Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organique. Pokaż wszystkie posty

Denko luty - marzec 2016

Jedno małe śmietnisko i tyle radości! ;) Bo właśnie denkowanie sprawia mi ogromną frajdę :) 
Od niepamiętnych czasów dążę do minimalizmu kosmetycznego i chyba jestem na całkiem dobrej drodze ;) Wszelkie zalegujące zapasy staram się zużywać jak szalona, a oto i wyniki moich starań z ostatnich dwóch miesięcy:






  • fluid pielęgnacyjny pod oczy marki Lierac z serii Magnificence - bardzo lekki produkt w formie pędzelkowej, która nie należy do moich ulubionych. Fluid używałam jako serum pod oko, nakładając dodatkowo krem. Ten egzemplarz dostałam jako gratis do kremu
  • tusz do rzęs Gosh Catchy Eyes - moim zdaniem najlepszy drogeryjny tusz, jeśli zależy Wam na podkręceniu i wydłużeniu rzęs! Piękny efekt i super trwałość spowodowały, że mam już kolejne opakowanie :) 
  • tusz do rzęs Helena Rubinstein Lash Queen Fatal Blacks - miało być tak pięknie, a wyszło trochę gorzej... Tusz bardzo mocno pogrubiał, lecz cóż z tego, skoro niemiłosiernie się osypywał... Raz na zawsze wyleczyłam się z helenkowych tuszy...
  • tusz do brwi MAC - niezastąpiony, o czym świadczy kolejne zużyte opakowanie :) 
  • krem do rąk Caudalie - mimo mojej wielkiej sympatii do marki Caudalie muszę stwierdzić, że ten krem to cienki zawodnik... Nawilżenie na bardzo krótką chwilę, zero efektów, nie polecam, niestety...


  • żel pod prysznic Pat&Rub - uwielbiam ich żele! Są bardzo pielęgnacyjne i wydajne! Mój ulubiony jest z serii otulającej, ale ten relaksujący również należy do faworytów :) 
  • pianka pod prysznic Rituals - mnie akurat te pianki nie ruszają... Wolę ich olejki pod prysznic ;) 
  • mydła w kostce ze Sztuki Mydła - uwielbiam te kostki, przy czym jednak Kozimilk mnie trochę rozczarował, bo strasznie szybko się rozpuszczał... Za to Kokomak z zatopionymi ziarenkami maku fantastycznie się spisywał :)


  • serum antycellulitowe Collistar - świetny produkt! To moje drugie opakowanie i pewnie będą następne, jeśli tylko trafię na jakąś fajną promocję ;) 
  • balsam dla dzieci z Pat&Rub - to również stały bywalec w mojej łazience. Lubię bezzapachowe smarowidła do ciała, a ten balsam bardzo fajnie nawilża i pielęgnuje nawet dorosłą skórę :)


  • masła do ciała Organique Sensitive oraz kawowe - wielokrotnie zachwycałam się masłami tej marki, nie bez powodu! Po ich użyciu skóra jest długotrwale nawilżona i wypielęgnowana


  • pianka do mycia rąk Bath & Body Works - dzięki kochanemu Eskowi mogłam wreszcie sama doświadczyć, jak świetne są te pianki! Jeśli kiedyś będę miała okazję zakupów w B&BW, na pewno skuszę się na kolejne! 
  • peeling do ciała Rituals - uwielbiam scruby tej marki i obecnie posiadam jeszcze inny wariant zapachowy, który bardziej mi odpowiada, niż pomarańczowy ;)


  • fluid pielęgnujący do cery mieszanej z Origins - niestety rozczarował. Do mojej mieszanej cery absolutnie się nie nadawał. Pozostawiał połyskującą warstewkę, właściwości pielęgnujacych nie zauważyłam... Nie udało mi się go całkowicie zdenkować... 
  • micel z Biodermy - koniecznie Sensibio AR :) Uwielbiam i używam od lat!
  • tonik bezalkoholowy marki Estelle & Thild - ta szwedzka firma produkująca ekologiczne kosmetyki jest w Polsce jeszcze mało znana, a szkoda... Zarówno tonik, jak i pianka, którą jeszcze mam, są fantastyczne! Z pewnością jeszcze skuszę się na kolejny zakup.


  • maska do włosów Energizing marki Organique - polubiłam ją przede wszystkim dlatego, że jest bardzo lekka i nie obciąża moich cienkich kosmyków. Produkt absolutnie wart polecenia!
  • olejek do skóry głowy Thin Hair z Phenome - kupuje go regularnie mimo wysokiej ceny... Jedyny olejek, który tak dobrze się sprawdza, mimo, iż mam cienkie włosy skłonne do przetłuszczania. Używany regularnie wzmacnia cebulki włosowe i przyczynia się do zahamowania wypadania
  • szampon Phenome na objętość - kiedyś go lubiłam, z czasem ta sympatia nieco zmalała... Moim zdaniem szampony z Yves Rocher sprawdzają się znacznie lepiej, a kosztują dużo mniej :)


