Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty

Denko listopad, grudzień 2015 + styczeń 2016

Co za ulga, gdy mogę wreszcie pozbyć się kosmetycznych śmieci, które gromadziłam skrzętnie przez ostatnie 3 miesiące :) Moje denko nie jest może duże, ale mimo to w przyszłości chciałabym chwalić się zużyciami co miesiąc. Zobaczymy, jak to potoczy się w praktyce, a tymczasem oto moje jesienno-zimowe zużycia:




  • Micel Sensibio z Biodermy - zawsze w moich denkach! Najbardziej lubię wersję AR do cery naczynkowej. Skuteczny i delikatny micel, który nigdy mnie nie zawiódł!


  • Żel do mycia twarzy Rosaliac z La Roche Posay - bardzo delikatny, niepieniący się kosmetyk, którego z przyjemnością używałam do porannego oczyszczania twarzy - z pewnością kupię go jeszcze nie raz!
  • Żel pod prysznic marakujowy z The Body Shop - odpowiadał mi pod każdym względem, nawet SLS w składzie nie przeszkodziło mi w polubieniu tego kosmetyku. Kiedyś jeszcze ponownie kupię :)
  • Płyn do higieny intymnej Lactacyd - jestem mu wierna od lat :)




  • Pasty do zębów Meridol i Himalaya Sparkly White - w tej chwili to moje dwie ulubione pasty i nie zamierzam kupowac innych ;)



  • Peeling do twarzy z Caudalie - stosunkowo łagodny drapak, którym nie można sobie zrobić krzywdy! Możliwe, że kiedyś skuszę sie ponownie na zakup
  • nawilżająca maska GlamGlow - bardzo przyjemna maska,która na prawdę świetnie nawilża, ale moim zdaniem jej cena jest zbyt wygórowana! Jeśli ją kiedyś kupię, to tylko w ramach super promocji ;)

  • Balsam do rąk Phenome z serii Anti-Aging - moim zdaniem absolutnie nie wart swojej ceny. Bardzo lekki i delikatny nawilżał na chwilę. Zdecydowanie nie kupię ponownie.
  • Krem do rąk Nuxe - ten spisywał się na szczęście dużo lepiej, niż jego kolega z Phenome ;) W tej chwili z wielką przyjemnością używam kremów Evree, ale do Nuxe na pewno jeszcze wrócę :)



  • Kremowy szampon z Yves Rocher - świetne rozwiązanie, gdy nie chcemy zastosować odżywki. Bardzo dobrze oczyszcza, nie plącze włosów. Jeden z moich ulubionych szamponów! Mam już kolejne opakowanie.



  • Balsam do ust Tisane - tani jak barszcz i niezawodny :) Nie może go u mnie zabraknąć ;)
  • Krem pod oczy Redermic C z La Roche Posay - miał pojawić się w poprzednim denku, ale zapomniałam o nim ;) Obecnie uzywam drugiej tubki, więc jak łatwo się domyśleć krem mi odpowiada :) Mam jednak ochotę na zmiane i chciałabym wypróbować jakiegoś bardziej treściwego kremu pod oko, więc po wykorzystaniu zapasów zrobię sobie od niego przerwę. 
  • Krem matujący Vinosource z Caudalie - mój ulubiony krem na dzień, który rzeczywiście matuje, jednocześnie nie wysuszzając skóry! Teraz uzywam drugiej tubki :)



  • Tonik Norel do cery wrażliwej - niedanwo pisalam o nim recenzję :) Fajny i delikatny :) Obecnie używam drugiego opakowania. 
  • Tonik Aox z Pat&Rub - bez rewelacji, osobiście wolałam ten "standardowy" tonik P&R. Aox nie kupię ponownie.



  • Balsam po opalaniu Posthelios z La Roche Posay - fantastycznie spisywał się w lecie, a jego resztkę z powodzeniem wykorzystałam jako balsam do ciała w okresie jesiennym. Z pewnością kupię go ponownie. 
  • Lano-balsam do ciała Ziaja-Med - kupuję ten balsam już od lat! Jest lekki, bezzapachowy. W zimie wolę treściwe masła, ale kiedy zrobi się cieplej, chętnie sięgnę ponownie po ten balsam. 

