Oczyszczanie twarzy to podstawa i bezwzględny warunek skuteczności pielęgnacji!
Jednak nie chcę pisać o tym, co każdy z nas dobrze wie, chcę natomiast dzisiaj podzielić się z Wami wrażeniami odnośnie kosmetyków przeznaczonych do demakijażu oraz oczyszczania twarzy, których obecnie używam.
Trochę się w tej kwestii u mnie ostatnio pozmieniało i jestem bardzo zadowolona z obecnego stanu rzeczy.
Zacznijmy od pierwszej czynności w tym całym rytuale, jakim jest demakijaż oczu. Odkąd ponad dwa lata temu odkryłam płyn micelarny Bioderma, stosowałam go nie tylko do zmywania makijażu twarzy, ale również i oka. Takie rozwiązanie wydawało mi się wtedy bardziej wygodne (jedna buteleczka mniej na łazienkowej półce) i dlatego wszelkie płyny do demakijażu oczy poszły w odstawkę.
Niedawno jednak przeprosiłam się z produktami dwufazowymi i to chyba na dobre. Wprawdzie nie stosuję wodoodpornego makijażu, ale na przykład mój tusz to dosyć mocny zawodnik i musiałam zazwyczaj użyć sporej ilość płynu micelarnego, aby osiągnąc zadowalający efekt. Stąd pomysł powrotu do dwufazówki.
Ponieważ lubię kosmetyki apteczne, postanowiłam poszperać właśnie w tej ofercie i zdecydowałam się na zakup płynu niemieckiej marki Eucerin, tym bardziej, że od niedawna stosowałam już ich żel oraz tonik - ale o tym poźniej ;)
Jestem z tego produktu bardzo zadowolona! Płyn, jak i wszystkie kosmetyki Eucerin z serii DermatoCLEAN są zupełnie bezzapachowe, nie zawierają konserwantów w formie parabenów ani alkoholu, który może podrażniać. Jest niezwykle łagodny dla oczu, ale i bardzo skutecznie spełnia swoją rolę. Już niewielka ilość płynu wystarczy, aby usunąć makijaż bez zbędnego tarcia, naciągania skóry i bez podrażnien. A w dodatku mogą go używać osoby noszące szkła kontaktowe, o czym przekonałam się na własnej skórze, a raczej oku :) Jeśli miałabym znaleźć jeden maleńki minus, to przyczepiłabym się do zakrętki - moim zdaniem odpowiedniejszym wyjściem byłoby tu zamknięcie na klik. Po wymieszaniu dwóch komponentów płyn stosunkowo szybko wraca do swojej pierwotnej postaci i dlatego należy szybko działać ;) Jest to jednak taki drobiazg, z którym da się żyć, ja już doszłam do wprawy, więc nie mam z nim żadnego problemu ;)
Drugim krokiem jest usunięcie makijażu twarzy. Tu świetnie służył mi wyżej wspomniany płyn micelarny Bioderma, którego używałam przez ponad dwa lata. Kiedy w kwietniu byłam w Polsce, chciałam jak zawsze zrobić zapas tego micelu. Nie udało mi się niestety dostać mojej wersji Sensibio AR (na zaczerwnienia, do skóry naczynkowej) w poromocji 2 w 1, z której zawsze korzystałam... Dlatego tez postanowiłam wypróbować czegoś nowszego, tańszego... Mój wybór padł na płyn micelarny Red Blocker oraz na płyn Mixa do zaczerwienionej skóry, który cierpliwie czeka na swoją kolej.
Cóż mogę powiedzieć o Red Blockerze? Produkt stanął na wysokości zadania! Bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu twarzy, jednocześnie jest bardzo delikatny dla skóry. Początkowo, zanim wróciłam do dwufazy, stosowałam Red Blocker również do zmywania makijażu oczu i w tej roli także świetnie sobie radził, nie powodując żadnych podrażnień itp. Nie wiem, czy płyn micelarny przyczynia się do wzmocnienia naczynek krwionośnych, ale z pewnością działa kojąco, a do tego całkiem dobrze nawilża skórę. Mam wrażenie, że pozostawia bardzo delikatną warstewkę na skórze, co mnie akurat nie przeszkadza, bo ja micel i tak później zmywam...