  • krem Lierac Magnificence - wersja do cery mieszanej - jak dla mnie rewelacja! Niedawno zachwycałam się nim na blogu. W tym kremie odpowiada mi dosłownie wszystko. To już mój drugi zużyty słoiczek. Obecnie robię sobie od niego przerwę, ale z pewnością jeszcze do niego wrócę
  • krem pod oczy La Roche Posay Redermic C - to także drugie zużyte opakowanie. Fajny lekki kremik, który nie podrażnia. Jeśli chodzi o działanie to na efekty trzeba poczekać, ale ten krem rzeczywiście rozświetla okolice oczu i niweluje w jakimś stopniu widoczność cieni
  • olejek do twarzy Caudalie Polyphenol - moja mieszana cera średnio go polubiła... Miałam wrażenie, że olejek słabo się wchłania, a i stopień nawilżenia pozostawiał trochę do życzenia...
  • Caudalie Vinosource - jeden produkt w dwóch formułach - nawilżający sorbet oraz matujący fluid. Obydwie formuły bardzo dobrze sprawdziły się u mnie i z pewnością skuszę się na ponowny zakup!


A na koniec trzy wyrzutki... Niestety nie dało się ich zdenkować... Największe rozczarowanie ubiegłego roku, tym bardziej, że zwłaszcza produkty Aveda są drogie... 
  • Aveda odżywka oraz szampon do włosów cienkich - nie zauważyłam żadnych właściwości pielęgnujących, szampon niemiłosiernie plątał włosy a o objętości mogłam sobie tylko pomarzyć... 
  • Origins odżywka miętowa do włosów - to jakieś nieporozumienie! Uwielbiam wszystko, co miętowe, a ta odzywka miała być idealna do włosów tłustych... Tymczasem odżywka miała konsystencję niczym rzadki szampon, a co najdziwniejsze - przy wmasowywaniu we włosy zaczynała się pienić! Nie robiła nic, nie ułatwiała rozczesywania... jedynie pięknie pachniała, ale to zdecydowanie za mało... 
Jak widać większość pustaków dobrze się sprawdziła, choć znalazło się i miejsce na parę bubelków ;) 
Oby do następnego denka! :)


Lista polskich zakupów obowiązkowych

Zakupy - któż z nas ich nie lubi? Szczególnie, jeśli są to kosmetyczne zakupy :)
A zakupy w Polsce to już w ogóle nielada gratka! Ci z Was, którzy mieszkają za granicą rozumieją doskonale, co mam na myśli :) Za każdym razem wyjeżdzam z Polski naładowana nie tylko pięknymi wspomnieniami i pozytywną energią, ale także udanymi sprawunkami ;)
Z czasem wypracowałam sobie taki spis zakupów obowiązkowych - produktów, które zawsze zawsze przywożę sobie z każdego pobytu w ojczystym kraju, których nie może u mnie zabraknąć, bez których nie mogę się obyć. Są do głównie polskie produkty - poza jednym wyjątkiem.
Przedstawiam Wam moją osobistą listę zakupów obowiązkowych :) 


  • Pat&Rub balsam nawilżający do ciała dla dzieci i niemowląt

Fantastycznie nadaje się także dla dorosłych :) Wielokrotnie wspominałam już, że w pielęgnacji najchętniej wybieram smarowidła, które bardzo delikatnie pachną bądź w ogóle nie posiadają zapachu. Ten oto balsam świetnie pielęgnuje skórę, nawet zimą, jest całkowicie bezzapachowy i ma bardzo przyjazny skład!

  • Masło do ciała Organique - kawowe
Najlepsze smarowidło do ciała, jakie znam! Moim zdaniem masła Organique są bezkonkurencyjne!  Idealnie radzą sobie z przesuszeniami, podrażnieniami. A w dodatku pachną przepięknie i zarazem delikatnie.


  • Mgiełka do układania włosów Pat&Rub
Prawie rok temu zrezygnowałam z licznych produktów do stylizacji włosów na rzecz jednego kosmetyku - tej oto mgiełki. Nadmiar nie służy moim cienkim włosom, dlatego postanowiłam ograniczyć się do minimum.Ta mgiełka delikatnie utrwala, a przy tym ma fajny skład! 


  • Phenome olejek do włosów i skóry glowy 
Jestem przekonana o skuteczności tego olejku! Wzmacnia cebulki włosów, pielęgnuję skórę głowy. Nakłada się go przed myciem włosów, można go również pozostawić na noc. Olejek w żadne sposób nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania włosów! 


  • Balsam do ust Tisane
Absolutny klasyk i mój ulubieniec w dziedzinie pielęgnacji ust. Kosztuje grosze, a działa cuda! Niestraszne mu suche i popękane wargi. Tego balsamiku nie może u mnie zabraknąć! 


