Haul zakupowy w Yves Rocher

Witajcie Kochani!

Do marki Yves Rocher mam bardzo duży sentyment - odkryłam ją jakieś 13 lat temu i do dziś chętnie sięgam po jej kosmetyki.

Kiedy niedawno w blogosferze coraz głośniej zrobiło się o serii 7.9, wiedziałam, że koniecznie muszą ją bliżej poznać! Szczególnie skusił mnie mnie fakt, że 90% składników pochodzi z natury, czyli jest tak, jak lubię :)
Tak więc wybrałam się niedawno do sklepu firmowego, a że akurat była obniżka -50% na wszystkie kosmetyki, wpadło mi do koszyka kilka drobiazgów ;)


Krem rewitalizujący na dzień usuwający oznaki zmęczenia do skóry normalnej i mieszanej

Nazwa 7.9 oznacza 7 aktywnie działających roślin i 9 patentów przeciwstarzeniowych, które zawarte są w kosmetykach tej serii.
Seria adresowana jest dla kobiet od około 35-go roku życia, jej zadaniem jest zwalczanie pierwszych oznak starzenia, takich jak zmarszczki mimiczne, bruzdy, zmęczona ziemista cera, niejednolity koloryt.
Niedawno postanowiłam zrobić sobie przerwę od kremu Ahava, którego używam od prawie roku.

Ja zdecydowałam się na zakup wersji do skóry normalnej i mieszanej, dostępny jest także krem do skóry suchej.

Krem okazał się być strzałem w dziesiątkę! Posiada cudownie puszystą konsystencję, pozostawia skórę miekką, wspaniale nawilżoną i odżywioną. Jestem z niego na tyle zadowolona, że jeszcze dokupię sobie wersję na noc. 
Co ciekawe, kiedy krem się skończy, nie trzeba kupować nowego słoiczka, bowiem można dokupić wkład, który jest sporo tańszy! :)


Rewitalizujący roll-on pod oczy

Lekki, przyjemny nawilżacz, je używam go na dzień w połączeniu z serum pod oczy. Bez serum efekt nawilżenia suchej skóry po oczami byłby moim zdaniem zbyt słaby. Kremik nie wywołuje u mnie łzawienia ani podrażnienia.



Miodowy żel pod prysznic
Bardzo delikatny dla skóry, bo nie wysusza, a przy tym skuteczny i pięknie pachnący żel, który w 99% wykonany jest ze składników pochodzenia naturalnego. Świetny produkt w dobrej cenie!


Dezodorant w kulce Kwiat bawełny
Jeden z niewielu dezodorantów bez zawartości soli aluminium i alkoholu, które są naprawdę skuteczne. Świetnie się sprawdza i gwarantuje ochronę przez cały dzień. Ja z pewnością pozostanę wierna tej kulce!


100% Masło karite
To chyba najsłabsze ogniwo z całej gromadki. Kupiłam to masło głównie z myślą o pielęgnacji skóry dłoni, ale szczerze mówiąc nie jestem do końca zadowolona z działania. Mam wrażenie, że masło to natłuszcza, ale nie nawilża skóry. Zużyję je bez większej przyjemności :)


Dajcie prosze znać, czy znacie może te kosmetyki? Jaka jest wasza opinia o Yves Rocher?


Największe odkrycia roku 2014

Moi Kochani,
jak większość z Was o tej porze roku i ja pokuszę się o małe zestawienie kosmetycznych hitów, które udało mi się odkryć w ubiegłym roku. 

