Denko listopad, grudzień 2015 + styczeń 2016

Co za ulga, gdy mogę wreszcie pozbyć się kosmetycznych śmieci, które gromadziłam skrzętnie przez ostatnie 3 miesiące :) Moje denko nie jest może duże, ale mimo to w przyszłości chciałabym chwalić się zużyciami co miesiąc. Zobaczymy, jak to potoczy się w praktyce, a tymczasem oto moje jesienno-zimowe zużycia:




  • Micel Sensibio z Biodermy - zawsze w moich denkach! Najbardziej lubię wersję AR do cery naczynkowej. Skuteczny i delikatny micel, który nigdy mnie nie zawiódł!


  • Żel do mycia twarzy Rosaliac z La Roche Posay - bardzo delikatny, niepieniący się kosmetyk, którego z przyjemnością używałam do porannego oczyszczania twarzy - z pewnością kupię go jeszcze nie raz!
  • Żel pod prysznic marakujowy z The Body Shop - odpowiadał mi pod każdym względem, nawet SLS w składzie nie przeszkodziło mi w polubieniu tego kosmetyku. Kiedyś jeszcze ponownie kupię :)
  • Płyn do higieny intymnej Lactacyd - jestem mu wierna od lat :)




  • Pasty do zębów Meridol i Himalaya Sparkly White - w tej chwili to moje dwie ulubione pasty i nie zamierzam kupowac innych ;)



  • Peeling do twarzy z Caudalie - stosunkowo łagodny drapak, którym nie można sobie zrobić krzywdy! Możliwe, że kiedyś skuszę sie ponownie na zakup
  • nawilżająca maska GlamGlow - bardzo przyjemna maska,która na prawdę świetnie nawilża, ale moim zdaniem jej cena jest zbyt wygórowana! Jeśli ją kiedyś kupię, to tylko w ramach super promocji ;)

  • Balsam do rąk Phenome z serii Anti-Aging - moim zdaniem absolutnie nie wart swojej ceny. Bardzo lekki i delikatny nawilżał na chwilę. Zdecydowanie nie kupię ponownie.
  • Krem do rąk Nuxe - ten spisywał się na szczęście dużo lepiej, niż jego kolega z Phenome ;) W tej chwili z wielką przyjemnością używam kremów Evree, ale do Nuxe na pewno jeszcze wrócę :)



  • Kremowy szampon z Yves Rocher - świetne rozwiązanie, gdy nie chcemy zastosować odżywki. Bardzo dobrze oczyszcza, nie plącze włosów. Jeden z moich ulubionych szamponów! Mam już kolejne opakowanie.



  • Balsam do ust Tisane - tani jak barszcz i niezawodny :) Nie może go u mnie zabraknąć ;)
  • Krem pod oczy Redermic C z La Roche Posay - miał pojawić się w poprzednim denku, ale zapomniałam o nim ;) Obecnie uzywam drugiej tubki, więc jak łatwo się domyśleć krem mi odpowiada :) Mam jednak ochotę na zmiane i chciałabym wypróbować jakiegoś bardziej treściwego kremu pod oko, więc po wykorzystaniu zapasów zrobię sobie od niego przerwę. 
  • Krem matujący Vinosource z Caudalie - mój ulubiony krem na dzień, który rzeczywiście matuje, jednocześnie nie wysuszzając skóry! Teraz uzywam drugiej tubki :)



  • Tonik Norel do cery wrażliwej - niedanwo pisalam o nim recenzję :) Fajny i delikatny :) Obecnie używam drugiego opakowania. 
  • Tonik Aox z Pat&Rub - bez rewelacji, osobiście wolałam ten "standardowy" tonik P&R. Aox nie kupię ponownie.



  • Balsam po opalaniu Posthelios z La Roche Posay - fantastycznie spisywał się w lecie, a jego resztkę z powodzeniem wykorzystałam jako balsam do ciała w okresie jesiennym. Z pewnością kupię go ponownie. 
  • Lano-balsam do ciała Ziaja-Med - kupuję ten balsam już od lat! Jest lekki, bezzapachowy. W zimie wolę treściwe masła, ale kiedy zrobi się cieplej, chętnie sięgnę ponownie po ten balsam. 