Jeśli znacie któryś kosmetyk z mojej gromadki, koniecznie dajcie znać :)

Denko i wyrzutki września i października 2015

Druga połowa listopada to chyba już najwyższy czas na pokazanie Wam wrześniowo-październikowego denka! Motywację do denkowania mam sporą, gdyż koniecznie chcę uszczuplić moje i tak już dużo za duże zapasy ;)
Przyznaję, że znalazło się tym razem u mnie kilka kosmetycznych wyrzutków, których już nie byłam w stanie zużyć, które po prostu najzwyczajniej w świecie się zestarzały... Nie jestem z tego dumna, dlatego też do kolejnych zakupów staram się podchodzić bardziej z głową, co nie zawsze jest łatwe ;)
W każdym razie moje denko prezentuje się tak:



A tutaj szczegółowo:


  • peeling do stóp Collistar - sam peeling jest fajny, ale moim zdaniem zbyt drogi. Znam równie dobre i jednocześnie dużo tańsze... Pumeksowa końcówka była dla mnie zbędnym gadżetem... W tej cenie już się nie skuszę...
  • peeling malinowy The Body Shop - przyjemny ździerak, ale ja wolę cukrowe. Jeśli kiedyś ponownie pojawi się wersja marakujowa, to może się skuszę... 
  • peeling Sakura z Rituals - fantastyczny cukrowy ździerak, kolejne wersje są już w użyciu :) 
  • maska oczyszczająca do włosów Phenome - jak już wiele osób wspominało nie jest to produkt pierwszej potrzeby, ale bardzo przyjemny umilacz w pielęgnacji skóry głowy :) Rzeczywiście fajnie oczyszcza i dlatego mam już kolejne opakowanie. 
  • peeling do stóp Phenome - jeden z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... peeling zawiera mnóstwo drobinek, które są moim zdaniem bardzo łagodne. Dlatego też niezbyt chętnie po niego sięgałam... Z pewnością nie kupię ponownie.
  • kawowy peeling do ust Pat&Rub - niestety szybko zaczął śmierdzieć niczym stara kawa. Zapach stał się nieznośny, tak więc nie byłam w stanie zużyć peelingu do końca... Mimo to mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową!

  • olejki myjące pod prysznic Rituals - bardzo je polubiłam i z pewnością kiedyś się skuszę na ponowny zakup, szczególnie czerwonej wersji,która zapachowo bardziej mi odpowada :) 
  • Lactacyd - niezastąpiony od lat... 
  • miodowy żel pod prysznic Yves Rocher - pięknie pachnący łagodny żel. Świetny produkt w dobrej cenie! Chętnie kupię kolejne opakowanie. 

  •  odżywka do włosów Kerastase Cristalliste - kolejny z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... Lubię kosmetyki Kerastase, ale ta odżywka nie wyróżniała się niczym szczególnym... 
  • pianka do stylizacji włosów L'oreal Professional - ten kosmetyk również niestety zmarnował się... Jakiś czas temu przestałam sięgać po tego rodzaju produkty do stylizacji... 
  • maska do włosów Collistar podkreślająca kolor - po udanej przygodzie z wersją w kolorze kasztanowym postanowiłam wypróbować wersję ceimnobrązową... I tu wielkie rozczarowanie... O ile kasztanowa wersja pięknie odświeżała kolor, to ciemna wersja nie robi u mnie kompletnie nic... Sama odżywka fajnie pielegnuje i nadaje połysk kosmykom, ale mnie głównie chodzi o kolor, którego tutaj niestety brak... Wróciłam do wersji kasztanowej... 
  • mgiełka do układania włosów Pat&Rub - zastąpiła mi wszystkie produkty do stylizacji. Mgiełka ta nie obciąża moich cienkich włosów, za to nadaje im trochę struktury i objętości. Na co dzień zadawala mnie taki efekt! Jedynie opakowanie tej mgiełki jest fatalne... Psikacz niestety szybko się zacina. Dlatego ja przelewam mgiełkę do butelki po innym spreju. 
  • maska do włosów L'oreal Elseve Fibralogy - nie zauważyłam, żeby ta maska pogrubiała włosy ;) Ale była całkiem przyjemna, lekka, ładnie pachniała. Możliwe, że kiedyś kupię ponownie. W tej chwili jedank wystarczają mi lekkie odżywki. 