Rok 2014 był dla mnie dosyć owocny, jeśli chodzi o kosmetyki, trafiłam na sporo produktów, które stały się moimi ulubieńcami. 
Tym razem wyznaczyłam sobie poprzeczkę nieco wyżej i wymyśliłam jedynie kilka bardzo ogólnych kategorii. W każdej z tych kategorii postanowiłam wybrać tylko jeden jedyny kosmetyk, taki najbardziej naj :) 
W przypadku niektórych kategorii nie było łatwo wyróżnić tylko jeden kosmetyk, uwierzcie mi, ale w rezultacie wyłoniłam tych oto zwycięzców: 

PIELĘGNACJA SKÓRY TWARZY/POD OCZAMI
Serum pod oczy Super Aqua/Eye marki Guerlain - wychwalałam to serum już niejednokrotnie,  TUTAJ znajdziecie recenzję. Nidy nie miałam tak dobrego kosmetyku pod oko. Dzięki niemu nie mam problemów ze skórą w tej okolicy. 
Rewelacyjne działanie i spora wydajność.

PIELĘGNACJA CIAŁA
W tej kategorii zwyciężają pachnące kosmetyki pod prysznic, których w ubiegłym roku u mnie nie brakowało. Przeważającą większość stanowią produkty polskiej marki Organique. Wszystkie bardzo lubię i ciężko było mi wybrać ten jeden jedyny - po długim namyśle wybieram żel Energizing, który odpowiada mi najbardziej pod względem zapachu. Chociaż inne żele także pięknie pachną... Ciężki wybór, naprawdę... ;) 

WŁOSY
I tutaj miałam spory dylemat. Wahałam się pomiędzy trzema produktami, wszystkimi od Phenome ;) Zdecydowałam ostatecznie, że na zwycięstwo zasłużył sobie olejek przeciwdziałający wypadaniu włosów i wzmacniający cebulki Thin Hair. Nie wiem, czy to tylko olejek tak u mnie podziałał, czy jeszcze inne czynniki, ale fakt jest taki, że po umyciu włosów znajduję w wannie oraz na grzebieniu dużo mniej włosów, niż kiedyś. Wierzę, że olejek ma dobroczynne działanie na skórę głowy. Nie wpływa na zwiększenie się przetłuszczania - olejek nakłada się przed myciem. Nie obciąża włosów. W dodatku jest wydajniejszy, niż się spodziewałam. 
Nawet teraz, kiedy nie mam problemu z wypadaniem, używam chętnie tego olejku, bo uważam, że nie tylko włosy, ale i skóra głowy oraz cebulki zasługują na pielęgnację. Genialny kosmetyk z bardzo fajnym naturalnym składem. 

MAKIJAŻ
Sporo fajnych malowideł trafiło w ubiegłym roku do mojej kosmetyczki - genialny podkład, szminki, błyszczyki, puder... Ale jeśli mam wybrać jeden kosmetyk, bez którego nie mogę żyć, to będzie to tusz do rzęs :) Bardzo długo poszukiwałam idealnego tuszu, który będzie w stanie podkreślić moje sztywne i proste rzęsy. I kiedy wydawało się, że mam już swojego faworyta, odkryłam to oto cudeńko - tusz Diorshow Iconic Overcurl. Jedyny tusz, który potrafi unieść moje toporne rzęsy! Mój absolutny ideał i zdecydowanie największe odkrycie roku. Pięknie podkreśla rzęsy, jest trwały, jednocześnie łatwo się zmywa. Choć do najtanszych nie należy, to jedno opakowanie wystarczy mi prawie na pół roku. Poza tym za każdym razem udaje mi się go kupić na jakiejś promocji, np. -30%, -20%... 

MARKA KOSMETYCZNA
W tej kategorii postanowiłam wyróżnić kosmetyki marki Dior, na które trafiłam w roku 2014, gdyż każdy z tych produktów świetnie się u mnie sprawdził. Głównie są to kosmetyki do makijażu, z moim ukochanym tuszem do rzęs na czele. 


