Włosowa aktualizacja - część 1 - PIELĘGNACJA

Jakiś czas temu na blogu temu opublikowałam kilka postów dotyczących kosmetyków do pielęgnacji oraz stylizacji włosów, które stosuję. Po upływie kilku miesięcy trochę się u mnie w tej kwestii zmieniło, pojawiło się sporo nowości. Niektóre z tych nowości okazały się przeciętniakami, inne z kolei bardzo polubiłam. Jest także kilka kosmetyków, które od dłuższego czasu u mnie goszczą i którym pozostałam wierna. Dlatego też dziś postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Choć włosomaniaczka ze mnie żadna, to jednak jak tak patrzę na tą gromadkę, to muszę przyznać, że całkiem sporo tego się uzbierało ;)
Dziś opowiem Wam o pielęgnacji, a w następnym poście przedstawię produkty do stylizacji włosów. 


Na początku muszę zaznaczyć, że jestem posiadaczką ciemnych włosów, które z natury są cienkie, delikatne, przy czym są niskoporowe, niezniszczone, za to ze skłonnością do przetłuszczania.

Szampony
Jeszcze kilka miesięcy temu zachwycałam się szamponem Cristalliste marki Kerastase. 


Rzeczywiście jest to dosyć fajny szampon, ale po skończeniu pierwszego opakowania nie mogłam się jakoś przekonać do zakupu następnego. Poprostu bardzo chciałam spróbować czegoś nowego, w niższej cenie.
Po drodze przerabiałam szampony marki Alverde: z oliwek i henny na objętość oraz z zieloną kawą przeciw wypadaniu włosów. 


Owszem, szampony te nie są złe, ale szału także nie robią.  Oczyszczają przyzwoicie, ale włosy po ich użyciu absolutnie nie nadaja się do rozczesania. Są potwornie tępe i poplątane. Bez żalu postanowiłam, przy okazji zamówienia w sklepie Phenome, kupić sobie szampon tej marki z serii Volumizing. 


Nie oczekiwałam niewiadomo czego, bo miałam już styczność z tzw. naturalnymi szamponami, które mnie szczególnie nie zachwyciły. A jednak - szampon Phenome okazał się świetny, i to pod każdym względem! Owszem, może nie jest najtanszy, ale absolutnie jest wart każdej złotówki. Świetnie oczyszcza, odświeża, nie obciąża, nie plącze włosów, w związku z czym nie muszę po każdym myciu sięgać po odżywkę. 
A do tego ma świetny skład, w 98,8 % naturalny. Już wiem, że kupię go ponownie, gdy się skończy.
Mam w mojej kolekcji także szampon marki Kerastase z serii Volumifique. 

 
Sam szampon jest dobry, ale sięgam po niego coraz rzadziej, ze względu na zawartość SLSów, których staram się w miarę możliwości unikać.
Czasami zmuszona sytuacją sięgam po suchy szampon. Wypróbowałam już wiele, ale moim zdaniem zdecydowanie najlepszym w tej kwestii jest szampon Lush. 

 
Ma fajny skład, jest niezwykle wydajny i naprawdę działa :)

Odżywki
Używam ich głownie po to, aby móc łatwiej rozczesać włosy. Używam na zmianę odżywki Alverde do włosów farbowanych oraz odżywki Kerastase z serii Cristalliste. 

 
Obydwie robią to, co należy, nie zachwycają jakoś szczególnie, lecz działają poprawnie. Cristalliste nie kupię już ponownie, bo moim zdaniem nie jest warta swojej ceny. Natomiast Alverde nie kosztuje dużo, dlatego być może skuszę się na kolejny zakup, jeśli nie znajdę czegoś lepszego.

Maski
W tej kwestii nieprzerwanie używam maski Elseve z serii Fibralogy w połączeniu z aktywatorem gęstości z tej samej serii. 


No dobrze, może nie zauważyłam zwiększenia gęstości włosów, ale zestaw ten nie obciąża moich cienkich włosów, a to już bardzo dużo ;)
Raz w tygodniu sięgam równiez po maske do włosów tłustych mojej ukochanej marki Pat&Rub. 

 
Maska działa oczyszczająco na skórę głowy oraz na włosy. Jestem jej wierna od 2 lat i mimo że ją bardo lubię, mam ochotę na mały skok w bok z maską oczyszczającą marki Phenome :) 

Olejki
Nie mam potrzeby olejowania włosów, jako że nie są one zniszczone, a oleje mogą je dodatkowo obciążyć. Lecz od kilku tygodni uzywam bardzo fajnego olejku do skóry głowy, Thin Hair marki Phenome, który ma za zadanie wzmocnić cebulki włosów, a tym samym przeciwdziała ich wypadaniu. 