Płyn micelarny służy przede wszystkim do usunięcia makijażu, natomiast w celu oczyszczenia twarzy sięgam po żel. I to kolejna odmiana w moim rytuale, bowiem do niedawna stosowałam kosmetyki wyłącznie w formie pianki. Jednak od jakiegoś czasku kusiło mnie, aby spróbować jakiegoś fajnego, łagodnego żelu, który dobrze i jednocześnie łagodnie oczyszczałby cerę mieszaną, czyli moją. Wybór padł na markę Eucerin.
Tak samo jak w przypadku płynu do demakijazu oczu przekonał mnie skład niezawierający mydła, parabenów, SLSów, barwników i zapachu. Płyn ma przyjemną konsystencję gęstego żelu, który po wymieszaniu wodą staje się łagodną pianką. Po użyciu tego kosmetyku mam poczucie, że skóra jest doskonale odświeżona i oczyszczona. Świetnie się sprawdza w przypadku mojej mieszanej cery, ale myślę, że posiadaczki cery normalnej tudzież suchej także będą zadowolone :)
Po umyciu twarzy żelem obowiązkowo używam toniku. Staram się sięgać po toniki bezalkoholowe, łagodne. I tutaj równiez skusiłam się na produkt z serii DermatoCLEAN marki Eucerin.
Ten bezzapachowy, nie posiadający w składzie parabenów i alkoholu kosmetyk idealnie odświeża skórę i przygotowuje ją do dalszej pielęgnacji. Nie ma mowy o jakimkolwiek podrażnieniu, przesuszeniu czy ściąganiu skóry!
To by było na tyle, jeśli chodzi o mój wieczorny rytuał oczyszczania twarzy.
Rano zaś oraniczam się do dwóch produktów - żelu i toniku. O poranku sięgam po inny żel, niż wieczorem, a mianowicie Reve de Miel marki Nuxe.
Żel ten jest bardzo łagodny, zupełnie się nie pieni, co generalnie nie jest dla mnie problemem, ale do wieczornego oczyszczania wolę produkty z pianką ;) Żel Nuxe jak wspomniałam jest bardzo delikatny, zawiera w 95% naturalnych składników. Warto wspomnieć, że żel dosyć intensywnie pachnie, przy czym jest to zapach przyjemny, taki trochę miodowo-kwiatowy, ale jednak mocny. Tego rodzaju zapachy wolę osobiście w żelach pod prysznic, natomiast produkty do twarzy mogłyby jak dla mnie zupełnie nie pachnieć.
Po użyciu żelu przychodzi pora na tonik, ten sam, którego uzywam wieczorem.
Jestem bardzo zadowolona z tych wszystkich kosmetyków. Idealnie spełniają swoją rolę, są delikatne i jednocześnie skuteczne, nie zawierają agresywnych substancji myjących i konserwujących i nie kosztują fortuny! Pokazany przeze mnie micel Red Blocker jest z pewnością ciekawą i dużo tańszą alternatywą dla Biodermy Snesibio. Produkty Eucerin z serii DermatoCLEAN potwierdziły moją sympatię do kosmetyków z apteki. Czytałam niejednokrotnie, że kosmetyki Eucerin są wycofywane z Polski. Moja przyjaciólka, która pracuje w SuperPharm, nic nie wie na ten temat... Więc mam nadzieję, że to tylko bezpodstawne plotki.
Bardzo jestem ciekawa waszych typów oraz tego, czy znacie pokazane przeze mnie produkty!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuxe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuxe. Pokaż wszystkie posty
Denko listopad, grudzień 2015 + styczeń 2016
Co za ulga, gdy mogę wreszcie pozbyć się kosmetycznych śmieci, które gromadziłam skrzętnie przez ostatnie 3 miesiące :) Moje denko nie jest może duże, ale mimo to w przyszłości chciałabym chwalić się zużyciami co miesiąc. Zobaczymy, jak to potoczy się w praktyce, a tymczasem oto moje jesienno-zimowe zużycia:
- Micel Sensibio z Biodermy - zawsze w moich denkach! Najbardziej lubię wersję AR do cery naczynkowej. Skuteczny i delikatny micel, który nigdy mnie nie zawiódł!
- Żel do mycia twarzy Rosaliac z La Roche Posay - bardzo delikatny, niepieniący się kosmetyk, którego z przyjemnością używałam do porannego oczyszczania twarzy - z pewnością kupię go jeszcze nie raz!