  • Waciki Bella
Na rynku nie brakuje dobrych płatków, ja używam tych z Belli już od wielu lat. Trochę z przywiązania, ale przede wszystkim dlatego, bo się nie rozwarstwiają, nie są ani za grube, ani za cienkie, za to są bardzo miękkie i przyjemne w użyciu :) 


  • Suche chusteczki jednorazowe Tami
Używam ich od prawie roku do osuszania twarzy zamiast tradycyjnego ręcznika. Chusteczki Tami wykonane są z bawełny, w związku z czym są mięciutkie i przyjemniejsze, niż celulozowe. Te chusteczki to jedno z moich największych odkryć minionego roku! 


  • Płyn micelarny Bioderma Sensibio AR
Jedyny nie polski produkt w tym zestawieniu. O samym micelu nie muszę chyba się rozposywać - jest to jeden z najbardziej popularnych kosmetyków nie tylko w blogosferze. Za granicą nigdy jednak nie uda mi się go kupić w tak atrakcyjnej cenie, jak w Polsce. Ostatnio na przykład za dwupak zapłaciłam 39 zł :) Dlatego też w Biodermę zaopatruję się tylko w Polsce! 

Tak przedstawia się moja bezkonkurencyjna gromadka. Mam nadzieję, że ta lista trochę się poszerzy, jako że jestem otwarta na wszelkie nowości. Ostatnio na przykład kupiłam świetny krem do rąk Evree - jestem pewna, że powtórzę jego zakup. Przywiozłam sobie także krem matujący marki Norel - jeszcze o nie używałam, ale jeśli tylko spełni moje oczekiwania, z pewnością trafi na listę :) 

Czy Wy także robicie sobie takie listy? Znacie któryś z tych produktów? 

Denko i wyrzutki września i października 2015

Druga połowa listopada to chyba już najwyższy czas na pokazanie Wam wrześniowo-październikowego denka! Motywację do denkowania mam sporą, gdyż koniecznie chcę uszczuplić moje i tak już dużo za duże zapasy ;)
Przyznaję, że znalazło się tym razem u mnie kilka kosmetycznych wyrzutków, których już nie byłam w stanie zużyć, które po prostu najzwyczajniej w świecie się zestarzały... Nie jestem z tego dumna, dlatego też do kolejnych zakupów staram się podchodzić bardziej z głową, co nie zawsze jest łatwe ;)
W każdym razie moje denko prezentuje się tak:



A tutaj szczegółowo:


  • peeling do stóp Collistar - sam peeling jest fajny, ale moim zdaniem zbyt drogi. Znam równie dobre i jednocześnie dużo tańsze... Pumeksowa końcówka była dla mnie zbędnym gadżetem... W tej cenie już się nie skuszę...
  • peeling malinowy The Body Shop - przyjemny ździerak, ale ja wolę cukrowe. Jeśli kiedyś ponownie pojawi się wersja marakujowa, to może się skuszę... 
  • peeling Sakura z Rituals - fantastyczny cukrowy ździerak, kolejne wersje są już w użyciu :) 
  • maska oczyszczająca do włosów Phenome - jak już wiele osób wspominało nie jest to produkt pierwszej potrzeby, ale bardzo przyjemny umilacz w pielęgnacji skóry głowy :) Rzeczywiście fajnie oczyszcza i dlatego mam już kolejne opakowanie. 
  • peeling do stóp Phenome - jeden z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... peeling zawiera mnóstwo drobinek, które są moim zdaniem bardzo łagodne. Dlatego też niezbyt chętnie po niego sięgałam... Z pewnością nie kupię ponownie.
  • kawowy peeling do ust Pat&Rub - niestety szybko zaczął śmierdzieć niczym stara kawa. Zapach stał się nieznośny, tak więc nie byłam w stanie zużyć peelingu do końca... Mimo to mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową!

  • olejki myjące pod prysznic Rituals - bardzo je polubiłam i z pewnością kiedyś się skuszę na ponowny zakup, szczególnie czerwonej wersji,która zapachowo bardziej mi odpowada :) 
  • Lactacyd - niezastąpiony od lat... 
  • miodowy żel pod prysznic Yves Rocher - pięknie pachnący łagodny żel. Świetny produkt w dobrej cenie! Chętnie kupię kolejne opakowanie. 

  •  odżywka do włosów Kerastase Cristalliste - kolejny z wyrzutków, którego nie byłam w stanie zużyć... Lubię kosmetyki Kerastase, ale ta odżywka nie wyróżniała się niczym szczególnym... 
  • pianka do stylizacji włosów L'oreal Professional - ten kosmetyk również niestety zmarnował się... Jakiś czas temu przestałam sięgać po tego rodzaju produkty do stylizacji... 
  • maska do włosów Collistar podkreślająca kolor - po udanej przygodzie z wersją w kolorze kasztanowym postanowiłam wypróbować wersję ceimnobrązową... I tu wielkie rozczarowanie... O ile kasztanowa wersja pięknie odświeżała kolor, to ciemna wersja nie robi u mnie kompletnie nic... Sama odżywka fajnie pielegnuje i nadaje połysk kosmykom, ale mnie głównie chodzi o kolor, którego tutaj niestety brak... Wróciłam do wersji kasztanowej... 
  • mgiełka do układania włosów Pat&Rub - zastąpiła mi wszystkie produkty do stylizacji. Mgiełka ta nie obciąża moich cienkich włosów, za to nadaje im trochę struktury i objętości. Na co dzień zadawala mnie taki efekt! Jedynie opakowanie tej mgiełki jest fatalne... Psikacz niestety szybko się zacina. Dlatego ja przelewam mgiełkę do butelki po innym spreju. 
  • maska do włosów L'oreal Elseve Fibralogy - nie zauważyłam, żeby ta maska pogrubiała włosy ;) Ale była całkiem przyjemna, lekka, ładnie pachniała. Możliwe, że kiedyś kupię ponownie. W tej chwili jedank wystarczają mi lekkie odżywki. 