Wprawdzie moje włosięta nie wypadają jakoś bardzo, ale teraz w jesieni postanowiłam zafundować im kurację wzmacniającą. Używam tego olejku od prawie trzech tygodni, nakładam go na noc przed myciem włosów (myję włosy rano, 3 razy w tygodniu). Myślę, że efekty tej kuracji mogą być widoczne dopiero po kilku miesiącach, ale już teraz bardzo polubiłam ten produkt. Olejek bardzo łatwo daje się rozprowadzić na skórze głowy, bezproblemowo daje się zmyć i jest wydajny. Mam bardzo dobre przeczucia w stosunku do tego kosmetyku :)

Suplement diety na wzmocnienie włosów
Od kilku tygodni łykam kapsułki na wzmocnienie cebulek włosów Inneov. 


Długo zastanawiałam się, na który suplement powinnam się zdecydować, gdyż na rynku wybór tego typu produktów jest ogromny! W końcu postawiłam na Inneov - preparat zawierający witaminę D, nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 oraz cynk. Bardzo jestem ciekawa, czy kuracja przyniesie jakieś skutki - na pewno dam Wam znać :)

Już dziś zapraszam Was na kolejny wpis dotyczący kosmetyków do stylizacji włosów, których aktualnie używam. 

Miłej niedzieli, moi Kochani! Do następnego razu!

Haul sierpnia czyli polskie zakupy

Przy okazji niedawnego urlopu w Polsce udało mi się kupić kilka wspaniałości, które na codzień niestety nie są dla mnie dostępne. 

Jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne to za główny cel obrałam sobie bliższe poznanie oferty marki Organique. Uwielbiam wszelkie pachnące kosmetyki pod prysznic i zawsze muszę mieć w łazience ich sporą kolekcyjkę :) 
Z oferty marki Organique wybrałam:
- dwie pianki pod prysznic: grecką oraz mleczną. Jestem bardzo zaskoczona, jak wydajne są te pianki. Obawiałam się, że jedno opakowanie wystarczy na kilka użyć, a tu taka miła niespodzianka :) 


- dwa żele z serii Aromatic Shower Gel, w wersji Marakuja & Limonka oraz Jabłko & Rabarbar
- cudownie pachnący żel Shower Jelly o zapachu Energizing
- delikatnny żel Bloom Essence
- cukrowy peeling do ciała o zapachu Marakuja & Limonka, który na szczęście nie zostawia tłustej powłoczki, a za to naprawdę świetnie wygładza i pielęgnuje skórę 

W Sephorze udało mi się zdobyć dwa kosmetyki z jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych-Pat&Rub, a mianowicie żel pod prysznic z serii otulającej oraz kawowy peeling do ust. I tym razem nie zawiodłam się na Pat&Rub :)
Żele pod prysznic tej marki są mi znane, natomiast peelingu do ust nigdy wcześniej nie miałam. Jest to przyjemny drobiazg, którego chętnie używam. 

Uwielbiam wszystko, co poziomkowe i bardzo żałuję, że tak mało jest kosmetyków o tym aromacie. Od dawna chciałam sobie kupić poziomkową wazelinę do ust z Flosleku i na szczęście znalazłam ją w Rossmannie. Godzinami mogłabym sobie ją tak wąchać. A i działanie jest bardzo dobre. Swietnie sprawdza się u mnie także kultowy już balsam do ust Nuxe Reve de Miel, który kupiłam sobie w stacjonarnej aptece. 
Kremowy cień do powiek Diorshow Fusion Mono w odcieniu 021 Etoile kupiłam jeszcze na lotnisku. Bardzo lubię ten cień, bo nadaje połtransparentny efekt, mało jest tu pigmentu, za to znajdują się w nim miliony drobinek, które wspaniale rozświetlają powiekę.

W mojej ulubionej aptece internetowej Słonik zaopatruję się zawsze w micele Biodermy, które są sprzedawane w dwupaku w bardzo korzystnej cenie, a także w ukochane pianki oraz żele do mycia twarzy z Pharmaceris. 