- Żel pod prysznic marakujowy z The Body Shop - odpowiadał mi pod każdym względem, nawet SLS w składzie nie przeszkodziło mi w polubieniu tego kosmetyku. Kiedyś jeszcze ponownie kupię :)
- Płyn do higieny intymnej Lactacyd - jestem mu wierna od lat :)
- Pasty do zębów Meridol i Himalaya Sparkly White - w tej chwili to moje dwie ulubione pasty i nie zamierzam kupowac innych ;)
- Peeling do twarzy z Caudalie - stosunkowo łagodny drapak, którym nie można sobie zrobić krzywdy! Możliwe, że kiedyś skuszę sie ponownie na zakup
- nawilżająca maska GlamGlow - bardzo przyjemna maska,która na prawdę świetnie nawilża, ale moim zdaniem jej cena jest zbyt wygórowana! Jeśli ją kiedyś kupię, to tylko w ramach super promocji ;)
- Balsam do rąk Phenome z serii Anti-Aging - moim zdaniem absolutnie nie wart swojej ceny. Bardzo lekki i delikatny nawilżał na chwilę. Zdecydowanie nie kupię ponownie.
- Krem do rąk Nuxe - ten spisywał się na szczęście dużo lepiej, niż jego kolega z Phenome ;) W tej chwili z wielką przyjemnością używam kremów Evree, ale do Nuxe na pewno jeszcze wrócę :)
- Kremowy szampon z Yves Rocher - świetne rozwiązanie, gdy nie chcemy zastosować odżywki. Bardzo dobrze oczyszcza, nie plącze włosów. Jeden z moich ulubionych szamponów! Mam już kolejne opakowanie.
- Balsam do ust Tisane - tani jak barszcz i niezawodny :) Nie może go u mnie zabraknąć ;)
- Krem pod oczy Redermic C z La Roche Posay - miał pojawić się w poprzednim denku, ale zapomniałam o nim ;) Obecnie uzywam drugiej tubki, więc jak łatwo się domyśleć krem mi odpowiada :) Mam jednak ochotę na zmiane i chciałabym wypróbować jakiegoś bardziej treściwego kremu pod oko, więc po wykorzystaniu zapasów zrobię sobie od niego przerwę.
- Krem matujący Vinosource z Caudalie - mój ulubiony krem na dzień, który rzeczywiście matuje, jednocześnie nie wysuszzając skóry! Teraz uzywam drugiej tubki :)
- Tonik Norel do cery wrażliwej - niedanwo pisalam o nim recenzję :) Fajny i delikatny :) Obecnie używam drugiego opakowania.
- Tonik Aox z Pat&Rub - bez rewelacji, osobiście wolałam ten "standardowy" tonik P&R. Aox nie kupię ponownie.
- Balsam po opalaniu Posthelios z La Roche Posay - fantastycznie spisywał się w lecie, a jego resztkę z powodzeniem wykorzystałam jako balsam do ciała w okresie jesiennym. Z pewnością kupię go ponownie.
- Lano-balsam do ciała Ziaja-Med - kupuję ten balsam już od lat! Jest lekki, bezzapachowy. W zimie wolę treściwe masła, ale kiedy zrobi się cieplej, chętnie sięgnę ponownie po ten balsam.
Jeśli znacie któryś kosmetyk z mojej gromadki, koniecznie dajcie znać :)
Etykiety:
Bioderma,
Caudalie,
Glam Glow,
Himalaya,
La Roche Posay,
Lactacyd,
Meridol,
Norel,
Nuxe,
Pat&Rub,
Phenome,
The Body Shop,
Tisane,
Yves Rocher,
Ziaja
Krem do ciała Nuxe Body
Dobre smarowidła do ciała to skarb! Tych akurat nigdy za dużo w mojej łazience. I choć na rynku wybór jest spory, to jednak wcale nie jest łatwo znaleźć taki produkt, który działa długodystansowo, który pielęgnuje skórę nie tylko na chwilę.
Niedawno odkryłam fajny krem do ciała, który spełnia te wszystkie oczekiwania. A jest nim krem ujędrniający Nuxe Body Fondant Firming.
Wedle obietnic producenta krem ma za zadanie ujędrniać oraz działać przeciwzmarszczkowo. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych smarowideł do ciała, jakie miałam okazję stosować.
Muszę napomnieć, że w okolicy, gdzie mieszkam, mamy bardzo twardą wodę. Co niestety przekłada się na szybkie kondycję skóry, a dokładnie mówiąc na jej szybkie przesuszenie. Dlatego bardzo zależy mi przede wszystkim na porządnym nawilżeniu.