  •  pianka do oczyszczania twarzy Phenome - w tej chwili używam już trzeciej z kolei butelki, dlatego pianka zdążyła mi się trochę znudzić ;) Niemniej jednak jest to bardzo łagodny i skuteczny kosmetyk, po który kiedyś ponownie sięgnę. 
  • płyn micelarny Garnier - kupiłam z czystej ciekawości, bo znalazłam w DM-ie małą wersję. Przyznaję, że to fajny micel. Dla mnie jednak najlepszym micelem pozostaje w dalszym ciągu Bioderma :)
  • ukochana Bioderma, nie ma sobie równych :) Nie wiem sama, która to już butelka! Od jakiegoś czasu kupuję wersję AR i bardzi jestem z niej zadowolona :) 
  • Żel pod oczy Yves Rocher Elixir 7.9 - fajny lekki nawilżacz pod oko. Bardzo łagodny, wydajny. Być może kiedyś kupię go ponownie. 
  • Krem do cery naczynkowej Hildegard Braukmann - bardzo przyjemny łagodny krem, którego używałam na noc. Nie mam mu niczego do zarzucenia. Może kiedyś się jeszcze spotkamy :) 


  •  migdałowe masło do ciała Annemarie Börlind - przyjemne masło, aczkolwiek znam lepsze, dlatego raczej nie kupię ponownie. 
  • olejek do ciała Super Slim Evree - przyjemnie pachnący olejek, który bardzo ładnie nawilżał. Nie wiem, czy wpływał na cellulit, ale mimo to polubiłam go i pewnie kiedyś kupię ponownie :) 
  • krem do stóp Balea z 10% mocznikiem - zużyłam już kilka tubek tego kremu i zawsze do niego wracam. Bo rzeczywiście zmiękcza i nawilża skórę stóp. A na dodatek jest bardzo tani! 
  • krem do rąk Nuxe - lekki krem nawilżający, który szybko się wchłania, jednocześnie pielęgnuje skórę w sposób zadawalający. Na zimę może okazać się zbyt lekki. 
  • krem do rąk Ananne - ta szwajcarska marka produkująca naturalne kosmetyki jest mi zupełnie nieznana... Dostałam ten krem w prezencie, chętnie zużyłam, byłam zadowolona. Jednak nie sądzę, żebym go keidyś kupiła. Cena jest bardzo wysoka, a efekt podobny, jak przy tańszych kremach... 
  • L'occitane krem do rąk z 20% masłem shea - to mój pewnik na zimę. Nic tak nie troszczy się o skórę moich dłoni, jak ten krem. A że zima za pasem, pora kupić kolejne opakowanie :) 
  • balsam stopniowo brązujący do ciała Gosh - naturalnie brązowił skórę bez plam, zacieków, bez samoopalaczowego smrodku. Niestety z tego co wiem balsam ten jest już niedostępny... Szkoda... 
  • Masło do ciała Organique z serii Sensitive - rozpływam się nad masłami tej marki... To był mój pierwszy egzemplarz, który otrzymałam od Eska Floreska :) W tej chwili używam kolejnego słoiczka tego cudeńka :) 


  • woda perfumowana Escada Especially - to już drugie opakowanie tej wody, które zdenkowałam. Chętnie używam także zimą, choć zapach jest dosyć świeży :) Oczywiście mam już kolejny flakon :) 
  • Inglot zmywacz do paznokci - najlepszy ze wszystkich, jakie znam!
  • Dezodorant Eisenberg - mimo wysokiej ceny używam tego dezodorantu od dłuższego czasu. Bo jako jeden z niewielu dezodorantów bez aluminium i alkoholu jest skuteczny.
  •  Dior Nude Air płynny podkład - tutaj również mam same powody do zachwytu - naturalny efekt, taki, jak lubię! Satynowo-matowe wykończenie, niesamowita wydajność, lekkość. Nie czuję, że ma mam na twarzy podkład. Jak dla mnie ideał :) 
  • pasta do zębów Meridol - bardzo ją polubiłam i jak na razie jestem jej wierna.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że wytrwaliście do końca :)
Do następnego razu! :)