W trakcie urlopu udało mi się spotkać w Katowicach z jedną z moich najukochańszuch blogerek - uroczą Czarną Ines. Podczas naszej zakupowej wyprawy zanalazłyśmy się w firmowym sklepie Phenome. Marka ta już od jakiegoś czasu mnie interesuje i na początek kupiłam sobie pumeksowy peeling do stóp Fresh Mint, o którym już marzyłam :) Peeling ma ciekawą konsystencję, niczym piasek. Delikatnie, ale jednocześnie skutecznie złuszcza i masuje stopy. Nie wyczuwam tu miętowych aromatów, raczej cytrynowo-ziołowe, na szczęście zapach nie jest bardzo mocny. Oprócz peelingu kupiłam jeszcze balsam do rąk z serii Pure Sugarcane. Fantastycznie nawilża i pielęgnuje i do tego bardzo ładnie pachnie :) Moje pierwsze spotkanie z marką Phenome sprawiło, że mam ochotę na więcej. Zamówienie ze sklepu internetowego jest już w drodze do mnie i z pewnością pokażę na blogu, na co jeszcze się skusiłam. 
Udało mi się jeszcze w Sephorze kupić mój ulubiony krem do stóp marki AA z limitowanej serii. 

Z polecenia najpiękniejszej pani stomatlogo, jaką znam, czyli Czarnej Ines, kupiłam sobie pasty do zębów Blanx: jedną klasyczną wybielającą, a drugą w wersji eko, bez fluoru :) Pasty są świetne i na pewno przy nich pozostanę. 


Zakupy zaliczam do udanych, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko denkować, denkować, denkować... :) 
Całuję Was mocno!

Wyniki rozdania :)

Kochani, przybywam do Was dziś szybciutko z ogłoszeniem wyników w moim pierwszym rozdaniu. Bardzo się cieszę, że tak wiele z Was wzięło w nim udział i obiecuję, że nie było to ostatnie rozdanie z kosmetykami Balea na moim  blogu.
Ale teraz przejdźmy do najważniejszego :)

Z pomocą tej oto "sierotki" udało nam się wylosować następujących zwycięzców:



Pierwsza nagroda wędruje do... Gosi z Bloga Esy, floresy, fantasmagorie

Drugą nagrodę zdobywa... IVONKA z bloga Inspiruje mnie życie...


Ponieważ tak wiele z Was zgłosiło się do rozdania, postanowiłam również wręczyć dodatkowo jedną nagrodę pocieszenia w postaci kremu do ciała marki Vichy, która zawędruje do bloga Bemol Naschkatze

Drogie dziewczyny, gratuluję Wam serdecznie i proszę o podanie Waszych adresów do wysyłki na mój adres mailowy: justynka170@gmail.com

Całuję Was mocno i życzę miłej niedzieli!

Denko czerwiec-lipiec 2014

Kochani, z radością pozbywam się pustych opakowań, jako że w czerwcu i w lipcu udało mi się zdenkować nastepujące kosmetyki:

Denko z czerwca i lipca 2014

Bioderma towarzyszy mi już od roku. Idealnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu. Mała butelka świetnie nadaje się na wyjazdy.

Żel pod prysznic Sante w wersji kokosowo-waniliowej. Żel ten nie pachnie ani kokosem, ani wanilią, ale i tak go polubiłam, bo fajnie oczyszcza nie wysuszając skóry. Kiedyś z pewnością jeszcze go kupię.

Mleczko oraz masło do ciała Pat&Rub w wersji hipoalergicznej. Fantastyczne produkty do pielęgnacji ciała. Osobiście masło odpowiada mi bardziej, niż mleczko, dlatego też będzie ono regularnie gościć w mojej łazience.

Elancyl krem do ciała na cellulit. Nie wierzę, iż jakikolwiek kosmetyk jest w stanie zlikwidować pomarańczową skórkę tudzież wyszczuplić, ale po zastosowaniu kremu skóra wygląda po prostu lepiej, gładziej. Używam obecnie drugiego opakowania.

Ahava Time to Smooth krem na dzień oraz Marie Börlind krem nawilżający. Ahava stała się moim ulubieńcem w kategorii dziennej pielęgnacji skóry. Dobrze nawilża przez cały dzień, idealnie współpracuje z podkładami. Używam już drugiego słoiczka. Natomiast krem Aqua Nature marki Marie Börlind jest przyjemnym nawilżaczem. Stosowałam go na noc, ale raczej go nie kupię. Jego konsystencja była dla mnie trochę zbyt ciężka.