Krem ujędrniający Nuxe wygładza, zmiękcza i odżywia skórę, pozostawiając ją dogłębnie nawilżoną na długi czas!
Krem posiada cudownie puszystą satynową konsystencję, która nie pozostawia żadnego tłustego filmu na powierzchni skóry. Właściwie już po chwili można nałożyć na siebie ubranie :)
Krem został stworzony na bazie płatków kwiatu pomarańczy i migdałów.
Jeśli jednak oczekujecie takiego właśnie aromatu, zawiedziecie się. Moim zdaniem zapach jest słabym punktem tego produktu. Trudno opisać mi ten zapach, nie jest może jakoś szczególnie niezośny, ale nie mogę go zaliczyć do przyjemnych. Krem jest stosunkowo drogim kosmetykiem, kosztuje nieco powyżej 100 złotych, tym bardziej więc producent powinien postarać się w tej kwestii.
Jeśli chodzi o skład produktu, jest on w 85% naturalny, nie zawiera parabenów, co dla wielu z nas ma znaczenie.
Gdyby krem ten nieco ładniej pachniał i był tańszy, z pewnością mianowałabym go moim KWC.
Mimo to z pewnością jeszcze kupię ten krem, gdyż właściwości pielęgnacyjne są na najwyższym poziomie!
Znacie ten krem lub generalnie pielęgnację ciała Nuxe? Jeśli tak, jestem bardzo ciekawa Waszej opinii!
Niedawno odkryłam fajny krem do ciała, który spełnia te wszystkie oczekiwania. A jest nim krem ujędrniający Nuxe Body Fondant Firming.
Wedle obietnic producenta krem ma za zadanie ujędrniać oraz działać przeciwzmarszczkowo. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych smarowideł do ciała, jakie miałam okazję stosować.
Muszę napomnieć, że w okolicy, gdzie mieszkam, mamy bardzo twardą wodę. Co niestety przekłada się na szybkie kondycję skóry, a dokładnie mówiąc na jej szybkie przesuszenie. Dlatego bardzo zależy mi przede wszystkim na porządnym nawilżeniu.
Krem ujędrniający Nuxe wygładza, zmiękcza i odżywia skórę, pozostawiając ją dogłębnie nawilżoną na długi czas!
Krem posiada cudownie puszystą satynową konsystencję, która nie pozostawia żadnego tłustego filmu na powierzchni skóry. Właściwie już po chwili można nałożyć na siebie ubranie :)
Krem został stworzony na bazie płatków kwiatu pomarańczy i migdałów.
Jeśli jednak oczekujecie takiego właśnie aromatu, zawiedziecie się. Moim zdaniem zapach jest słabym punktem tego produktu. Trudno opisać mi ten zapach, nie jest może jakoś szczególnie niezośny, ale nie mogę go zaliczyć do przyjemnych. Krem jest stosunkowo drogim kosmetykiem, kosztuje nieco powyżej 100 złotych, tym bardziej więc producent powinien postarać się w tej kwestii.
Jeśli chodzi o skład produktu, jest on w 85% naturalny, nie zawiera parabenów, co dla wielu z nas ma znaczenie.
Gdyby krem ten nieco ładniej pachniał i był tańszy, z pewnością mianowałabym go moim KWC.
Mimo to z pewnością jeszcze kupię ten krem, gdyż właściwości pielęgnacyjne są na najwyższym poziomie!
Znacie ten krem lub generalnie pielęgnację ciała Nuxe? Jeśli tak, jestem bardzo ciekawa Waszej opinii!
Denko wiosna - lato 2015
To małe wysypisko to moje denko, które udało mi się wyhodować przez ostatnie 3,5 miesiąca. Trochę się tego nazbierało, a to dlatego, że postawiłam wreszcie na zużywanie zapasów i które w zastraszającym tempie rosły w sile ;) Kilka tygodni temu zliczyłam 14 różnych produktów pod prysznic, które mam w łazience...
A oto i efekt mojego zbieractwa:
Znacie któregoś z moich denkowców?
A oto i efekt mojego zbieractwa:
- Micel Bioderma Sensibio: Absolutny kultowy kosmetyk, który pokochałam od pierwszego uzycia! Jestem mu wierna od 2 lat.