  •  pianka do oczyszczania twarzy Phenome - w tej chwili używam już trzeciej z kolei butelki, dlatego pianka zdążyła mi się trochę znudzić ;) Niemniej jednak jest to bardzo łagodny i skuteczny kosmetyk, po który kiedyś ponownie sięgnę. 
  • płyn micelarny Garnier - kupiłam z czystej ciekawości, bo znalazłam w DM-ie małą wersję. Przyznaję, że to fajny micel. Dla mnie jednak najlepszym micelem pozostaje w dalszym ciągu Bioderma :)
  • ukochana Bioderma, nie ma sobie równych :) Nie wiem sama, która to już butelka! Od jakiegoś czasu kupuję wersję AR i bardzi jestem z niej zadowolona :) 
  • Żel pod oczy Yves Rocher Elixir 7.9 - fajny lekki nawilżacz pod oko. Bardzo łagodny, wydajny. Być może kiedyś kupię go ponownie. 
  • Krem do cery naczynkowej Hildegard Braukmann - bardzo przyjemny łagodny krem, którego używałam na noc. Nie mam mu niczego do zarzucenia. Może kiedyś się jeszcze spotkamy :) 


  •  migdałowe masło do ciała Annemarie Börlind - przyjemne masło, aczkolwiek znam lepsze, dlatego raczej nie kupię ponownie. 
  • olejek do ciała Super Slim Evree - przyjemnie pachnący olejek, który bardzo ładnie nawilżał. Nie wiem, czy wpływał na cellulit, ale mimo to polubiłam go i pewnie kiedyś kupię ponownie :) 
  • krem do stóp Balea z 10% mocznikiem - zużyłam już kilka tubek tego kremu i zawsze do niego wracam. Bo rzeczywiście zmiękcza i nawilża skórę stóp. A na dodatek jest bardzo tani! 
  • krem do rąk Nuxe - lekki krem nawilżający, który szybko się wchłania, jednocześnie pielęgnuje skórę w sposób zadawalający. Na zimę może okazać się zbyt lekki. 
  • krem do rąk Ananne - ta szwajcarska marka produkująca naturalne kosmetyki jest mi zupełnie nieznana... Dostałam ten krem w prezencie, chętnie zużyłam, byłam zadowolona. Jednak nie sądzę, żebym go keidyś kupiła. Cena jest bardzo wysoka, a efekt podobny, jak przy tańszych kremach... 
  • L'occitane krem do rąk z 20% masłem shea - to mój pewnik na zimę. Nic tak nie troszczy się o skórę moich dłoni, jak ten krem. A że zima za pasem, pora kupić kolejne opakowanie :) 
  • balsam stopniowo brązujący do ciała Gosh - naturalnie brązowił skórę bez plam, zacieków, bez samoopalaczowego smrodku. Niestety z tego co wiem balsam ten jest już niedostępny... Szkoda... 
  • Masło do ciała Organique z serii Sensitive - rozpływam się nad masłami tej marki... To był mój pierwszy egzemplarz, który otrzymałam od Eska Floreska :) W tej chwili używam kolejnego słoiczka tego cudeńka :) 


  • woda perfumowana Escada Especially - to już drugie opakowanie tej wody, które zdenkowałam. Chętnie używam także zimą, choć zapach jest dosyć świeży :) Oczywiście mam już kolejny flakon :) 
  • Inglot zmywacz do paznokci - najlepszy ze wszystkich, jakie znam!
  • Dezodorant Eisenberg - mimo wysokiej ceny używam tego dezodorantu od dłuższego czasu. Bo jako jeden z niewielu dezodorantów bez aluminium i alkoholu jest skuteczny.
  •  Dior Nude Air płynny podkład - tutaj również mam same powody do zachwytu - naturalny efekt, taki, jak lubię! Satynowo-matowe wykończenie, niesamowita wydajność, lekkość. Nie czuję, że ma mam na twarzy podkład. Jak dla mnie ideał :) 
  • pasta do zębów Meridol - bardzo ją polubiłam i jak na razie jestem jej wierna.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że wytrwaliście do końca :)
Do następnego razu! :)

Denko luty - kwiecień 2015

Kochani, dziś zapraszam do obejrzenia kosmetycznych zużyć, które udało mi się zrealizować w lutym, marcu oraz kawałku kwietnia :)


1. Zmywacz do paznokci Be Beauty z Biedronki - całkiem fajny zmywacz, tylko czasem pompka nie działała ;) Powrotu nie planuję, gdyż teraz mam zmywacz z Inglota, który jest moim zdaniem idealny :)
2. Krem do rąk L'occitane z 20% masłem shea, miniaturka - bardzo chętnie sięgam po ten krem w zimie oraz na noc, a ta miniaturka towarzyszyła mi przez jakiś czas w torebce. Do stosowania w ciągu dnia kremik ten średnio się nadaje, ze względu na bardzo bogatą teksturę. Niemniej jednak stosowany na noc krem ten działa cuda!