Jeśli znacie któryś kosmetyk z mojej gromadki, koniecznie dajcie znać :)

Krem-żel do cery mieszanej - Lierac Magnificence

Moje pierwsze skojarzenie z tym kremem to słowo "otulenie".
Krem ten działa niczym puchowa kołderka, zapewniająca komfort i relaks, jak i lekkość. Idealna porcja nawilżenia, blask i jednocześnie satynowo-matowe wykończenie, uczucie odżywionej i zadbanej skóry - ta charakterystyka zakrawa na opis kremu idealnego! 



Mogę z całą pewnością stwierdzić, że krem Magnificence marki Lierac jest jednym z najlepszych kremów, jakie miałam! Używam aktualnie drugiego słoiczka i na pewno będę jeszcze do niego wracać. 

Posiadam wersję krem-żel, przeznaczoną do cery mieszanej. O dziwo jego konsystencja wcale nie jest klasycznie żelowa, jak można by się spodziewać. Mimo to krem jest bardzo lekki, nie obciąża skóry, idealnie się wchłania, a jego wykończenie sprawia, że idealnie nadaje się pod makijaż. 



Używam tego kremu na noc, ale z powodzeniem można go stosować także jako pielęgnację dzienną. Moja skóra jest po przebudzeniu wypoczęta, zrelaksowana, idealnie nawilżona. 



Kremik ten z założenia jest kosmetykiem działającym przeciwstarzeniowo.
Dzięki jego nowoczesnej formule krem ma za zadanie niwelować efekty upływu czasu u samej przyczyny, przywracając młody wygląd skóry.  Z pewnością to dobra propozycja pielęgnacji skóry po trzydziestce :)

Wegług zapewnień producenta krem zawiera bogate składniki aktywne, jak:
  • opatentowany kompleks przeciwstarzeniowy D-Glyox 3,5%
  • ekstrat z kwiatu granatu, drzewa jedwabnego i peptydu liposomalnego, zapewniające efektywne działanie przeciwstarzeniowe
  • roztwór kwasu hialuronowego 5%
  • matujący puder ryżowy
  • składniki nawilżające
  • witaminy C i E

Krem-żel należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od jego otwarcia. I właśnie na 3 miesiące wsytarcza mi ten kremik przy używaniu go jedynie na noc.

Wprawdzie liczy się wnętrze, ale na uwagę zasługuje także samo opakowanie kremu - masywny szklany słoiczek w czerwonym kolorze. Jego bardzo efektowny wygląd przemawia do mnie :) 



Kremik nie jest bezzapachowy, zapach jest bardzo przyjemny, nie pozostaje zbyt długo po nałożeniu, co moim zdaniem jest atutem :)

Kosmetyki Lierac można nabyć w aptekach. Zazwyczaj w aktekach internetowych można trafić na fajne zestawy promocyjne z tym kremem! 



Jak wspominałam wcześniej chętnie będę wracać do tego kosmetyku, gdyż posiada on wszystkie cechy kremu idealnego!

Lista polskich zakupów obowiązkowych

Zakupy - któż z nas ich nie lubi? Szczególnie, jeśli są to kosmetyczne zakupy :)
A zakupy w Polsce to już w ogóle nielada gratka! Ci z Was, którzy mieszkają za granicą rozumieją doskonale, co mam na myśli :) Za każdym razem wyjeżdzam z Polski naładowana nie tylko pięknymi wspomnieniami i pozytywną energią, ale także udanymi sprawunkami ;)
Z czasem wypracowałam sobie taki spis zakupów obowiązkowych - produktów, które zawsze zawsze przywożę sobie z każdego pobytu w ojczystym kraju, których nie może u mnie zabraknąć, bez których nie mogę się obyć. Są do głównie polskie produkty - poza jednym wyjątkiem.
Przedstawiam Wam moją osobistą listę zakupów obowiązkowych :) 


  • Pat&Rub balsam nawilżający do ciała dla dzieci i niemowląt

Fantastycznie nadaje się także dla dorosłych :) Wielokrotnie wspominałam już, że w pielęgnacji najchętniej wybieram smarowidła, które bardzo delikatnie pachną bądź w ogóle nie posiadają zapachu. Ten oto balsam świetnie pielęgnuje skórę, nawet zimą, jest całkowicie bezzapachowy i ma bardzo przyjazny skład!

