAC ma dużo większą i ciekawszą ofertę do wyboru. Zwłaszcza pędzelki do makijażu oka są doskonałe!
Z kolei, jak juz wspomniałam, pozytywnie zaskoczył mnie pędzel z Inglota! 
Naprawdę fajna jakość za rozsądną cenę!

Ciekawa jestem Waszych pędzlakowych ulubieńców!

Walka o zdrowe paznokcie - czy odżywka Inglot zadziałała?

Moi drodzy!

We wrześniu zaprezentowałam TUTAJ odżywkę Nail Strengthener od Inglota, która miała mi pomóc w walce o zdrowe paznokcie. 
Kuracja miała trwać jeden miesiąc. Jednak na jednym miesiącu się nie skończyło. Stosowałam tę odżywkę przez całe trzy miesiące. 


Nie spodziewałam się efektu WOW, i takiego również nie było.
Niemniej jednak dostrzegłam działanie tej odżywki, dlatego właśnie przedłużyłam kurację. 
Co zaobserwowałam? 

Moim  największym problemem paznokciowym od lat są podłużne bruzdy, które wprawdzie nie zniknęły zupełnie, ale o dziwo na paznokciach u palców wskazujących i środkowych znacznie się zmniejszyły. Na pozostałych paznokciach bruzdy są nadal widoczne, ale tak jakby trochę mniej. Pazurki są bardziej błyszczące, nie pękają, nie rozdwajają się, nie łamią się. Ogólnie jestem całkiem zadowolona. 
Do tego efektu na pewno znacznie przyczynił się fakt, że narazie zrezygnowałam ze stosowania lakierów. Jest to nielada wyzwanie dla mnie, jako że uwielbiam mieć pomalowane pazurki. Ale widzę, że ta kwarantanna lakierowa dobrze im robi.
Obecnie zrobiłam sobie przerwę w stosowaniu tej odżywki, przez kilka tygodni będę stosować jedynie olejek do paznokci i skórek Inglot, o którym wspominałam TU


A później pewnie ponownie wrócę do odżywki. 
Moja droga do zupełnie zdrowych paznokci jest długa i mozolna, ale widzę światełko w tunelu, między innymi dzięki produktom pielęgnacyjnym Inglota, które Wam serdecznie polecam :) 

Zaczarowany olowek - kredka modelujaca brwi Inglot

Kochane Czytelniczki!

Mam dla Was dzis krotka, aczkolwiek mam nadzieje pomocna recenzje kredki modelujacej brwi Inglot, ktora kupilam sobie podczas ostatnich zakupow w Polsce. 


Wlasciwie chcialam kupic sobie w Inglocie wosk do brwi, ale sprzedawczyni pokazala mi ta kredke jako nowosc.
Jako ze uwielbiam kosmetyki Inglota, a i cena wydala mi sie przystepna (22 zl), skusilam sie na zakup.
Dostepne sa 3 odcienie tych kredek, ja posiadam kredke w kolorze ciemnobrazowym o numerze 62.  

Co moge powiedziec o tej kredce po prawie 3 tygodniach stosowania? 

Na poczatku kilka fotek: 


lewa brew jest naturalna, prawa brew jest podkreslona kredka
Na tych fotkach pomalowalam tylka prawa brew - jak widac efekt jest bardzo dyskretny. Dla glebszego koloru wystarczy mocniej docisnac kredke. 

A tu juz pomalowalam obydwie brwi: 



Kolor i krycie  jest raczej poltransparentne: 



- kredka w wysuwanej formie oprawiona jest w bardzo charakterystyczne dla Inglota czarne opakowanie - minimalistyczne, eleganckie, takie jak lubie
- kredka nie przypomina w niczym tradycyjnych kredek olowkowych - rysik kredki jest grubszy oraz miekki, przypomina mi kredki swiecowe z dziecinstwa 
- kredka sluzy raczej do podkreslenia zarysu i lekkiego wymodelowania brwi tudziez nadania im ksztaltu
- jesli bede chciala mocno podkreslic brwi, uzyje raczej paletki Benefit skladajacej sie z wosku oraz z cienia 
- olowek ten jest bardzo trwaly, nie rozmazuje sie, swietnie trzyma sie od rana do wieczora, zmywa sie dopiero przy pomocy srodkow do demakijazu
- w koncowce kredki ukryta jest praktyczna temperowka, dzieki ktorej nie musimy malowac sie "kołkiem"