3. Maska do włosów Collistar Magica CC - fantastyczny wynalazek! Genialna maska, która idealnie odświeża kolor włosów, maskuje na jakiś czas odrosty i siwielce. Stosuje się ją co 4-5 myć głowy albo jeszcze rzadziej, wedle potrzeb. Ja wykończyłam wersję kasztanową, a teraz używam wersji do włosów ciemnobrązowych i czarnych, która kolorystycznie jeszcze bardziej mi odpowiada!


4. i 5. W moim denku zawsze znajdzie się miejsce na micel z Biodermy oraz tonik Pat&Rub. Wspaniałe produkty, które są dla mnie niezastąpione!


6. Maseczka oczyszczająca GlamGlow - bardzo dobrze mi się używało tej maski i z pewnością chętnie kiedyś ją sobie kupię. Teraz jednak mam ochotę poeksperymentować z innymi maskami oczyszczającymi.


7. Żele do brwi MAC - ciemniejsza wersja jest moim must have. Bardzo fajnie sprawdza się w makijażu!
8. Kredka do oczu Chanel Stylo Yeux Waterproof - kocham te kredki, a to była moja pierwsza. Piękna antracytowa czerń, z drobinkami. Niestety pochodziła z kolekcji limitowanej, ale głęboko wierzę, że Chanel jeszcze kiedyś wypuści ten odcień!
9. Tusz do rzęs Diorshow Iconic Overcurl - mój zdecydowany ulubieniec w tej kategorii, który sprawił, że inne tusze mnie nie interesują ;)
10. Dior cień do powiek w kremie - stwardniał, skamieniał, dziad jeden. Z hukiem poszedł w kosz.
11. Puder Chanel Les Beiges - miły puder, którym na początku się zachwycałam. Jednak z perspektywy czasu zmienił jak dla mnie pozycję  na co najwyżej "fajny". Ale za mało fajny, żeby zdecydować się na kolejny zakup. Pod koniec dziwnie skamieniał, nie dało się go zużyć całkowicie...


12. Żele pod prysznic Organique, wersja limonka marakuja oraz jabłko rabarbar - fajne żele, które nie przyczyniły się do wysuszenia skóry, ale także nie pielęgnowały jej jakoś specjalnie! Świetne zapachy, ale za to pompka czasem zawodziła. Być może kiedyś się skuszę, choć znam dużo lepsze żele. 


13. Masło do ciała Pat&Rub z serii hipoalergicznej - jak dla mnie to mój zdecydowany ulubieniec w kategorii mazideł do ciała! Ponowny zakup to pewniak :) 
14. Peeling do ciała TBS z serii jagodowej - skusiłam się na niego głównie za zapach, który jednak już pod prysznicem wydał mi się trochę chemiczny. Osobiście wolę peelingi cukrowe. Ten nie był zły, ale powrotu nie planuję. Chyba, że TBS ponownie wprowadzi moją ulubioną wersję marakujową. 


15. Żel pod oczy i na powieki Floslek ze świetlikiem i bławatkiem - ten żel towarzyszył mi zawsze w torebce i świetnie się sprawdzał jako nawilżacz okolicy w oczu w ciągu dnia! Niestety, jakiś czas temu firma zmieniła skład tych żeli, wprowadzono parabeny i dlatego musiałam sobie poszukać czegoś innego... A szkoda... 
16. Serum pod oczy Guerlain Super Aqua-Eye - serum to towarzyszyło mi przez ostatni rok, zużyłam w sumie 3 opakowania. Bardzo fajny nawilżacz, używałam go pod krem pod oczy. Obecnie robię sobie od niego przerwę, aby skóra zanadto się do niego nie przyzwyczaiła.



17. Dezodorant Yves Rocher - kupiłam ze względu na brak aluminium oraz alkoholu w składzie. Kulka ta bardzo dobrze się u mnie spisywała! Gdy niedawno chciałam kupić kolejne opakowanie, okazało się, że firma już ich nie produkuje, ze względu na skargi klientów, iż dezodorant jest nieskuteczny! No cóż... Teraz używam dezodoranru Eisenberg, który jest jeszcze lepszy :) 



18. Pasty do zębów Blanx, wybielająca tradycyjna oraz roślinna bez fluoru- ostatnio coraz mniej zachwycam się tymi pastami, jakoś nie mam wrażenia, że lepiej doczyszczają zęby. Być może inne wersje są skuteczniejsze. Teraz wróciłam do lubianej przeze mnie Sensodyne.