  • Masło do ciała Organique - kawowe
Najlepsze smarowidło do ciała, jakie znam! Moim zdaniem masła Organique są bezkonkurencyjne!  Idealnie radzą sobie z przesuszeniami, podrażnieniami. A w dodatku pachną przepięknie i zarazem delikatnie.


  • Mgiełka do układania włosów Pat&Rub
Prawie rok temu zrezygnowałam z licznych produktów do stylizacji włosów na rzecz jednego kosmetyku - tej oto mgiełki. Nadmiar nie służy moim cienkim włosom, dlatego postanowiłam ograniczyć się do minimum.Ta mgiełka delikatnie utrwala, a przy tym ma fajny skład! 


  • Phenome olejek do włosów i skóry glowy 
Jestem przekonana o skuteczności tego olejku! Wzmacnia cebulki włosów, pielęgnuję skórę głowy. Nakłada się go przed myciem włosów, można go również pozostawić na noc. Olejek w żadne sposób nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania włosów! 


  • Balsam do ust Tisane
Absolutny klasyk i mój ulubieniec w dziedzinie pielęgnacji ust. Kosztuje grosze, a działa cuda! Niestraszne mu suche i popękane wargi. Tego balsamiku nie może u mnie zabraknąć! 


  • Waciki Bella
Na rynku nie brakuje dobrych płatków, ja używam tych z Belli już od wielu lat. Trochę z przywiązania, ale przede wszystkim dlatego, bo się nie rozwarstwiają, nie są ani za grube, ani za cienkie, za to są bardzo miękkie i przyjemne w użyciu :) 


  • Suche chusteczki jednorazowe Tami
Używam ich od prawie roku do osuszania twarzy zamiast tradycyjnego ręcznika. Chusteczki Tami wykonane są z bawełny, w związku z czym są mięciutkie i przyjemniejsze, niż celulozowe. Te chusteczki to jedno z moich największych odkryć minionego roku! 


  • Płyn micelarny Bioderma Sensibio AR
Jedyny nie polski produkt w tym zestawieniu. O samym micelu nie muszę chyba się rozposywać - jest to jeden z najbardziej popularnych kosmetyków nie tylko w blogosferze. Za granicą nigdy jednak nie uda mi się go kupić w tak atrakcyjnej cenie, jak w Polsce. Ostatnio na przykład za dwupak zapłaciłam 39 zł :) Dlatego też w Biodermę zaopatruję się tylko w Polsce! 

Tak przedstawia się moja bezkonkurencyjna gromadka. Mam nadzieję, że ta lista trochę się poszerzy, jako że jestem otwarta na wszelkie nowości. Ostatnio na przykład kupiłam świetny krem do rąk Evree - jestem pewna, że powtórzę jego zakup. Przywiozłam sobie także krem matujący marki Norel - jeszcze o nie używałam, ale jeśli tylko spełni moje oczekiwania, z pewnością trafi na listę :) 

Czy Wy także robicie sobie takie listy? Znacie któryś z tych produktów? 

Norel Sensitive - Tonik łagodzący dla cery wrażliwej i naczynkowej

Tonik do twarzy jest jednym z bazowych produktów, bez których większość z nas nie wyobraża sobie pielęgnacji. Ja używam toników już od wielu wielu lat i poza tonikiem Pat&Rub nie byłam specjalnie przywiązana do jakiegoś jednego.
Kiedy jakiś czas temu w blogosferze zrobiło się głośniej o polskiej marce Norel, postanowiłam zdradzić mojego ulubieńca z Pat&Rub i wypróbować tonik łagodzący z serii Sensitive. 