Ta mała wersja masła do ciała Alverde towarzyszyła mi podczas ostatniego urlopu. Obecnie używam drugiego pełnowymiarowego opakowania. Bardzo fajne treściwe masło, które nienachalnie pachnie i które dobrze nawilża.

Szampon Kerastase Cristalliste. Fajny szampon, dobrze nadaje się do cienkich włosów, nie zawiera SLSów oraz silikonów, czyli jest tak, jak lubię :) Kiedyś ponownie go kupię, ale obecnie używam szamponu do cienkich włosów Alverde i muszę przyznać, że także spisuje się świetnie, a jest 8 razy tańszy ;)

Tonik Pat&Rub, mój ulubiony tonik, nie znalazłam do tej pory lepszego. Stały bywalec w mojej łazience. Mógłby mniej kosztować, ale od czego mamy rabaty :)

Pianka do mycia twarzy Pharmaceris, stały bywalec w moim denku. Dobrze i jednocześnie oczyszcza twarz, nie podrażnia oczu, nie zawiera mocnych detergentów w składzie. Zawsze muszę mieć tę piankę :)

Krem na noc Pat&Rub 30+. Świetny krem, po przebudzeniu skóra wygląda świeżo i gładko. Obecnie mam inny krem na noc, ale kiedyś na pewno ponownie kupię ten z Pat&Rub :)

Kochani, na koniec przypominam Wam o moim rozdaniu, które trwa do 23. sierpnia. 
Szczególy znadziecie pod poprzednim postem: 
TUTAJ 
Zachęcam do wzięcia udziału :)

10 letnich ulubieńców oraz ROZDANIE

Kochani, dziś podzielę się z Wami moimi ulubionymi kosmetykami lata. Znajdują się tu tylko i wyłącznie produkty, które odkryłam w ciągu ostatnich 2 miesięcy i które podbiły moje serduch na tyle, iż zostanę im wierna na dłużej.



1. L'oreal Professional Tecni Art Volume Lift pianka do włosów w sprayu. 
Wszystko, co nadaje włosom objętość, jest u mnie na miarę złota. Od wielu lat nieustannie poszukuję kosmetyku, który choć trochę uniesie moje cienkie i oklapłe włosy u nasady. Sporo próbuję i eksperymentuję w tej dziedzinie, kiedy zobaczyłam ten spray w sklepie fryzjerskim, postanowiłam dać mu szansę. 
Jestem bardzo z niego zadowolona, ponieważ fantastycznie działa, rzeczywiście nadaje objętość, podnosi i utrwala włosy. Jest to dla mnie najlepszy produkt do stylizacji, z jakim się spotkałam! 



2. Lancaster Sun Beauty mleczko do opalania. 
Fantastyczny kosmetyk na kąpiele słoneczne, bezproblemowo się rozprowadza, szybko się wchłania, chroni, nie ma mowy o jakichkolwiek oparzeniach, zaczerwienieniach. Teraz wiem, że jeśli na słońce, to tylko z Lancasterem :) 


3. Szczoteczka do mycia twarzy Mia 2. 
Kiedy szczotki te stały się popularne, nie do końca rozumiałam cały ten szał na ich punkcie. Z czasem jednak moje zainteresowanie rosło coraz bardziej w siłę i kiedy nadarzyła się okazja do 20% rabatu w sklepie internetowym douglas.de, postanowiłam skorzystać. Udało mi się zdobyć śliczną różową wersję szczotki MIA 2 :) Od tego czasu szczotka towarzyszy mi codziennie podczas wieczornego mycia twarzy. Na pewno nie jest to produkt z kategorii must have, ale ja jestem z zakupu absolutnie zadowolona. Lubie to uczucie dobrze oczyszczonej, ale nie przesuszonej i podrażnionej skóry. Mia doskonale się spisuje, a ja zauważyłam, że zużywam teraz mniejszą ilość pianki do mycia twarzy. 




4. GlamGlow maska oczyszczająca (czarna) oraz nawilżająca (niebieska). 
Co tu dużo mówić, maski te działają! Czarna wspaniale wygładza oraz oczyszcza, a niebieska doskonale nawilża i odżywia. Po ich zastosowaniu skóra wygląda poprostu dobrze.