Denko wiosna - lato 2015

To małe wysypisko to moje denko, które udało mi się wyhodować przez ostatnie 3,5 miesiąca. Trochę się tego nazbierało, a to dlatego, że postawiłam wreszcie na zużywanie zapasów i które w zastraszającym tempie rosły w sile ;) Kilka tygodni temu zliczyłam 14 różnych produktów pod prysznic, które mam w łazience...
A oto i efekt mojego zbieractwa:



  • Micel Bioderma Sensibio: Absolutny kultowy kosmetyk, który pokochałam od pierwszego uzycia! Jestem mu wierna od 2 lat. 
  • Pianka do mycia twarzy Caudalie: bardzo fajnie działa, z pewnością kiedyś do niej wrócę. 
  • Pianka do mycia twarzy Pharmaceris A: moja ulubiona :) zdecydowanie kupię ponownie! 
  • Pianka do mycia twarzy Phenome: także z niej jestem zadowolona, w zapasie mam jeszcze dwie sztuki ;) Mogła by mniej kosztować, ale poza tym nie mam zastrzeżeń! 
  • Tonik Pat&Rub: mój ulubieniec! 
  • Micel Avene: kupiłam go będąc na urlopie w Polsce w kwietniu, bo w aptece nie mieli małej Biodermy. Micel jest całkiem dobry, ale wolę Biodermę, bo mam wrażenie, że jest łagodniejsza dla skóry.


  • Krem pod oczy marki Ahava z serii Time to smooth: przyjemny kremik, ale w sumie bez rewelacji, więc raczej nie kupię ponownie, szczególnie, że cena nie należy do niskich. 
  • Sorbet nawilżający marki Caudalie z serii Vinosource: pisałam o nim w moim ostatnim poście. Świetny nawilżający krem, który sprawdza się przy mojej mieszanej cerze. Używam już kolejnego opakowania. 
  • Serum nawilżające Caudalie z serii Vinosource: świetne nawilżające serum, które w lecie z powodzeniem zastąpi nawet krem.  
  • Krem przeciwzmarszczkowy marki Phenome: niestety u mnie się nie sprawdził, bo trochę mnie uczulał... Zmarnował się biedaczek... 
  • Serum Caudalie z serii Polyphenol: lekkie nawilżające serum, kolejne opakowanie mam juz w zapasach, choć osobiście wolę chyba to z serii Vinosource. 
  • Serum przeciwstarzeniowe Ahava: to takie serum, które pozostawia warstewkę na skórze. Ogólnie nie było złe, ale znam fajniejsze i tansze. Powrotu raczej nie będzie. 
  • Krem na dzień Caudalie z serii Polyphenol: Fajny, aczkolwiek na mojej twarzy pozostawiał warstewkę, której nie lubię. Poza tym trochę rolował się na nim podkład. 

  • Szampon Glad Hair Day marki Soap&Glory dostałam w prezencie od Monisi z bloga monikowy świat Fajnie się go używało, bo ładnie pachnie, dobrze oczyszcza i ma świetną gęstą konsystencję. Może kiedyś zdecyduję się na zakup
  • Mgiełka do układania włosów Pat&Rub to od dłuższego czasu jedyny produkt, jakiego używam do układania. Lekki sprej, który nie obciąża włosów, a sprawia, że włosy rzeczywiście lepiej sie układają! Nie wiem już sama, które to opakowanie. Mam nadzieję tylko, że Pat&Rub wreszcie udoskonali atomizer, który fatalnie działa ;) 
  • Szampon do cienkich włosów Kerastase: używałam sporadycznie, bo staram się unikać szamponów z SLSami, a ten jest dosyć mocny. Nie kupię ponownie. 
  • Szampon do cienkich włosów marki Phenome: jeden z moich ukochanych szamponów, kolejne opakowanie czekan już na mnie w Polsce. 
  • Aktywator do mieszania z maską bądź odżywką L'oreal z serii Fibralogy: nie zauważyłam zwiększenia grubości włosów, ale też nie wierzę w takie cuda ;) Nie wiem, czy jeszcze kupię. 
  • Sprej do cienkich włosów Phyto trochę przyspieszał przetłuszczanie włosów, dlatego nie kupię go.



  • Otulający żel pod prysznic Pat&Rub: żele pod prysznic tej marki to moi zdecydowani ulubieńcy. Uwielbiam właśnie ten otulający i jeszcze relaksujący, ze względu na zapach. Jednak wszystkie żele P&R mają świetne właściwości i są absolutnie warte zakupu :) 
  • Mydło w płynie marki własnej drogerii Bipa: zwykłe, aczkolwiek przyjemne, łagodne. Może jeszcze kupię. 
  • Żel pod prysznic Organique z serii Bloom Essence: przyjemny żel, pięknie pachnący. Nie wykluczone, że jeszcze go kupię. 
  • Pianki pod prysznic Organique - mleczna i grecka: wbrew pozorom całkiem wydajne produkty, dobrze oczyszczają, lecz bez właściwości pielęgnujących. Może kiedyś kupię wersję mleczną. 
  • Lactacyd: jestem wierna temu płynowi do higieny intymnej już od wielu lat, i to się raczej nie zmieni :) 
  • Galaretka pod prysznic Organique z serii Energizing: pięknie pachnący żel, który nie wysusza skóry i jest niezwykle wydajny. Kiedyś kupię go ponownie.