Moje denko nie jest na pewno duże, ale od niedawna staram się zużywać zapasy, których mam niemało... 
Życzę Wam dużo słońca!

Pędzelkowa rodzinka

Moja pędzelkowa familia wprawdzie nie jest jeszcze zbyt liczna, ale ostatnio całkiem szybciutko się rozrasta. W 2013 wzbogaciłam sie o kilka ciekawych członków tejże rodzinki, stąd też dzisiejsza krótka prezentacja :)





Zacznę od pędzli, którymi nakładam puder oraz róż: 




Moimi pierwszymi pędzlami są te z Bobbi Brown - ich jakość jest moim zdaniem znakomita. 
Z lewej strony na fotce powyżej znajduje się pędzel do różu, a za nim do pudru, który jest z jednej strony lekko ścięty, dzięki temu dokładnie dociera we wszystkie zagłębienia twarzy. 

Trzeci z lewej to pędzelek z Inglota, nr 15BJF, którego używam do pudru jak również do różu czy bronzera :) Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tego pędzla i kiedy tylko będę w Polsce, kupię sobie na pewno jescze kilka innych Inglotowych modeli :) 

Za Inglotkiem znajdują się dwa identyczne pędzle z MACa - model 134. Tak bardzo polubiłam ten pędzel, że sprawiłam mu brata bliźniaka :) Pędzle są dosyć szerokie, niczym miotełki, u mnie idealnie sprawdzają się do sypkich pudrów, a także do kamiennego Les Beiges od Chanel. 

Na szarym końcu leży sobie pędzel do różu z The Body Shop. Jest to mój jedyny pędzel do twarzy wykonany z włosia syntetycznego. Niezbyt chętnie sięgam po tego pędzlaka, jest on dosyć sztywny, a włoski są zbite i nie rozkładają się tak, jak powinny... 


2x MAC 134, pędzel do pudru Bobbi Brown



Pędzle do różu TBS, Bobbi Brown, Inglot 15BJF


A oto moi specjaliści od robienia makijażu oczu i ust:


Pierwszy z lewej to dwustronny pędzelek z Bobbi Brown, który był dołączony do paletki cieni. Z jednej strony mięciutki i puchaty - do cieni jak znalazł, z drugiej strony płaski i nieco sztywniejszy - używam go chętnie do brwi. 

Drugi pędzel z lewej jest typowym pędzelkiem do makijażu brwi, wykonanym ze sztywniejszego, ukośnie ściętego włosia. 

Trzeci pędzel przeznaczony jest do eylinera - obecnie jednak nie używam żadnego eylinera, a pędzelek ten służy mi do nakładania cienia do brwi. Czasem używam go także do konturowania ust. 

Dalej znajduje się pędzelek do ust nieznanej mi niemieckiej marki Da Vinci, którym bardzo dokładnie można zaaplikować pomadkę. 

Kolejne pędzelki przeznaczone są do cieni i pochodzą z MACa: klasyk 217 - okrągły, puszysty i mięciutki, oraz 239 - bardziej płaski, idealny zwłaszcza do kremowych tekstur, których ostatnio tak chętnie używam. 

Na końcu pędzlak z MACa przeznaczony do makijażu brwi, nr 266. Jest podobnie ścięty jak ten z Bobbi Brown, ale jego włoski sa nieco krótsze - osobiście wolę go od Bobbiego :)



Od góry: MAC 217, MAC 239, Bobbi Brown pędzelek z paletki do cieni




MAC 239




MAC 217




Pędzle do brwi: Bobbi Brown, MAC 266




Pędzelek do eylinera Bobbi Brown


Pędzelek do ust Da Vinci

Bardzo ważna jest pielęgnacja oraz czyszczenie włosków, abyśmy mogły cieszyć się naszymi pędzlakami przez długie lata.
Ja w tym celu używam naprzemiennie najtańszego szamponu dla dzieci z DM oraz płynu dezynfekującego do czyszczenia pędzli z MACa. 