Dziś już używam drugiej butelki tego toniku, dlatego też podzielę się z Wami moją opinią. 
Z założenia tonik ten przeznaczony jest do cer wrażliwych i naczynowych, myślę jednak, że znakomicie sprawdzi się w przypadku każdej cery! Nie posiada on w swoim składzie alkoholu, zawiera za to ekstrakt z arniki górskiej oraz pantenol. Tonik jest niezwykle łagodny, mam wrażenie, że koi i uspokaja podrażnioną skórę. Jednocześnie bardzo dobrze ją nawilża i przygotowuje do dalszej pielęgnacji. W okolicy, gdzie mieszkam, mam bardzo twardą wodę, dlatego dobry tonik ma dla mnie ogromne znaczenie. Z działania tego toniku jestem bardzo zadowolona, niemniej jednak mam mały powód do narzekania. 
A mianowicie opakowanie. Bardzo estetyczna butelka z niezwykle wygodnym aplikatorem ułatwoającym precyzyjne dozowanie produktu. 
ALE... kiedy zużyłam połowę pierwszej butelki, pompka przestała działać, jak należy. Czasami musiałam pompować 20 razy, aby wydobyć pożądaną ilość produktu na wacik. 


Poza tym nasadka dozownika pokryta srebrną emailią niestety z czasem zaczyna się nieestetycznie łuszczyć. Najpierw pomyślałam, że trafił mi sie jakiś felerny egzemplarz. Później jednak spotkałam się z kilkoma podobnymi opiniami na temat tego opakowania... Szkoda, bo gdyby tylko producent dopracował ten szczegół, byłoby idealnie! 
Sam produkt jednak na tyle mnie zadowolił, że jestem w stanie przymknąć oko na tę drobną niedogodność ;) Dlatego przy nastepnym zamówieniu w sklepie internetowym Norel z pewnością sięgnę po kolejną butelkę :) Cena tego toniku to 32 złote za 200 ml produktu.
Znacie kosmetyki Norel? Co możecie szczególnie polecić?

Low Shampoo - szampon w kremie od Yves Rocher


Z szamponami Yves Rocher nie mam zbyt dużego doświadczenia. Spotkałam się ze skrajnie zróżnicowanymi opiniami na ich temat. Ten szampon jest jednak zupełnie inny, niż wszystkie!
Jak zapewnia producent, Low Shampoo jest odpowiedzią na coraz bardziej rosnące zainteresowaniem tak zwanym trendem "No Poo", polegającym na całkowitej rezygnacji z produktów zawierających chemiczne środki myjące. 
Ja sama od dłuższego już czasu stosuję szampony bez SLS, SLES itp., których na rynku pojawia się coraz więcej.
Co jednak czyni ten szampon tak wyjątkowy?



Szampon ma zupełnie kremową, gęstą konsystencję. Przypomina raczej odżywkę do włosów. Szampon nie wytwarza ani grama piany. Na początku jego stosowania może to wydawać się dziwne, ale brak piany absolutnie nie przekłada się na słabe właściwości myjące!
Mam dosyć specyficzne włosy - od zawsze bardzo cienkie, śliskie, z tendencją do oklapywania oraz do przetłuszczania. Ciężko o uzyskanie objętości! 
Jednocześnie moje włosy są bardzo gładkie, błyszczące, nigdy nie były zniszczone bądź przesuszone. Dlatego też stosowanie odżywek po każdym myciu jest z jednej strony zupełnie zbędne, a nawet niewskazane, ze względu na obciążenie. 
Z drugiej jednak strony ci z Was, którzy stosują "naturalne" szampony wiedzą, że rozczesanie włosów bez pomocy odżywek bywa bardzo kłopotliwe! Ale nie przy Low Shampoo - tutaj rozczesywanie idzie gładziutko jak po maśle :) Niczym po użyciu najlepszej maski!
Jak zapewnia producent szampon jest niezwykle delikatny i łagodny. Ja dodatkowo zauważyłam, że po jego użyciu włosy tak jakby dłużej pozostają świeże, nie przetłuszczają się już tak szybko. Poza tym stają się lekkie, puszyste, nie oklapują smętnie, jak to bywa po niektórych szamponach. 
Skład stanowi nielada gratkę dla naturomaniaków - produkt zawiera 99% naturalnych składników. Pozbawiony jest za to całkowicie SLSów, parabenów, silikonów i całej tej zbędnej chemii.
Obecnie stosuję ten szampon na zmianę z szamponem Phyto do włosów cienkich. Ta propozycja marki Yves Rocher całkowicie mnie oczarowała i przeszła oczekiwania! Kupiłam ten szampon z czystej ciekawości, jako że nie był drogi. Tymczasem teraz kosmetyk ten pretenduje do miana jednego z moich ulubieńców roku 2015 :)