Oprócz tuszu odkryłam jeszcze wspaniałe malowidła do ust, cienie do powiek, róże, brązer, a także lakiery do paznokci, balsam brązujący, olejek pielęgnujący do skórek i paznokci. 
Nie wszystkie kosmetyki z "górnej półki" są gwarancją skuteczności i satysfakcji, ale w przypadku marki Dior jeszcze nigdy się nie zawiodłam. 
Dlatego mój wielki aplauz dla Diora :) 

Z zainteresowaniem czytam Wasze posty z ulubieńcami i odkryciami roku. Jeśli znacie któryś z przedstawionych przeze mnie hitów, dajcie koniecznie znać :)

PHENOMEnalna maska do włosów Purifying

Maska oczyszczająca stała się nieodzownym elementem pielęgnacji mojej skłonnej do przetłuszczania czupryny.
Pierwszą i w zasadzie jedyną maską w mojej łazience, przeznaczoną do oczyszczania włosów i skóry głowy, była maska Pat&Rub - marki, do której mam wielką słabość.
I choć maska nie była wolna od wad, to jednak ja pozostałam jej wierna przez ponad 2 lata. Właściwie w tym czasie nie znalazłam niczego innego, co by ją godnie zastąpiło ;) 

Aż do czasu, kiedy w blogosferze zrobiło się głośniej o oczyszczającej masce do włosów Purifying znanej i lubianej firmy Phenome. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, zamówiłam maskę w internetowym sklepie. Jak się okazało, był to dobry wybór - maska Purifying zdobyła moją ogromną sympatię juz po pierwszym użyciu.

Maska ma wspaniałą kremową konsystencję z zatopionymi drobinkami, które nie tylko skutecznie oczyszczają z sebum oraz wszelkich osadów, nie robiąc włosom krzywdy, ale także masują skórę głowy. 

Maska idealnie rozprowadza się na włosach, od nasady, po same końce. I tak dla porównania, maseczka Pat&Rub miała bardziej glinkową konsystencję, w związku z czym była dosyć tępa i strasznie ciężko się rozprowadzała. Rezultat był taki, iż po prostu musiałam jej więcej nakładać, przez co była dosyć niewydajna. Z maską od Phenome nie mam tego problemu.

Najważniejsze jest jednak działanie. I tu także jestem zachwycona! Włosy po zastosowaniu maski są lekkie, świeże, idealnie oczyszczone i dużo lepiej podatne na układanie. Maska idealnie spełnia wszystkie swoje obietnice :)

Jak stosuję maskę?
Producent zaleca zastosować maseczkę 1-2 razy w tygodniu. Ja myję włosy 3 razy w tygodniu, w związku z czym używam maski przy co trzecim myciu.
Produkt należy nanieść na mokre, ale wytarte ręcznikiem włosy, a następnie rozprowadzić od skóry głowy aż po końcówki. Jak wspominała, wcześniej warto wykonać delikatny masaż skóry głowy zanurzonymi w masce drobinkami, aby pobudzić ukrwienie. Po chwili można już zmyć produkt szamponem, co jest  bezproblemowe. 


Maska znajduje się w masywnym słoju, wykonanym z ciężkiego, brązowego szkła. Opakowanie jest wygodne, poręczne i optycznie cieszy oko :) Pojemność produktu to 200 ml. Podkreślam jeszcze raz, że maska jest bardzo wydajna, w związku z tym opakowanie powinno mi wystarczyć na kilka miesięcy. 

Dla zainteresowanych skład. 

Nie znajdziemy w nim takich paskudztw, jak np. parabeny, SLSy, wazelina, parafina, oleje mineralne, formaldehyd, silikony itp. 

Maska wykonana jest w 98,4% z naturalnych składników. 

Cieszę się, że odkryłam tę maskę i że jest ona tak skuteczna. 
Na pewno mogę ją zaliczyć do moich kosmetycznych odkryć minionego roku. 
Wiem, iż sporo z Was poznało już tę maskę - bardzo jestem ciekawa Waszej opinii :) 




Denko sierpień-listopad 2014


Witam Was Kochani!

Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatnio zaniedbywam mojego bloga. Nie jest to jednak spowodowane moim lenistwem bądź brakiem pomysłów, lecz po prostu ogromem pracy. W branży, w której pracuję, czas przedświąteczny jest najgorętszym okresem w całym roku. Zresztą pewnie większość z Was ma tak samo ;) Zapewniam Was jednak, że staram się regularnie odwiedzać Wasze blogi.
Za kilka dni zaczynam urlop, więc mam nadzieję, że będę mogła nadrobić zaległości.
A tymczasem dziś przedstawię moje denko z sierpnia, września, października i listopada. Wiem, jak na cztery miesiące to nie jest tego dużo, ale ostatnio postanowiłam mniej kupować, a więcej zużywać. Zobaczymy, jak mi się uda wytrwać w tym postanowieniu ;)
A tym czasem jedziemy z denkiem:


Słynny micel z Biodermy - dla mnie niezastąpiony, skutecznie i jednocześnie zmywa makijaż, nie podrażniając nawet delikatnej skóry oczu. W Polsce czeka na mnie już zapas :)


Truskawkowy żel pod prysznic Balea oraz porzeczkowy żel pod prysznic Alverde. Obydwa bardzo przyjemnie pachniały, ale nie sądzę, abym potworzyła zakup. Porzeczkowy pochodzi z serii limitowanej, a Balea posiada w ofercie tyle innych pięknie pachnących żeli, że najchętniej wypróbowałabym je wszystkie ;)


Dezodoranty w atomizerze Vichy oraz Alverde. Obydwa bez zawartości aluminium. Dezodorant z Alverde okazał się być całkiem przeciętny, Vichy spisał się nieco lepiej. Być może kiedyś skuszę się jeszcze na Vichy.


Ulubiony duet do mycia twarzy: pianka Pharmaceris oraz tonik Pat&Rub.
Ostatnio jednak zdradziłam tą piankę z Phenome i muszę powiedzieć, że ta druga także spisuje się świetnie!


Płynom Lactacyd jestem wierna od lat. Jak dla mnie są najlepsze :)


Dużo uwagi przywiązuję do pielęgnacji stóp i dlatego zawsze mam w zapasie kilka kremów. Zarówno Balea, jak i Collistar spisały się na tyle dobrze, że powtórzyłam zakup.


Szampon dla dzieci Babylove z DMu służył mi bardzo dobrze do mycia pędzli do makijażu.


O słynnym Jantarze nie mogę powiedzieć niczego złego bądź dobrego.
Produkt ten tak szybko się skończył, że nawet nie zdążył zadziałać ;)
Nie zdecydowałam się na kolejny zakup.


Zmywacz do paznokci pozostanie zawsze zmywaczem, nawet gdy nosi nazwę Dior ;) Bardzo lubię kosmetyki Dior, ale Po zmywaczu nie ma co się spodziewać cudów. Owszem, przyjemnie pachniał, nie wysuszał zbytnio płytki paznokcia, ale to samo robi u mnie zmywacz z Biedronki. Dlatego nie warto wydawać tyle pieniędzy...


Te dwa produkty z pewnością dołączą do moich największych odkryć kosmetycznych roku. Serum Syper Aqua-Eye z Guerlaina oraz krem do twarzy na dzień Time to Smooth marki Ahava podbiły moje serce skutecznością oraz wydajnością. Obecnie używam już kolejnych opakowań.


Rewelacyjny lakier do włosów w dobrej cenie. Koniecznie ten z różową obwódką :) Świetnie nadaje się do moich cienkich włosów. Jak tylko zużyję zapasy, to ponownie go kupię :)


Wymienna szczoteczka Clarisonic. To była standardowa wersja, dostępna przy zakupie szczoteczki Mia2. Kolejną wersją, jaką kupiłam, jest szczoteczka do cery wrażliwej.


A oto moje największe odkrycie roku: tusz do rzęs Dior Iconic Overcurl. Dla mnie absolutnie najlepszy i niezastąpiony. Pierwszy i jedyny, który jet w stanie unieść moje sztywne rzęsy ;) A do tego jest mega wydajny - służył mi przez pól roku!