- Pianka do mycia twarzy Caudalie: bardzo fajnie działa, z pewnością kiedyś do niej wrócę.
- Pianka do mycia twarzy Pharmaceris A: moja ulubiona :) zdecydowanie kupię ponownie!
- Pianka do mycia twarzy Phenome: także z niej jestem zadowolona, w zapasie mam jeszcze dwie sztuki ;) Mogła by mniej kosztować, ale poza tym nie mam zastrzeżeń!
- Tonik Pat&Rub: mój ulubieniec!
- Micel Avene: kupiłam go będąc na urlopie w Polsce w kwietniu, bo w aptece nie mieli małej Biodermy. Micel jest całkiem dobry, ale wolę Biodermę, bo mam wrażenie, że jest łagodniejsza dla skóry.
- Krem pod oczy marki Ahava z serii Time to smooth: przyjemny kremik, ale w sumie bez rewelacji, więc raczej nie kupię ponownie, szczególnie, że cena nie należy do niskich.
- Sorbet nawilżający marki Caudalie z serii Vinosource: pisałam o nim w moim ostatnim poście. Świetny nawilżający krem, który sprawdza się przy mojej mieszanej cerze. Używam już kolejnego opakowania.
- Serum nawilżające Caudalie z serii Vinosource: świetne nawilżające serum, które w lecie z powodzeniem zastąpi nawet krem.
- Krem przeciwzmarszczkowy marki Phenome: niestety u mnie się nie sprawdził, bo trochę mnie uczulał... Zmarnował się biedaczek...
- Serum Caudalie z serii Polyphenol: lekkie nawilżające serum, kolejne opakowanie mam juz w zapasach, choć osobiście wolę chyba to z serii Vinosource.
- Serum przeciwstarzeniowe Ahava: to takie serum, które pozostawia warstewkę na skórze. Ogólnie nie było złe, ale znam fajniejsze i tansze. Powrotu raczej nie będzie.
- Krem na dzień Caudalie z serii Polyphenol: Fajny, aczkolwiek na mojej twarzy pozostawiał warstewkę, której nie lubię. Poza tym trochę rolował się na nim podkład.
- Szampon Glad Hair Day marki Soap&Glory dostałam w prezencie od Monisi z bloga monikowy świat Fajnie się go używało, bo ładnie pachnie, dobrze oczyszcza i ma świetną gęstą konsystencję. Może kiedyś zdecyduję się na zakup
- Mgiełka do układania włosów Pat&Rub to od dłuższego czasu jedyny produkt, jakiego używam do układania. Lekki sprej, który nie obciąża włosów, a sprawia, że włosy rzeczywiście lepiej sie układają! Nie wiem już sama, które to opakowanie. Mam nadzieję tylko, że Pat&Rub wreszcie udoskonali atomizer, który fatalnie działa ;)
- Szampon do cienkich włosów Kerastase: używałam sporadycznie, bo staram się unikać szamponów z SLSami, a ten jest dosyć mocny. Nie kupię ponownie.
- Szampon do cienkich włosów marki Phenome: jeden z moich ukochanych szamponów, kolejne opakowanie czekan już na mnie w Polsce.
- Aktywator do mieszania z maską bądź odżywką L'oreal z serii Fibralogy: nie zauważyłam zwiększenia grubości włosów, ale też nie wierzę w takie cuda ;) Nie wiem, czy jeszcze kupię.
- Sprej do cienkich włosów Phyto trochę przyspieszał przetłuszczanie włosów, dlatego nie kupię go.
- Otulający żel pod prysznic Pat&Rub: żele pod prysznic tej marki to moi zdecydowani ulubieńcy. Uwielbiam właśnie ten otulający i jeszcze relaksujący, ze względu na zapach. Jednak wszystkie żele P&R mają świetne właściwości i są absolutnie warte zakupu :)
- Mydło w płynie marki własnej drogerii Bipa: zwykłe, aczkolwiek przyjemne, łagodne. Może jeszcze kupię.
- Żel pod prysznic Organique z serii Bloom Essence: przyjemny żel, pięknie pachnący. Nie wykluczone, że jeszcze go kupię.
- Pianki pod prysznic Organique - mleczna i grecka: wbrew pozorom całkiem wydajne produkty, dobrze oczyszczają, lecz bez właściwości pielęgnujących. Może kiedyś kupię wersję mleczną.