  • Cukrowy peeling Organique z Marakują i Limonką: pięknie pachniał, dobrze działał. Nie wiem jednak, czy kupię ponownie, bo wolę peelingi Rituals. 
  • Krem do ciała Annemarie Börlin z limitowanej serii zimowej: kupiłam wtedy chyba 3 opakowania i taj je męczę. Bo choć działanie jest całkiem przyzwoite, to jednak zapach trochę mnie męczy...
  • Masło do ciała z orzechem macadamia oraz zasłem Shea: działanie przyzwoite, bez rewelacji, delikatny zapach. Może kiedys ponownie się skuszę. 
  • Masło do ciała Soap&Glory: Kolejny kosmetyk tej marki, który dostałam od Monisi w paczce świątecznej. Zakochałam się w zapachu tego masła!!! A do tego masło ma fantastyczne właściwości pielęgnacyjne. Dlatego z pewnością je kupię :)




  • Olejek samoopalający Dior: jeśli nie przeszkadza Wam samoopalaczowy smrodek, to pokochacie tego gagatka. Pieknie brązowi skóre, delikatnie ją pielęgnując. Ja ze względu na smrodek już się nie skuszę... 
  • Krem na cellulitis z Elancyl: musiałam go wyeliminować, niestety także za zapach. Niby przyjemny, ale na tyle mocny, że całe łóżko lącznie z materacem przesiąknęło tym zapachem... 
  • Serum antycellulitowe Collistar: genialnz kosmetyk, do którego z pewnością wrócę! Można go stosować samodzielnie - właściwości pielęgnujące sprawiają, że nie trzeba stosować dodatkowego kosmetyku, jak to czasem jednak bywa przy serum.
  • Kultowy olejek Nuxe z drobinkami: nie może go u mnie zabraknąć. Uwielbiam go za całokształt :)


  • Krem do stóp Collistar: bardzo fajny krem, aczkolwiek nie wart tego, aby wydawać na niego ponad 20 Euro! Bo podobne działanie ma krem Balea, który kosztuje 10 razy mniej ;) Raczej nie kupię, a już na pewno nie w tej cenie. 
  • masło do stóp AA Nature Spa: genialny produkt do pielęgnacji stóp, pochodzący niestety z limitowanej serii... Czekam na ponowną edycję...



  • Tusz Dior Iconic Overcurl: jak niektórzy z Was wiedzą jest to mój ulubiony tusz! Jak dla mnie nie ma sobie równych :) 
  • Pomadka pielęgnacyjna Dior Lip Glow: fantastyczny produkt odżywiający usta i nadający im śliczny naturalny kolor. Jedyną wadą jest cena ;) Kilka miesięcy temu kupiłam jej tańszy odpowiednik marki Lierac. Także fajna, ale przeszkadza mi jej mocny zapach. Dior jest zdecydowanie lepszy, dlatego z pewnością powtórzę zakup. 
  • Masa cukrowa do depilacji Cosmoderma Sweet Skin: ciężki zawodnik! Stosowany zgodnie z zaleceniem producenta absolutnie nie zdaje egzaminu! Zaczęłam więc go uzywać tak jak wosku - z bawełnianymi paskami do źdzerania. Wówczas masa działała. Nie jest to łatwy kosmetyk, ale być może ponowię zakup. 
  • Balsam do ust Nuxe: świetny balsam, super konsystecja i zapach, ale nie przebije mojego ulubionego Tisane. Mimo to kupię ponownie :) 
  • Mydełko do czyszczenia pędzli Da Vinci: dobrze oczyszczało pędzlę, ale wolę inne produkty do tego celu, szczególnie żel Bobbi Brown. Nie kupię ponownie. 
  • Kremik do skórek Dior: Świetny kosmetyk, było by idealnie, gdyby tak się nie kleił ;) Oczywiście używałam go tylko na noc. Obecnie mam olejek do skórek z tej serii, który także świetnie pielęgnuje skórki, a ma duzo fajniejszą konsystencję. 
  • Dezodorant Eisenberg: mój ideał, jedynie wysoka cena mi przeszkadza... Mimo to kupię ponownie, bo na szczęście dezodorant jest wydajny!




  • Pasta wybielająca Sensodyne: lubię ją, pewnie jeszcze do niej wrócę. 
  • Pasta Blanx: wkurzało mnie jej opakowanie. Wolałabym klasyczną tubkę zamiast pompki, która notorycznie się zacinała ;)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca ;) 
Znacie któregoś z moich denkowców?