Krem na noc Guerlain z serii Super Aqua. Świetny krem, który niestety okropnie dużo kosztuje... Dlatego nie zdecydowałam się na kolejny zakup - po prostu szkoda mi pieniędzy, bo obecny krem na noc, którego używam, kosztuje ponad połowę mniej, a działa równie skutecznie. Poza tym wydajność na około 3 miesiące wydaje się być dosyć przeciętna...
Może jesli kiedyc trafię na jakąś niesamowitą promocję, zdecyduję się na powtórny zakup.


Kolejny produkt do czyszczenia pędzli - płyn MAC, który dodatkowo działa dezynfekująco. To już moje drugie opakowanie. Obecnie używam mydełka do pędzli Da Vinci, ale pewnie kiedyś ponownie kupię MACa.


Maska do włosów tłustych z Pat&Rub. Sama nie wiem, które to już opakowanie tej maski udało mi się zdenkować. Może ta maska nie robi cudów, nie zmniejszy przetłuszczania, ale za to bardzo fajnie oczyszcza skórę głowy oraz włosy. Ja bardzo lubię wsyzstko, co glinkowe, dlatego chętnie sięgam po ten specyfik.
Ostatnio jednak zamówiłam z ciekawości maskę oczyszczającą z Phenome, która czeka na mnie w Polsce. Mam nadzieję, że także się polubimy :)


Pasty do zębów Blanx - wersja klasyczna oraz zielona bez fluoru. Zieloną stosowałam rano, natomiast klasyczną na noc. Pasty są bardzo przyjemne w użyciu, bardzo dokładnie oczyszczają zęby, dlatego oczywiście dokonałam już kolejnego zakupu :)


Mydła w płynie Alverde - tanie, bez rewelacji. Zużyję jeszcze jedno, które mam zapasie, a później rozglądnę się za czymś nowym.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was moim denkiem ;) Jeśli znacie któryś z pokazanych produktów, koniecznie dajcie znać!

Trzymajcie się ciepło!

Włosowa aktualizacja - część 2 - STYLIZACJA

Kochani!
Niedawno pokazałam Wam moje kosmetyki do pielęgnacji włosia, dziś kilka słów o stylizacji. 


Stylizacja to dla mnie temat - rzeka - ciągle szukam czegoś, co nada moim cienkim włosóm objętości, jednocześnie ich nie obciązając i nie przyspieszając przetłuszczania. Może kiedyś uda mi się trafić na takie cudo? :) 

W chwili obecnej stosuję te oto produkty do układania włosów: 


Podstawą w stylizacji moich cienkich włosów są lekkie mgiełki. Nie nadają się może do utrwalenia bardzo wymyślnej fryzury, ale nadają włosom namiastkę objętości i nie obciążają zbytnio włosia. Nie znalazłam lepszych w tej kategorii, aniżeli spray Thickening od Bumble&Bumble oraz mgiełka do cienkich włosów marki Phyto, którą dostałam w sierpniu od kochanej Czarnej Ines :) 


Dla mocniejszego utrwalenia stosuję pianki do stylizacji: 


Pianka L'oreal Professionnel Tecni Art Volume Lift. Nakłada się ją u nasady włosów. Pierwsze wrażenia były wspaniałe - pianka zapowiadała się na KWC. Niestety zauważyłam, że po jej zastosowaniu wyczesywałam coraz więcej włosówna grzebieniu - przynajmniej mam takie wrażenie,że ta pianka była winowajcą. Za jakiś czas dam jej ponownie szansę, bo działa naprawdę świetnie.



Kolejna pianka Tecni Art - Full Volume. Stosuję ją na długości. Poprawnie utrwala fryzurę, nie robi WOW efektu, ale jest jedną z lepszych pianek, jakie miałam okazję stosować. 


Dosyć często zdaża mi się używać lokówki. Wszakże loki stwarzają wrażenie objętości :) 
Aby zapewnić ochronę przed wysoką temperaturą, sięgam dodatkowo po specjalne spreje przeznaczone to tego celu.