- Lactacyd: jestem wierna temu płynowi do higieny intymnej już od wielu lat, i to się raczej nie zmieni :)
- Galaretka pod prysznic Organique z serii Energizing: pięknie pachnący żel, który nie wysusza skóry i jest niezwykle wydajny. Kiedyś kupię go ponownie.
- Cukrowy peeling Organique z Marakują i Limonką: pięknie pachniał, dobrze działał. Nie wiem jednak, czy kupię ponownie, bo wolę peelingi Rituals.
- Krem do ciała Annemarie Börlin z limitowanej serii zimowej: kupiłam wtedy chyba 3 opakowania i taj je męczę. Bo choć działanie jest całkiem przyzwoite, to jednak zapach trochę mnie męczy...
- Masło do ciała z orzechem macadamia oraz zasłem Shea: działanie przyzwoite, bez rewelacji, delikatny zapach. Może kiedys ponownie się skuszę.
- Masło do ciała Soap&Glory: Kolejny kosmetyk tej marki, który dostałam od Monisi w paczce świątecznej. Zakochałam się w zapachu tego masła!!! A do tego masło ma fantastyczne właściwości pielęgnacyjne. Dlatego z pewnością je kupię :)
- Olejek samoopalający Dior: jeśli nie przeszkadza Wam samoopalaczowy smrodek, to pokochacie tego gagatka. Pieknie brązowi skóre, delikatnie ją pielęgnując. Ja ze względu na smrodek już się nie skuszę...
- Krem na cellulitis z Elancyl: musiałam go wyeliminować, niestety także za zapach. Niby przyjemny, ale na tyle mocny, że całe łóżko lącznie z materacem przesiąknęło tym zapachem...
- Serum antycellulitowe Collistar: genialnz kosmetyk, do którego z pewnością wrócę! Można go stosować samodzielnie - właściwości pielęgnujące sprawiają, że nie trzeba stosować dodatkowego kosmetyku, jak to czasem jednak bywa przy serum.
- Kultowy olejek Nuxe z drobinkami: nie może go u mnie zabraknąć. Uwielbiam go za całokształt :)
- Krem do stóp Collistar: bardzo fajny krem, aczkolwiek nie wart tego, aby wydawać na niego ponad 20 Euro! Bo podobne działanie ma krem Balea, który kosztuje 10 razy mniej ;) Raczej nie kupię, a już na pewno nie w tej cenie.
- masło do stóp AA Nature Spa: genialny produkt do pielęgnacji stóp, pochodzący niestety z limitowanej serii... Czekam na ponowną edycję...
- Tusz Dior Iconic Overcurl: jak niektórzy z Was wiedzą jest to mój ulubiony tusz! Jak dla mnie nie ma sobie równych :)
- Pomadka pielęgnacyjna Dior Lip Glow: fantastyczny produkt odżywiający usta i nadający im śliczny naturalny kolor. Jedyną wadą jest cena ;) Kilka miesięcy temu kupiłam jej tańszy odpowiednik marki Lierac. Także fajna, ale przeszkadza mi jej mocny zapach. Dior jest zdecydowanie lepszy, dlatego z pewnością powtórzę zakup.
- Masa cukrowa do depilacji Cosmoderma Sweet Skin: ciężki zawodnik! Stosowany zgodnie z zaleceniem producenta absolutnie nie zdaje egzaminu! Zaczęłam więc go uzywać tak jak wosku - z bawełnianymi paskami do źdzerania. Wówczas masa działała. Nie jest to łatwy kosmetyk, ale być może ponowię zakup.
- Balsam do ust Nuxe: świetny balsam, super konsystecja i zapach, ale nie przebije mojego ulubionego Tisane. Mimo to kupię ponownie :)
- Mydełko do czyszczenia pędzli Da Vinci: dobrze oczyszczało pędzlę, ale wolę inne produkty do tego celu, szczególnie żel Bobbi Brown. Nie kupię ponownie.
- Kremik do skórek Dior: Świetny kosmetyk, było by idealnie, gdyby tak się nie kleił ;) Oczywiście używałam go tylko na noc. Obecnie mam olejek do skórek z tej serii, który także świetnie pielęgnuje skórki, a ma duzo fajniejszą konsystencję.
- Dezodorant Eisenberg: mój ideał, jedynie wysoka cena mi przeszkadza... Mimo to kupię ponownie, bo na szczęście dezodorant jest wydajny!