Denko luty - kwiecień 2015

Kochani, dziś zapraszam do obejrzenia kosmetycznych zużyć, które udało mi się zrealizować w lutym, marcu oraz kawałku kwietnia :)


1. Zmywacz do paznokci Be Beauty z Biedronki - całkiem fajny zmywacz, tylko czasem pompka nie działała ;) Powrotu nie planuję, gdyż teraz mam zmywacz z Inglota, który jest moim zdaniem idealny :)
2. Krem do rąk L'occitane z 20% masłem shea, miniaturka - bardzo chętnie sięgam po ten krem w zimie oraz na noc, a ta miniaturka towarzyszyła mi przez jakiś czas w torebce. Do stosowania w ciągu dnia kremik ten średnio się nadaje, ze względu na bardzo bogatą teksturę. Niemniej jednak stosowany na noc krem ten działa cuda!


3. Maska do włosów Collistar Magica CC - fantastyczny wynalazek! Genialna maska, która idealnie odświeża kolor włosów, maskuje na jakiś czas odrosty i siwielce. Stosuje się ją co 4-5 myć głowy albo jeszcze rzadziej, wedle potrzeb. Ja wykończyłam wersję kasztanową, a teraz używam wersji do włosów ciemnobrązowych i czarnych, która kolorystycznie jeszcze bardziej mi odpowiada!


4. i 5. W moim denku zawsze znajdzie się miejsce na micel z Biodermy oraz tonik Pat&Rub. Wspaniałe produkty, które są dla mnie niezastąpione!


6. Maseczka oczyszczająca GlamGlow - bardzo dobrze mi się używało tej maski i z pewnością chętnie kiedyś ją sobie kupię. Teraz jednak mam ochotę poeksperymentować z innymi maskami oczyszczającymi.


7. Żele do brwi MAC - ciemniejsza wersja jest moim must have. Bardzo fajnie sprawdza się w makijażu!
8. Kredka do oczu Chanel Stylo Yeux Waterproof - kocham te kredki, a to była moja pierwsza. Piękna antracytowa czerń, z drobinkami. Niestety pochodziła z kolekcji limitowanej, ale głęboko wierzę, że Chanel jeszcze kiedyś wypuści ten odcień!
9. Tusz do rzęs Diorshow Iconic Overcurl - mój zdecydowany ulubieniec w tej kategorii, który sprawił, że inne tusze mnie nie interesują ;)
10. Dior cień do powiek w kremie - stwardniał, skamieniał, dziad jeden. Z hukiem poszedł w kosz.
11. Puder Chanel Les Beiges - miły puder, którym na początku się zachwycałam. Jednak z perspektywy czasu zmienił jak dla mnie pozycję  na co najwyżej "fajny". Ale za mało fajny, żeby zdecydować się na kolejny zakup. Pod koniec dziwnie skamieniał, nie dało się go zużyć całkowicie...


12. Żele pod prysznic Organique, wersja limonka marakuja oraz jabłko rabarbar - fajne żele, które nie przyczyniły się do wysuszenia skóry, ale także nie pielęgnowały jej jakoś specjalnie! Świetne zapachy, ale za to pompka czasem zawodziła. Być może kiedyś się skuszę, choć znam dużo lepsze żele. 


13. Masło do ciała Pat&Rub z serii hipoalergicznej - jak dla mnie to mój zdecydowany ulubieniec w kategorii mazideł do ciała! Ponowny zakup to pewniak :) 
14. Peeling do ciała TBS z serii jagodowej - skusiłam się na niego głównie za zapach, który jednak już pod prysznicem wydał mi się trochę chemiczny. Osobiście wolę peelingi cukrowe. Ten nie był zły, ale powrotu nie planuję. Chyba, że TBS ponownie wprowadzi moją ulubioną wersję marakujową. 


15. Żel pod oczy i na powieki Floslek ze świetlikiem i bławatkiem - ten żel towarzyszył mi zawsze w torebce i świetnie się sprawdzał jako nawilżacz okolicy w oczu w ciągu dnia! Niestety, jakiś czas temu firma zmieniła skład tych żeli, wprowadzono parabeny i dlatego musiałam sobie poszukać czegoś innego... A szkoda... 
16. Serum pod oczy Guerlain Super Aqua-Eye - serum to towarzyszyło mi przez ostatni rok, zużyłam w sumie 3 opakowania. Bardzo fajny nawilżacz, używałam go pod krem pod oczy. Obecnie robię sobie od niego przerwę, aby skóra zanadto się do niego nie przyzwyczaiła.



17. Dezodorant Yves Rocher - kupiłam ze względu na brak aluminium oraz alkoholu w składzie. Kulka ta bardzo dobrze się u mnie spisywała! Gdy niedawno chciałam kupić kolejne opakowanie, okazało się, że firma już ich nie produkuje, ze względu na skargi klientów, iż dezodorant jest nieskuteczny! No cóż... Teraz używam dezodoranru Eisenberg, który jest jeszcze lepszy :) 



18. Pasty do zębów Blanx, wybielająca tradycyjna oraz roślinna bez fluoru- ostatnio coraz mniej zachwycam się tymi pastami, jakoś nie mam wrażenia, że lepiej doczyszczają zęby. Być może inne wersje są skuteczniejsze. Teraz wróciłam do lubianej przeze mnie Sensodyne.