5. Chanel Le Vernis lakier do paznokci. 
Lakiery Chanel odkryłam dopiero w czerwcu. Uwielbiam je wszystkie, ale postanowiłam wybrać jeden najpiękniejszy i jest to różowy odcień o nazwie Pink Tonic.  Intensywna fuksja, lecz nie z tych neonowych. Niezwykle pięknie prezentuja się na paznokciach zarówno u rąk, jak i u stóp. Wspaniały blask i trwałość sprawiają, iż po ten lakier sięgam obecnie najczęściej.



6. Dior Diorskin Nude Tan puder brązyjący oraz Dior Rosy Glow róż. 
Mój brązer jest w odcieniu 001 Honey, nie jest to bardzo intensywny kolor, raczej deliktany, aczkolwiek widoczny :) Będzie się także doskonale nadawał na jesień oraz zimę. Nie tworzy plam, nie można sobie nim zrobic krzywdy. Bardzo lubię brązery, a Dior jest moim zdecydowanym ulubieńcem. 
Natomiast obok różu Rosy Glow przechodziłam w perfumerii tysiące razy, zanim wreszcie zdecydowałam się na zakup. Trochę bałam sie tego koloru. Niepotrzebnie, bowiem róż ten doskonale dopasowuje się do naturalnego odcienia karnacji. Wystarczy lekkie muśnięcie, a twarz nabiera świeżości oraz zdrowego wyglądu. Ten kosmetyk należy dawkować oszczędnie, jednak efekt jest świetny! 




7. Eisenberg Fond De Teint Correcteur Invisible podkład. 
Skuszona pozytywnymi opiniami o tych podkładach skusiłam się na zakup. Posiadam odcień 001 Natural oraz 002 Naturel Rose. W chwili obecnej używam tego drugiego, nieco ciemniejszego odcienia. Muszę powiedzieć, że wcale nie jest to taki ciemny odcień, jak czytałam u niektórych dziewczyn. Ja sama nie mam bardzo ciemnej karnacji,ale podkład ten doskonale dopasowuje się do naturalnego odcienia skóry. Poza tym jest to moim zdaniem lekki podkład, właściwie niewidoczny na skórze, czyli taki, jak lubię :)



8. Dior Bronze olejek samoopalający.
Bardzo lubię mieć lekko opaloną skórę, ale niestety często brakuje mi okazji bądź czasu, aby korzystać z kąpieli słonecznych. Od lat używam samoopalaczy, długo byłam wierna Ziaji oraz Pat&Rub, ale kilka tygodni temu buszując w perfumerii zwróciłam uwagę na samoopalacz z Diora. Skusiłam się głównie ze względu na to, iż jest to z założenia olejek. No właśnie, z założenia, gdyż w rzeczywistości kosmetyk okazał się mieć dosyć wodnistą konsystencję. Samoopalacz bezproblemowo się rozprowadza, bardzo szybko wchłania się. Najważniejsze jest jednak to, iż nie plami, skóra nabiera równomiernego odcienia, nie można sobie zrobić krzywdy. Warto wspomnieć, iż olejek ten zupełnie nie brudzi, nawet jasnych ubrań! Oczywiście pachnie dosyć charakterystycznie samoopalaczowo, ale zapach ten jest stosunkowo delikatny, w porównaniu do innych samoopalczy, których używałam. Dior Bronze to mój numer jeden w kategorii kosmetyków samoopalających.




9. Dior Addict Fluidstick. 
Mój pomadko-błyszczyk jest w pięknym różowym odcieniu o nazwie Kiss Me (nr 389). Obok błyszczyka Guerlain to właśnie po niego sięgam najchętniej w ostatnim czasie. Uwielbiam tego Diorka pod każdym względem. Bardzo dobra trwałość, lekkość i nawilżenie dla ust. Chętnie rozglądnę się jeszcze za kolejnym odcieniem.


Jeśli dobrnęliście do końca, to mam dla Was małą niespodziankę w postaci małego rozdania. Ciekawa jestem, czy Wam także udało się ostatnio odkryć coś, co stało się Waszym kosmetycznym hitem. Koniecznie napiszcie o tym w komentarzu i umieście dopisek - zgłaszam się do rozdania
A w nagrodę mam dla Was do rozlosowania dwa zestawy prosto z DMu:

Zestaw 1


Zestaw 2

Wystarczy być publicznym obserwatorem mojego bloga, a kto również obserwuje mój profil justynka_sbg na Instagramie, otrzyma dodatkowy los.
Macie czas na zgłoszenia do 23. sierpnia. 
Zapraszam i życzę szczęścia! 
A ja tymczasem zaczynam się pakować, bo pojutrze lecę do PL :)