- Pasta wybielająca Sensodyne: lubię ją, pewnie jeszcze do niej wrócę.
- Pasta Blanx: wkurzało mnie jej opakowanie. Wolałabym klasyczną tubkę zamiast pompki, która notorycznie się zacinała ;)
Znacie któregoś z moich denkowców?
Haul sierpnia czyli polskie zakupy
Przy okazji niedawnego urlopu w Polsce udało mi się kupić kilka wspaniałości, które na codzień niestety nie są dla mnie dostępne.
Jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne to za główny cel obrałam sobie bliższe poznanie oferty marki Organique. Uwielbiam wszelkie pachnące kosmetyki pod prysznic i zawsze muszę mieć w łazience ich sporą kolekcyjkę :)
Z oferty marki Organique wybrałam:
- dwie pianki pod prysznic: grecką oraz mleczną. Jestem bardzo zaskoczona, jak wydajne są te pianki. Obawiałam się, że jedno opakowanie wystarczy na kilka użyć, a tu taka miła niespodzianka :)
- dwa żele z serii Aromatic Shower Gel, w wersji Marakuja & Limonka oraz Jabłko & Rabarbar
- cudownie pachnący żel Shower Jelly o zapachu Energizing
- delikatnny żel Bloom Essence
- cukrowy peeling do ciała o zapachu Marakuja & Limonka, który na szczęście nie zostawia tłustej powłoczki, a za to naprawdę świetnie wygładza i pielęgnuje skórę
W Sephorze udało mi się zdobyć dwa kosmetyki z jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych-Pat&Rub, a mianowicie żel pod prysznic z serii otulającej oraz kawowy peeling do ust. I tym razem nie zawiodłam się na Pat&Rub :)
Żele pod prysznic tej marki są mi znane, natomiast peelingu do ust nigdy wcześniej nie miałam. Jest to przyjemny drobiazg, którego chętnie używam.
Uwielbiam wszystko, co poziomkowe i bardzo żałuję, że tak mało jest kosmetyków o tym aromacie. Od dawna chciałam sobie kupić poziomkową wazelinę do ust z Flosleku i na szczęście znalazłam ją w Rossmannie. Godzinami mogłabym sobie ją tak wąchać. A i działanie jest bardzo dobre. Swietnie sprawdza się u mnie także kultowy już balsam do ust Nuxe Reve de Miel, który kupiłam sobie w stacjonarnej aptece.
Kremowy cień do powiek Diorshow Fusion Mono w odcieniu 021 Etoile kupiłam jeszcze na lotnisku. Bardzo lubię ten cień, bo nadaje połtransparentny efekt, mało jest tu pigmentu, za to znajdują się w nim miliony drobinek, które wspaniale rozświetlają powiekę.
W mojej ulubionej aptece internetowej Słonik zaopatruję się zawsze w micele Biodermy, które są sprzedawane w dwupaku w bardzo korzystnej cenie, a także w ukochane pianki oraz żele do mycia twarzy z Pharmaceris.
W trakcie urlopu udało mi się spotkać w Katowicach z jedną z moich najukochańszuch blogerek - uroczą Czarną Ines. Podczas naszej zakupowej wyprawy zanalazłyśmy się w firmowym sklepie Phenome. Marka ta już od jakiegoś czasu mnie interesuje i na początek kupiłam sobie pumeksowy peeling do stóp Fresh Mint, o którym już marzyłam :) Peeling ma ciekawą konsystencję, niczym piasek. Delikatnie, ale jednocześnie skutecznie złuszcza i masuje stopy. Nie wyczuwam tu miętowych aromatów, raczej cytrynowo-ziołowe, na szczęście zapach nie jest bardzo mocny. Oprócz peelingu kupiłam jeszcze balsam do rąk z serii Pure Sugarcane. Fantastycznie nawilża i pielęgnuje i do tego bardzo ładnie pachnie :) Moje pierwsze spotkanie z marką Phenome sprawiło, że mam ochotę na więcej. Zamówienie ze sklepu internetowego jest już w drodze do mnie i z pewnością pokażę na blogu, na co jeszcze się skusiłam.
Udało mi się jeszcze w Sephorze kupić mój ulubiony krem do stóp marki AA z limitowanej serii.