Jakiś czas temu dostałam spray marki Matrix. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że spray ten niemiłosiernie plącze włosy! Po jego zastosowaniu nie byłam w stanie oddzieląć pasemek włosów, dlatego odstawiłam go bez żalu.



Udało mi się na szczęście znaleźć coś, co sprawdza się zdecydowanie lepiej. Jest do spray fryzjerskiej marki Professional Sebastian. Jest lekki, nie plącze włosów, a do tego pięknie pachnie :) 


Na koniec pozostawiam sobie lakier do włosów. 


Obecnie posiadam dwa - drogeryjny Elnett oraz profesjonalny i nieco droższy Infinium, obydwa marki L'oreal. I powiem Was zupełnie szczerze, że Elnett (koniecznie ten z różową obwódką) jest moim najlepszym lakierem, jaki miałam. Przebija nawet Infinium :) A do tego jest dosyć tani. Lakier ten pozostanie ze mną na dłużej :) 

Bardzo ciekawi mnie, czy znacie któryś z tych kosmetyków. A jeśli tak, to jak się u Was sprawdził? 

Życzę Wam przytulnego niedzielnego popołudnia!

Zmiany :-)

Moi Kochani,
witam Was w ten piękny słoneczny dzień! Dla mnie ten dzień jest podwójnie miły (mimo, że spędzam weekend w łóżku zmorzona przeziębieniem),
gdyż mam przyjemność przywitać Was w nowej odsłonie. 


A to wszystko dzieki przemiłej Weronice z bloga Loveliness. Weronika jest bardzo zdolną młodą dziewczyną, która pasjonuje się między innymi upiększaniem blogów. Miałam okazję podziwiać wiele metamorfoz autorstwa kreatywnej Weroniki, dlatego też nie wahałam się długo i postanowiłam właśnie ją poprosić o pomoc.
Dzięki niej mogę się teraz cieszyć nowym przejrzystym szablonem oraz uroczym kocim nagłówkiem :)
Dziękuję Kochana!

Włosowa aktualizacja - część 1 - PIELĘGNACJA

Jakiś czas temu na blogu temu opublikowałam kilka postów dotyczących kosmetyków do pielęgnacji oraz stylizacji włosów, które stosuję. Po upływie kilku miesięcy trochę się u mnie w tej kwestii zmieniło, pojawiło się sporo nowości. Niektóre z tych nowości okazały się przeciętniakami, inne z kolei bardzo polubiłam. Jest także kilka kosmetyków, które od dłuższego czasu u mnie goszczą i którym pozostałam wierna. Dlatego też dziś postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Choć włosomaniaczka ze mnie żadna, to jednak jak tak patrzę na tą gromadkę, to muszę przyznać, że całkiem sporo tego się uzbierało ;)
Dziś opowiem Wam o pielęgnacji, a w następnym poście przedstawię produkty do stylizacji włosów. 


Na początku muszę zaznaczyć, że jestem posiadaczką ciemnych włosów, które z natury są cienkie, delikatne, przy czym są niskoporowe, niezniszczone, za to ze skłonnością do przetłuszczania.

Szampony
Jeszcze kilka miesięcy temu zachwycałam się szamponem Cristalliste marki Kerastase. 


Rzeczywiście jest to dosyć fajny szampon, ale po skończeniu pierwszego opakowania nie mogłam się jakoś przekonać do zakupu następnego. Poprostu bardzo chciałam spróbować czegoś nowego, w niższej cenie.
Po drodze przerabiałam szampony marki Alverde: z oliwek i henny na objętość oraz z zieloną kawą przeciw wypadaniu włosów. 


Owszem, szampony te nie są złe, ale szału także nie robią.  Oczyszczają przyzwoicie, ale włosy po ich użyciu absolutnie nie nadaja się do rozczesania. Są potwornie tępe i poplątane. Bez żalu postanowiłam, przy okazji zamówienia w sklepie Phenome, kupić sobie szampon tej marki z serii Volumizing. 