Nie jestem w stanie powiedzieć, jak ten produkt spisze się w przypadku włosów przesuszonych, zniszczonych. Myślę jednak, że warto dać mu szansę! 
Podsumowując - szampon ten bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Jest tak bezproblemowy w zastosowaniu, myje skutecznie, włosy są dłużej świeże, lekkie, błyszczące. W odróżnieniu od innych naturalnych szamponów rozczesanie włosów jest bajecznie łatwe i nie wymaga zastosowania odżywki. 
Można by się przyczepić, że szampon nie jest bardzo wydajny, a to za sprawą kremowej konsystencji - jednak przy cenie 15 złotych nie jest to chyba spory problem :) 
Szczerze polecam wypróbowanie Low Shampoo - mnie oczarował od pierwszego użycia :)

Denko i wyrzutki września i października 2015

Druga połowa listopada to chyba już najwyższy czas na pokazanie Wam wrześniowo-październikowego denka! Motywację do denkowania mam sporą, gdyż koniecznie chcę uszczuplić moje i tak już dużo za duże zapasy ;)
Przyznaję, że znalazło się tym razem u mnie kilka kosmetycznych wyrzutków, których już nie byłam w stanie zużyć, które po prostu najzwyczajniej w świecie się zestarzały... Nie jestem z tego dumna, dlatego też do kolejnych zakupów staram się podchodzić bardziej z głową, co nie zawsze jest łatwe ;)
W każdym razie moje denko prezentuje się tak:



A tutaj szczegółowo:


  • peeling do stóp Collistar - sam peeling jest fajny, ale moim zdaniem zbyt drogi. Znam równie dobre i jednocześnie dużo tańsze... Pumeksowa końcówka była dla mnie zbędnym gadżetem... W tej cenie już się nie skuszę...
  • peeling malinowy The Body Shop - przyjemny ździerak, ale ja wolę cukrowe. Jeśli kiedyś ponownie pojawi się wersja marakujowa, to może się skuszę... 
  • peeling Sakura z Rituals - fantastyczny cukrowy ździerak, kolejne wersje są już w użyciu :) 
  • maska oczyszczająca do włosów Phenome - jak już wiele osób wspominało nie jest to produkt pierwszej potrzeby, ale bardzo przyjemny umilacz w pielęgnacji skóry głowy :) Rzeczywiście fajnie oczyszcza i dlatego mam już kolejne opakowanie. 
  • peeling do stóp Phenome - jeden z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... peeling zawiera mnóstwo drobinek, które są moim zdaniem bardzo łagodne. Dlatego też niezbyt chętnie po niego sięgałam... Z pewnością nie kupię ponownie.
  • kawowy peeling do ust Pat&Rub - niestety szybko zaczął śmierdzieć niczym stara kawa. Zapach stał się nieznośny, tak więc nie byłam w stanie zużyć peelingu do końca... Mimo to mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową!

  • olejki myjące pod prysznic Rituals - bardzo je polubiłam i z pewnością kiedyś się skuszę na ponowny zakup, szczególnie czerwonej wersji,która zapachowo bardziej mi odpowada :) 
  • Lactacyd - niezastąpiony od lat... 
  • miodowy żel pod prysznic Yves Rocher - pięknie pachnący łagodny żel. Świetny produkt w dobrej cenie! Chętnie kupię kolejne opakowanie. 