Podsumowujac: ogolnie jestem bardzo zadowolona z zakupu, kredka spelnila moje oczekiwania, lekko przyciemnia, podkresla i modeluje brwi. 
Bardzo dobrze nadaje sie do codziennego, dyskretnego makijazu oka. Jesli jednak zalezy Wam na mocnym zarysowaniu i podkresleniu, polecam raczej paletki ze cieniami do brwi.
Nie moge powiedziec, jak sie bedzie spisywala u dziewczyn, ktore maja rzadkie brwi - w tym przypadku polecam wyprobowac przed zakupem. 

Caluski!

Shopping w Polsce

Czesc Skarby!!

Jak niektore z Was wiedza niedawno bylam na urlopie w Polsce. 
Pobyt w ojczystym kraju jest przede wszystkim czasem spotkan z rodzina i przyjaciolmi, ale oczywiscie zawsze znajdzie sie okazja i czas na zakupki :) 
W ostatnim poscie pokazalam Wam moj upragniony i wymarzny puder Les Beiges, ktory po dlugich poszukiwaniach udalo mi sie kupic w polskim Douglasie. Dzis pochwale sie Wam, jakie jeszcze skarby kosmetyczne przywiozlam sobie z Polski :) 

INGLOT



W salonach Inglota moglabym siedziec godzinami... Pewnie to znacie ;) 
Tym razem moje zakupy byly dosyc skromne, mimo wszystko jestem bardzo z nich zadowolona: 
- kredka do brwi - nie jest to taka tradycyjna kredka, jaka zna wiekszosc z nas. Jest to tak jakby wosk w kredce, genialny produkt! Wlasciwie chcialam kupic ten tradycyjny wosk do brwi, ale pani w Inglocie pokazala mi ta kredke i przepadlam :) 
Kredka wspaniale podkresla i porzadkuje brwi, nadaje im wyraz i kolor. Dostepna jest w 3 kolorach. 
- pedzel do pudru, wykonany jest z naturalnego wlosia, nie jest szeroki, wspaniale nadaje sie do nabierania mojego ukochanego Les Beiges. I kosztowal tylko 39 zl!! 
- Lakier podkladowy wygladzajacy powierzchnie paznokci, zelowy lakier nawierzchniowy, odzywka wzmacniajaca plytke paznokcia
- pilniczek do rozdwajajacych sie paznokci - uzywam tych pilnikow od kilku lat do skracania paznokci u rak
- paletka do cieni - kupilam potrojna paletke, lecz narazie zdecydowalam sie tylko na jeden cien - matowa brzoskwinie. Kolejne cienie dokupie przy nastepnej okazji ;) 

APTEKA

 

- woda termalna Uriage - nareszcie udalo mi sie kupic ta wode, jest rzeczywiscie wspaniala, rozumiem ogolne zachwycenie tym produktem :)
- balsam z aptecznej serii Ziaji do skory suchej - to juz moje trzecie opakowanie, balsam swietnie sprawdza sie w lecie, kiedy moja skora nie jest jakos nadmiernie przesuszona. Dobrze nawilza, szybko sie wchlania, ma lekko wodnista konsystencje i nie posiada zapachu. 
- produkty do oczyszczania twarzy Pharmaceris z serii do skory wrazliwej: zel myjacy, pianka, tonik. Bardzo dobre i delikatne oczyszczacze, ktore zostana ze mna na dluzej ;) 
- plyn micelarny Bioderma - tyle dobrego sie o nim naczytalam, ze skusilam sie na miniature tego plynu, na specjalne okazje, np. wyjazdy. Jeszcze nie mialam okazji go wyprobowac.