Nie oczekiwałam niewiadomo czego, bo miałam już styczność z tzw. naturalnymi szamponami, które mnie szczególnie nie zachwyciły. A jednak - szampon Phenome okazał się świetny, i to pod każdym względem! Owszem, może nie jest najtanszy, ale absolutnie jest wart każdej złotówki. Świetnie oczyszcza, odświeża, nie obciąża, nie plącze włosów, w związku z czym nie muszę po każdym myciu sięgać po odżywkę. 
A do tego ma świetny skład, w 98,8 % naturalny. Już wiem, że kupię go ponownie, gdy się skończy.
Mam w mojej kolekcji także szampon marki Kerastase z serii Volumifique. 

 
Sam szampon jest dobry, ale sięgam po niego coraz rzadziej, ze względu na zawartość SLSów, których staram się w miarę możliwości unikać.
Czasami zmuszona sytuacją sięgam po suchy szampon. Wypróbowałam już wiele, ale moim zdaniem zdecydowanie najlepszym w tej kwestii jest szampon Lush. 

 
Ma fajny skład, jest niezwykle wydajny i naprawdę działa :)

Odżywki
Używam ich głownie po to, aby móc łatwiej rozczesać włosy. Używam na zmianę odżywki Alverde do włosów farbowanych oraz odżywki Kerastase z serii Cristalliste. 

 
Obydwie robią to, co należy, nie zachwycają jakoś szczególnie, lecz działają poprawnie. Cristalliste nie kupię już ponownie, bo moim zdaniem nie jest warta swojej ceny. Natomiast Alverde nie kosztuje dużo, dlatego być może skuszę się na kolejny zakup, jeśli nie znajdę czegoś lepszego.

Maski
W tej kwestii nieprzerwanie używam maski Elseve z serii Fibralogy w połączeniu z aktywatorem gęstości z tej samej serii. 


No dobrze, może nie zauważyłam zwiększenia gęstości włosów, ale zestaw ten nie obciąża moich cienkich włosów, a to już bardzo dużo ;)
Raz w tygodniu sięgam równiez po maske do włosów tłustych mojej ukochanej marki Pat&Rub. 

 
Maska działa oczyszczająco na skórę głowy oraz na włosy. Jestem jej wierna od 2 lat i mimo że ją bardo lubię, mam ochotę na mały skok w bok z maską oczyszczającą marki Phenome :) 

Olejki
Nie mam potrzeby olejowania włosów, jako że nie są one zniszczone, a oleje mogą je dodatkowo obciążyć. Lecz od kilku tygodni uzywam bardzo fajnego olejku do skóry głowy, Thin Hair marki Phenome, który ma za zadanie wzmocnić cebulki włosów, a tym samym przeciwdziała ich wypadaniu. 


Wprawdzie moje włosięta nie wypadają jakoś bardzo, ale teraz w jesieni postanowiłam zafundować im kurację wzmacniającą. Używam tego olejku od prawie trzech tygodni, nakładam go na noc przed myciem włosów (myję włosy rano, 3 razy w tygodniu). Myślę, że efekty tej kuracji mogą być widoczne dopiero po kilku miesiącach, ale już teraz bardzo polubiłam ten produkt. Olejek bardzo łatwo daje się rozprowadzić na skórze głowy, bezproblemowo daje się zmyć i jest wydajny. Mam bardzo dobre przeczucia w stosunku do tego kosmetyku :)

Suplement diety na wzmocnienie włosów
Od kilku tygodni łykam kapsułki na wzmocnienie cebulek włosów Inneov. 


Długo zastanawiałam się, na który suplement powinnam się zdecydować, gdyż na rynku wybór tego typu produktów jest ogromny! W końcu postawiłam na Inneov - preparat zawierający witaminę D, nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 oraz cynk. Bardzo jestem ciekawa, czy kuracja przyniesie jakieś skutki - na pewno dam Wam znać :)

Już dziś zapraszam Was na kolejny wpis dotyczący kosmetyków do stylizacji włosów, których aktualnie używam. 

Miłej niedzieli, moi Kochani! Do następnego razu!