  •  odżywka do włosów Kerastase Cristalliste - kolejny z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... Lubię kosmetyki Kerastase, ale ta odżywka nie wyróżniała się niczym szczególnym... 
  • pianka do stylizacji włosów L'oreal Professional - ten kosmetyk również niestety zmarnował się... Jakiś czas temu przestałam sięgać po tego rodzaju produkty do stylizacji... 
  • maska do włosów Collistar podkreślająca kolor - po udanej przygodzie z wersją w kolorze kasztanowym postanowiłam wypróbować wersję ceimnobrązową... I tu wielkie rozczarowanie... O ile kasztanowa wersja pięknie odświeżała kolor, to ciemna wersja nie robi u mnie kompletnie nic... Sama odżywka fajnie pielegnuje i nadaje połysk kosmykom, ale mnie głównie chodzi o kolor, którego tutaj niestety brak... Wróciłam do wersji kasztanowej... 
  • mgiełka do układania włosów Pat&Rub - zastąpiła mi wszystkie produkty do stylizacji. Mgiełka ta nie obciąża moich cienkich włosów, za to nadaje im trochę struktury i objętości. Na co dzień zadawala mnie taki efekt! Jedynie opakowanie tej mgiełki jest fatalne... Psikacz niestety szybko się zacina. Dlatego ja przelewam mgiełkę do butelki po innym spreju. 
  • maska do włosów L'oreal Elseve Fibralogy - nie zauważyłam, żeby ta maska pogrubiała włosy ;) Ale była całkiem przyjemna, lekka, ładnie pachniała. Możliwe, że kiedyś kupię ponownie. W tej chwili jedank wystarczają mi lekkie odżywki. 


  •  pianka do oczyszczania twarzy Phenome - w tej chwili używam już trzeciej z kolei butelki, dlatego pianka zdążyła mi się trochę znudzić ;) Niemniej jednak jest to bardzo łagodny i skuteczny kosmetyk, po który kiedyś ponownie sięgnę. 
  • płyn micelarny Garnier - kupiłam z czystej ciekawości, bo znalazłam w DM-ie małą wersję. Przyznaję, że to fajny micel. Dla mnie jednak najlepszym micelem pozostaje w dalszym ciągu Bioderma :)
  • ukochana Bioderma, nie ma sobie równych :) Nie wiem sama, która to już butelka! Od jakiegoś czasu kupuję wersję AR i bardzi jestem z niej zadowolona :) 
  • Żel pod oczy Yves Rocher Elixir 7.9 - fajny lekki nawilżacz pod oko. Bardzo łagodny, wydajny. Być może kiedyś kupię go ponownie. 
  • Krem do cery naczynkowej Hildegard Braukmann - bardzo przyjemny łagodny krem, którego używałam na noc. Nie mam mu niczego do zarzucenia. Może kiedyś się jeszcze spotkamy :) 


  •  migdałowe masło do ciała Annemarie Börlind - przyjemne masło, aczkolwiek znam lepsze, dlatego raczej nie kupię ponownie. 
  • olejek do ciała Super Slim Evree - przyjemnie pachnący olejek, który bardzo ładnie nawilżał. Nie wiem, czy wpływał na cellulit, ale mimo to polubiłam go i pewnie kiedyś kupię ponownie :) 
  • krem do stóp Balea z 10% mocznikiem - zużyłam już kilka tubek tego kremu i zawsze do niego wracam. Bo rzeczywiście zmiękcza i nawilża skórę stóp. A na dodatek jest bardzo tani! 
  • krem do rąk Nuxe - lekki krem nawilżający, który szybko się wchłania, jednocześnie pielęgnuje skórę w sposób zadawalający. Na zimę może okazać się zbyt lekki. 
  • krem do rąk Ananne - ta szwajcarska marka produkująca naturalne kosmetyki jest mi zupełnie nieznana... Dostałam ten krem w prezencie, chętnie zużyłam, byłam zadowolona. Jednak nie sądzę, żebym go keidyś kupiła. Cena jest bardzo wysoka, a efekt podobny, jak przy tańszych kremach... 
  • L'occitane krem do rąk z 20% masłem shea - to mój pewnik na zimę. Nic tak nie troszczy się o skórę moich dłoni, jak ten krem. A że zima za pasem, pora kupić kolejne opakowanie :) 
  • balsam stopniowo brązujący do ciała Gosh - naturalnie brązowił skórę bez plam, zacieków, bez samoopalaczowego smrodku. Niestety z tego co wiem balsam ten jest już niedostępny... Szkoda... 
  • Masło do ciała Organique z serii Sensitive - rozpływam się nad masłami tej marki... To był mój pierwszy egzemplarz, który otrzymałam od Eska Floreska :) W tej chwili używam kolejnego słoiczka tego cudeńka :) 