Moje denko nie jest na pewno duże, ale od niedawna staram się zużywać zapasy, których mam niemało... 
Życzę Wam dużo słońca!

Największe odkrycia roku 2014

Moi Kochani,
jak większość z Was o tej porze roku i ja pokuszę się o małe zestawienie kosmetycznych hitów, które udało mi się odkryć w ubiegłym roku. 

Rok 2014 był dla mnie dosyć owocny, jeśli chodzi o kosmetyki, trafiłam na sporo produktów, które stały się moimi ulubieńcami. 
Tym razem wyznaczyłam sobie poprzeczkę nieco wyżej i wymyśliłam jedynie kilka bardzo ogólnych kategorii. W każdej z tych kategorii postanowiłam wybrać tylko jeden jedyny kosmetyk, taki najbardziej naj :) 
W przypadku niektórych kategorii nie było łatwo wyróżnić tylko jeden kosmetyk, uwierzcie mi, ale w rezultacie wyłoniłam tych oto zwycięzców: 

PIELĘGNACJA SKÓRY TWARZY/POD OCZAMI
Serum pod oczy Super Aqua/Eye marki Guerlain - wychwalałam to serum już niejednokrotnie,  TUTAJ znajdziecie recenzję. Nidy nie miałam tak dobrego kosmetyku pod oko. Dzięki niemu nie mam problemów ze skórą w tej okolicy. 
Rewelacyjne działanie i spora wydajność.

PIELĘGNACJA CIAŁA
W tej kategorii zwyciężają pachnące kosmetyki pod prysznic, których w ubiegłym roku u mnie nie brakowało. Przeważającą większość stanowią produkty polskiej marki Organique. Wszystkie bardzo lubię i ciężko było mi wybrać ten jeden jedyny - po długim namyśle wybieram żel Energizing, który odpowiada mi najbardziej pod względem zapachu. Chociaż inne żele także pięknie pachną... Ciężki wybór, naprawdę... ;) 

WŁOSY
I tutaj miałam spory dylemat. Wahałam się pomiędzy trzema produktami, wszystkimi od Phenome ;) Zdecydowałam ostatecznie, że na zwycięstwo zasłużył sobie olejek przeciwdziałający wypadaniu włosów i wzmacniający cebulki Thin Hair. Nie wiem, czy to tylko olejek tak u mnie podziałał, czy jeszcze inne czynniki, ale fakt jest taki, że po umyciu włosów znajduję w wannie oraz na grzebieniu dużo mniej włosów, niż kiedyś. Wierzę, że olejek ma dobroczynne działanie na skórę głowy. Nie wpływa na zwiększenie się przetłuszczania - olejek nakłada się przed myciem. Nie obciąża włosów. W dodatku jest wydajniejszy, niż się spodziewałam. 
Nawet teraz, kiedy nie mam problemu z wypadaniem, używam chętnie tego olejku, bo uważam, że nie tylko włosy, ale i skóra głowy oraz cebulki zasługują na pielęgnację. Genialny kosmetyk z bardzo fajnym naturalnym składem. 

MAKIJAŻ
Sporo fajnych malowideł trafiło w ubiegłym roku do mojej kosmetyczki - genialny podkład, szminki, błyszczyki, puder... Ale jeśli mam wybrać jeden kosmetyk, bez którego nie mogę żyć, to będzie to tusz do rzęs :) Bardzo długo poszukiwałam idealnego tuszu, który będzie w stanie podkreślić moje sztywne i proste rzęsy. I kiedy wydawało się, że mam już swojego faworyta, odkryłam to oto cudeńko - tusz Diorshow Iconic Overcurl. Jedyny tusz, który potrafi unieść moje toporne rzęsy! Mój absolutny ideał i zdecydowanie największe odkrycie roku. Pięknie podkreśla rzęsy, jest trwały, jednocześnie łatwo się zmywa. Choć do najtanszych nie należy, to jedno opakowanie wystarczy mi prawie na pół roku. Poza tym za każdym razem udaje mi się go kupić na jakiejś promocji, np. -30%, -20%... 

MARKA KOSMETYCZNA
W tej kategorii postanowiłam wyróżnić kosmetyki marki Dior, na które trafiłam w roku 2014, gdyż każdy z tych produktów świetnie się u mnie sprawdził. Głównie są to kosmetyki do makijażu, z moim ukochanym tuszem do rzęs na czele. 


Oprócz tuszu odkryłam jeszcze wspaniałe malowidła do ust, cienie do powiek, róże, brązer, a także lakiery do paznokci, balsam brązujący, olejek pielęgnujący do skórek i paznokci. 
Nie wszystkie kosmetyki z "górnej półki" są gwarancją skuteczności i satysfakcji, ale w przypadku marki Dior jeszcze nigdy się nie zawiodłam. 
Dlatego mój wielki aplauz dla Diora :) 

Z zainteresowaniem czytam Wasze posty z ulubieńcami i odkryciami roku. Jeśli znacie któryś z przedstawionych przeze mnie hitów, dajcie koniecznie znać :)