Jeśli chodzi o jakość, to chyba najbardziej przekonują mnie pędzle Bobbi Brown, przynajmniej te do pudru i różu - mam je juz od kilku lat i nie straciły jeszcze ani jednego włoska, czego nie moge powiedzieć o MACowych. 
Z drugiej strony MAC ma dużo większą i ciekawszą ofertę do wyboru. Zwłaszcza pędzelki do makijażu oka są doskonałe!
Z kolei, jak juz wspomniałam, pozytywnie zaskoczył mnie pędzel z Inglota! 
Naprawdę fajna jakość za rozsądną cenę!

Ciekawa jestem Waszych pędzlakowych ulubieńców!

Jesienne denko - zużycia w październiku i listopadzie

Moi Kochani!

Dziś pokaże Wam szybciutko, co takiego udało mi się zużyć w przeciągu października i listopada. 


1. Zestaw do oczyszczania twarzy Pharmaceris z serii A - pisałam o nim TU
pianka oraz tonik, jak na ulubieńców przystało, goszczą nieprzerwanie w mojej łazience, a w szafce mam już całe zapasy :) Emulsja była wprawdzie całkiem przyjemna, ale wolę piankę :) 


2. Płyn micelarny Sensibio z Biodermy - świetnie zmywa makijaż oczu oraz twarzy, nie podrażnia. Zużyłam małe oraz większe opakowanie. Obecnie używam wielkiej butli o pojemności 500 ml :) 


3. Hipoalergiczne mydło w płynie Biały Jeleń - stały bywalec w mojej łazience.


4. Pasta do zębów Sensodyne White - jestem jej wierna od lat


5. Dezodorant Dove Invisible Dry - na codzień używam dezodorantu kryształowego Sante, czasem jednak potrzebuję mocniejszej ochrony i tu doskonale spisuje się ten oto sztyft. Skutecznie chroni przed potem, nie pozostawia śladów na ubraniach. Stosuję go na tyle rzadko, że przeważnie nie daję rady całkowicie go zużyć, zanim sztyft się nie zestarzeje ;)


6. Krem na dzień Pat&Rub 30+ - trochę wymęczyłam ten krem, miałam wrażenie, że trochę mnie podrażnia, mimo że jego odpowiednik na noc świetnie się u mnie spisywał... Nie planuję ponownego zakupu tego kremu.


7. Eko-ampułka Pat&Rub do cery naczynkowej - to serum niestety mnie zawiodło. Nie zaobserwowałam żadnych efektów, poza miejscowym podrażnieniem skóry. Nie zużyłam tego produktu do końca. Być może kiedyś z ciekawości wypróbuję ampułke do cery suchej i wrażliwej. Jednak wersja do cery naczynkowej u mnie się nie sprawdziła...


8. Krem wzmacniający AA ECO - świetny krem, dobre nawilżenie i odżywienie, bardzo fajny skład. Obecnie mam krem przeciwzmarszczkowy z tej serii, który czeka cierpliwie na swoją kolej :)


9. Serum do twarzy The Body Shop z serii Nutriganics - pisałam o nim TU
Bardzo jestem z niego zadowolona, obecnie używam już drugiego opakowania. 
Serum nie podrażnia, nie zapycha, stanowi świetną bazę pod mój krem BB, posiada przyjazny skład.


10. Balsam do rąk Pat&Rub z serii Home SPA - dobrze pielęgnował i nawilżał moje dłonie, lecz jego zapach był dla mnie nieco drażniący. Wolę wersję hipoalergiczną, także narazie nie planuję ponownego zakupu.


11. Maska do włosów tłustych Pat&Rub - wielokrotnie już chwaliłam tą maskę. Dla mnie bomba, nie może jej u mnie zabraknąc! Polecam do wszystkich przetłuszczających się główek :)


12. Balsam antycellulitowy Pat&Rub - cellulitu wprawdzie nie usunie, zresztą który kosmetyk to potrafi ;) Ale przyjemnie wygładza skórę. Mimo to narazie nie planuję kolejnego zakupu. Niestety zapach tego kosmetyku przeszkadza mi. A poza tym cena jest moim zdaniem zbyt wysoka. Może jeśli kiedyś trafię na jakąś super promocję, zdecyduję się jeszcze raz sięgnąć po ten balsam.




I tak oto dobrnęliśmy do końca :) 
Nie ma tego zbyt dużo, Właściwie kolorówki w ogóle mi nie ubywa, mimo że prawie codziennie się maluję :) 

Może zainteresował Was szczególnie któryś z zaprezentowanych kosmetyków. Koniecznie dajcie znać! 

Pozdrawiam Was mocno!