  • woda perfumowana Escada Especially - to już drugie opakowanie tej wody, które zdenkowałam. Chętnie używam także zimą, choć zapach jest dosyć świeży :) Oczywiście mam już kolejny flakon :) 
  • Inglot zmywacz do paznokci - najlepszy ze wszystkich, jakie znam!
  • Dezodorant Eisenberg - mimo wysokiej ceny używam tego dezodorantu od dłuższego czasu. Bo jako jeden z niewielu dezodorantów bez aluminium i alkoholu jest skuteczny.
  •  Dior Nude Air płynny podkład - tutaj również mam same powody do zachwytu - naturalny efekt, taki, jak lubię! Satynowo-matowe wykończenie, niesamowita wydajność, lekkość. Nie czuję, że ma mam na twarzy podkład. Jak dla mnie ideał :) 
  • pasta do zębów Meridol - bardzo ją polubiłam i jak na razie jestem jej wierna.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że wytrwaliście do końca :)
Do następnego razu! :)

Kawowa przyjemność - masło do ciała Organique

Dobre smarowidło do ciała to skarb - niejednokrotnie się już o tym przekonałam.
Znalezienie skutecznego produktu nie należy do zadań łatwych, ale mnie się udało :) A to za sprawą kochanej Gosi-Eska Floreska , która podarowała mi wspaniałe masło marki Organique z serii Sensitive. Masło to urzekło mnie na tyle, że przy okazji kolejnych zakupów zrobiłam sobie zapas - skusiłam się między innymi na wersję kawową. 



Z całą pewnością mogę stwierdzić, że ujędrniająco-przeciwcellulitowe masło kawowe Organique, podobnie zresztą jak Sensitive, jest smarowidłem idealnym! Dlaczego? 
  • Najważniejszą sprawą jest skuteczność, która w tym przypadku jest niezaprzeczalna. Masło to zapewnia idealne nawilżenie i odżywienie. A efekt ten utrzymuje się przez dług czas. Koniec z suchą i ziemistą skórą! Jeśli chodzi o działanie wyszczuplające to oczywiście nie ma kosmetyku, który wykona za nas całą robotę. Najważniejszy jest ruch i odpowiednia dieta. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że po użyciu tego masła skóra wydaje się być jędrniejsza, zdrowsza.
  • Idealna konsystencja - nie za twarda, nie za miękka, za to delikatna i puszysta. Na dodatek masło bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, a jedynie gładką skórę. 
 

  • Zapach - kremowo-kawowy. Delikatny, nienachalny, dokładnie taki, jak lubię :) 
  • Opakowanie - lekki, plastikowy słoik. Niby nic specjalnego, ale takie opakowanie to zdecydowanie najwygodniejsze rozwiązanie! 
  • Przyjazny skład - tutaj nawet wybredni konsumenci będą zadowoleni. Kosmetyki Organique nie zawierają między innymi parabenów, PEGów, silikonów, parafiny i innych świństw. Zawiera natomiast takie rarytasy, jak regenerujące masło shea, roślinną glicerynę, zapewniającą skuteczne działanie nawilżające, innowacyjny kompleks PEPHA®CTIVE pozyskiwany z alg Dunaliella Salina, który gwarantuje działanie przeciwstarzeniowe, dodaje skórze energii, ekstrakt z kawy, który ma za zadanie przyspieszyć mikrokrążenie oraz spalanie tkanki tłuszczowej. 
  • Oczywiście można się przyczepić do stosunkowo wysokiej ceny, jednakże kosmetyk ten jest na tyle wydajny, że 200 ml produktu wystarczy mi z pewnością na minimum 2 miesiące codziennego używania. Wystarczy na prawdę niewielka ilość masła, aby zapewnić skórze efekt pielęgnacyjny. 
Jak dla mnie kawowe masło Organique jest kosmetykiem idealnym i na stałe zagości w mojej łazience. Jego stosowanie stało się dla mnie prawdziwie przyjemnym wieczornym rytuałem, zapewniającym relaks i odprężenie! Mam ogromną ochotę poznać jeszcze inne warianty maseł tej marki. 
Satysfakcja gwarantowana :)