DOUGLAS i SEPHORA













  
- rajstopy w sprayu Sally Hansen - po mojej porazce z rajstopami Artdeco postanowilam zaryzykowac i dac szanse Sally Hansen. Na szczescie te rajstopki mnie nie zawiodly! Sa naprawde genialne, zaluje, ze wczesniej ich nie kupilam! Absolutniej najlepszy bronzer do nog!!

- krem pod oczy oraz krem wzmacniajacy do twarzy AA ECO - krem pod oczy AA towarzyszy mi juz od okolo roku, wspaniale sie u mnie sprawdza. Kremu do twarzy jeszcze nie sprobowalam, ciekawa jestem, czy rowniez bede z niego zadowolona ;) 
- peeling oraz maslo do stop AA z serii Nature SPA - po dwukrotnym uzyciu moge powiedziec, ze ten peeling jest troche zbyt drobny jak na produkt do stop. Natomiast maslo, mimo ze dosyc tresciwe, calkiem szybko sie wchlania, przyjemnie pachnie, pozostawia skore dobrze odzywiona. Zaluje, ze jest to edycja limitowana, bo chetnie ponownie kupilabym to maselko
- tabletki do kapieli stop Peggy Sage - znam juz ten produkt, swietnie przygotowuje stopy do dalszych zabiegow
- stempelek-tatuaz zmywalny Sephora w ksztalcie gwiazdki - fajny gadzet do ozdabiania skory
- lakier z pieknymi drobinami ANNY, wspanialy do wykonczenia manikiuru, kupilam ze wzgledu na male opakowanie i cene - 15 zl

DROGERIE WISPOL i ROSSMANN












 

Dziewczyny, jesli macie dostep do drogerii Wispol, to jestescie prawdziwymi szczesciarami! Moim zdaniem sa to najlepiej wyposazone drogerie w Polsce! Oprocz tradycyjnych popularnych marek znajdzieme tam rowniez produkty firm, ktore nie sa juz tak latwo dostepne. Zaluje, ze nie kupilam tam tyle, ile bym chciala, ale dluzsze zakupy ze spiacym czterolatkiem na reku byly niemozliwe ;) 
- podklad Lumene Mineral Makeup - obecnie rzadko uzywam podkladow, na codzien wole BB. Ten podklad urzekl mnie swoja lekkoscia i slicznym kolorem. Dodatkowo, choc producent tego nie obiecuje, podklad ten absolutnie nie blyszczy sie na twarzy, co jest dla mnie nielada osiagnieciem ;) Rowniez cena jest dosyc przyjazna - 39 zl. Podobno niestety ta seria ma byc wycofana, ale bardzo chetnie zapoznam sie rowniez z innymi podkladami Lumene :)
- szminka Rimmel w kolorze Asia - ta szminke kupilam tylko i wylacznie ze wzgledow emocjonalnych ;) To byla moja pierwsza szminka wogole, kupiona pierwszy raz jakies 14 lat temu. Zmienilo sie opakowanie, jak i nieznacznie kolor. Za to pachnie tak samo jak kiedys :) 
- mydla w plynie Bialy Jelen - mydla z tej serii nie posiadaja SLSow, kupuje je od dluzszego czasu i pozostaje im wierna
- zel pod oczy i na powieki Floslek ze swietlikiem i blawatkiem - zelik ten zamieszkal w mojej torebce, zabieram go ze soba do pracy, gdyz jest on przeznaczony szczegolnie dla osob pracujacych przed komputerem. Zel przyjemnie chlodzi, nawilza, ogolnie mowiac fajny odswiezajacy produkt za smieszne pieniadze
- mleczko do opalania Sopot faktor 10 - przyjemne i tanie mleczko, gdy skora nie potrzebuje wysokiej ochrony 

A tu jeszcze niekosmetyczne zakupy - bardzo chetnie czytam polskie gazetki i zawsze przyworze sobie kilka ulubionych :) 



Czy znacie moze ktorys z pokazanych przeze mnie kosmetykow? 

Caluje Was mocno!