Z polecenia najpiękniejszej pani stomatlogo, jaką znam, czyli Czarnej Ines, kupiłam sobie pasty do zębów Blanx: jedną klasyczną wybielającą, a drugą w wersji eko, bez fluoru :) Pasty są świetne i na pewno przy nich pozostanę.
Zakupy zaliczam do udanych, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko denkować, denkować, denkować... :)
Całuję Was mocno!
Jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne to za główny cel obrałam sobie bliższe poznanie oferty marki Organique. Uwielbiam wszelkie pachnące kosmetyki pod prysznic i zawsze muszę mieć w łazience ich sporą kolekcyjkę :)
- dwie pianki pod prysznic: grecką oraz mleczną. Jestem bardzo zaskoczona, jak wydajne są te pianki. Obawiałam się, że jedno opakowanie wystarczy na kilka użyć, a tu taka miła niespodzianka :)
- dwa żele z serii Aromatic Shower Gel, w wersji Marakuja & Limonka oraz Jabłko & Rabarbar
- cudownie pachnący żel Shower Jelly o zapachu Energizing
- delikatnny żel Bloom Essence
- cukrowy peeling do ciała o zapachu Marakuja & Limonka, który na szczęście nie zostawia tłustej powłoczki, a za to naprawdę świetnie wygładza i pielęgnuje skórę
W Sephorze udało mi się zdobyć dwa kosmetyki z jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych-Pat&Rub, a mianowicie żel pod prysznic z serii otulającej oraz kawowy peeling do ust. I tym razem nie zawiodłam się na Pat&Rub :)
Żele pod prysznic tej marki są mi znane, natomiast peelingu do ust nigdy wcześniej nie miałam. Jest to przyjemny drobiazg, którego chętnie używam.
Uwielbiam wszystko, co poziomkowe i bardzo żałuję, że tak mało jest kosmetyków o tym aromacie. Od dawna chciałam sobie kupić poziomkową wazelinę do ust z Flosleku i na szczęście znalazłam ją w Rossmannie. Godzinami mogłabym sobie ją tak wąchać. A i działanie jest bardzo dobre. Swietnie sprawdza się u mnie także kultowy już balsam do ust Nuxe Reve de Miel, który kupiłam sobie w stacjonarnej aptece.
Kremowy cień do powiek Diorshow Fusion Mono w odcieniu 021 Etoile kupiłam jeszcze na lotnisku. Bardzo lubię ten cień, bo nadaje połtransparentny efekt, mało jest tu pigmentu, za to znajdują się w nim miliony drobinek, które wspaniale rozświetlają powiekę.
W mojej ulubionej aptece internetowej Słonik zaopatruję się zawsze w micele Biodermy, które są sprzedawane w dwupaku w bardzo korzystnej cenie, a także w ukochane pianki oraz żele do mycia twarzy z Pharmaceris.
W trakcie urlopu udało mi się spotkać w Katowicach z jedną z moich najukochańszuch blogerek - uroczą Czarną Ines. Podczas naszej zakupowej wyprawy zanalazłyśmy się w firmowym sklepie Phenome. Marka ta już od jakiegoś czasu mnie interesuje i na początek kupiłam sobie pumeksowy peeling do stóp Fresh Mint, o którym już marzyłam :) Peeling ma ciekawą konsystencję, niczym piasek. Delikatnie, ale jednocześnie skutecznie złuszcza i masuje stopy. Nie wyczuwam tu miętowych aromatów, raczej cytrynowo-ziołowe, na szczęście zapach nie jest bardzo mocny. Oprócz peelingu kupiłam jeszcze balsam do rąk z serii Pure Sugarcane. Fantastycznie nawilża i pielęgnuje i do tego bardzo ładnie pachnie :) Moje pierwsze spotkanie z marką Phenome sprawiło, że mam ochotę na więcej. Zamówienie ze sklepu internetowego jest już w drodze do mnie i z pewnością pokażę na blogu, na co jeszcze się skusiłam.
Udało mi się jeszcze w Sephorze kupić mój ulubiony krem do stóp marki AA z limitowanej serii.
Z polecenia najpiękniejszej pani stomatlogo, jaką znam, czyli Czarnej Ines, kupiłam sobie pasty do zębów Blanx: jedną klasyczną wybielającą, a drugą w wersji eko, bez fluoru :) Pasty są świetne i na pewno przy nich pozostanę.
Zakupy zaliczam do udanych, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko denkować, denkować, denkować... :)
Całuję Was mocno!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










